Wydawałoby się, że temat aborcji został nagle wywołany po to, by przykryć kolejne porażki PiS czy sprawę "Misiewiczów”. Nic podobnego. Episkopat podrzucił aborcję Kaczyńskiemu niczym kukułcze jajo. Temat aborcji ożywił Polki i Polaków z wakacyjnego lenistwa. Nie ma jesiennej deprechy. Jest za to pospolite ruszenie w sprawie aborcji, które może zdeterminować inne środowiska w walce o swoje z dyktaturą parlamentarną PiS i Kukiz’15.
REKLAMA
Jarosław Kaczyński wiedział doskonale, że to nie jest odpowiedni moment, żeby Episkopat Polski poruszał sprawę aborcji. Wszystko, co wywołuje silne emocje w narodzie, kończy się na ulicy. To prezes pamięta z czasów podziemnej „Solidarności”. I tych emocji boi się jak ognia.
Zanim po pierwszym czytaniu został odrzucony przez PiS i część opozycji (m.in. PO) projekt ustawy obywatelskiej komitetu „Ratujmy kobiety”, sondaże już wcześniej pokazywały, że większość Polek i Polaków jest przeciwko zaostrzeniu aborcji. Wiadomym było, że Inicjatywa Polska nie zostawi tej sprawy i będzie ciąg dalszy. I rzeczywiście – „Żarty się skończyły”, pod takich hasłem będą manifestować 1 października pod Sejmem RP środowiska lewicowe. Właśnie takiego „krzyku” i determinacji zabrakło od samego początku KOD. Pojawiła się również w całym kraju akcja „Ogólnopolski strajk kobiet” wyznaczona na 3 października. Kaczyński, który nie śmiał przeciwstawić się Kościołowi, dał asa w grze centro – lewicy pozaparlamentarnej. Aborcja jest punktem wyjścia, ale protesty rozszerzono o równouprawnienia kobiet. Do kampanii przeciwko obecnym władzom przyłączają się mężczyźni. Z niemocy i marazmu przebudził się Sojusz Lewicy Demokratycznej, który z wielkim zapałem kontynuuje zbieranie głosów pod referendum w sprawie aborcji. SLD zgromadził wokół siebie większość lewicowych środowisk. Do komitetu referendalnego nie przystąpiła Inicjatywa Polska oraz Razem. Tym drugim nie dziwie się. To outsiderzy. Natomiast decyzja Barbary Nowackiej jest zupełnie irracjonalna. Szlaki referendalne przetarł wcześniej Dariusz Joński w Łodzi , należący do czołówki IP. Realne referendum da prawo głosu Polkom i Polakom w sprawie aborcji, a nie 460 posłom.
Kaczyński doprowadził do tego, że społeczeństwo może zabrać głos nie w debacie, w formie dialogu, ale wychodząc na ulice i okazując swoje niezadowolenie – delikatnie rzecz ujmując. Ludzie nie ruszą już pod Sejm upominając się o obietnice PiS, czy Dudy. Zewrą szyki zmęczeni, ale zarazem pełni złości na arogancję władzy, ignorancję i niekompetentny oraz nieudolny rząd. Gabinet nie nadający się do odnowienia, ponieważ na pierwszy front wysłano jedyny oddział. Drugiego już nie ma. Suweren ponadto widzi ogromną przepaść, dzielącą go od władzy, która nie wsłuchuje się w rytm ulicy. Polacy wiedzą, ze lepsze jutro było wczoraj. Po prostu chcą żyć. Normalnie żyć. Spokojnie żyć.
Tylko, to że lepsze jutro było wczoraj nie oznacza, że nagle powstanie jak Feniks z popiołów PO. Duopol partyjny dwóch hegemonów i głosowanie na "mniejsze zło" mamy już za sobą. Partia Grzegorza Schetyny ma za dużo za uszami, a te sprawy są zbyt świeże, żeby wyjść poza 20 proc. Tutaj cisną się same do tekstu słowa Barbary Nowackiej wypowiadane, podczas kampanii wyborczej Zjednoczonej Lewicy – „Platforma Obywatelska nie obroni was przed PiS!”. Na większą odwagę może pozwolić sobie Nowoczesna. W niektórych sondażach na tej odwadze partia Ryszarda Petru z 9 proc. w ciągu ostatniego roku nawet podwoiła swój wynik. To jest jednak „czarna kadencja” podczas, której prezes i PiS pokazali swoją prawdziwą twarz. Wyjątkowo szpetne oblicze, któremu nie pomoże już żaden lifting, ani operacja plastyczna wykonana przez najlepszych spin doktorów. Opozycja natomiast nie potrafiła się na tyle zjednoczyć, a nawet podzieliła się w walce o słupki poparcia, by skutecznie walczyć z Kaczyńskim. Liberalnego gospodarczo programu Nowoczesnej Polacy nie kupią. Będą brali, jak leci ofertę pn. praca, godna płaca i umowy śmieciowe do kosza, a starsi obniżenie wieku emerytalnego. Dlatego to „czarna kadencja” dla obu stron. Kukiz’15 i PSL być może jakimś cudem przekroczą próg wyborczy.
A sam Kaczyński okazał się nieporadny nawet w „przykrywaniu” niepopularnych decyzji. Kiedy PiS zabrało się za medialne przesłuchiwanie sędziego Rzeplińskiego podczas obrad komisji poprzedzających zebranie się TK, pod osłoną nocy większość sejmowa próbowała przegłosować podwyżki dla prezydenta, rządu i posłów. Dziennikarze byli jednak czujni. Podwyżki i tak wprowadzono w innej formie. Przy okazji wyszedł na jaw nepotyzm w kręgach pisowskiej władzy na niespotykaną dotąd skalę.
Teraz doszła do głosu opozycja pozasejmowa. Bardziej wiarygodna. Dzisiaj w działaniu. Przed nami efekt domina. Polacy nie będą, jak kamień, nie będą już dłużej stać i wytrzymywać, te kamienie już drgnęły – parafrazując protest song śpiewany przez Krystynę Prońko. W kolejce po zmianę władzy ustawią się ludzie, których dotknęła „dobra zmiana”. Lawina już ruszyła. Jeśli opozycja nie będzie skupiona jedynie na temacie aborcji i pójdzie za ciosem, forsując tak ważne tematy społeczne, wysuwając twarde żądania, i będzie w tym konsekwentna, oraz zjednoczy się w działaniu, to zwycięży.
Na słomiany zapał i patrzenie, jak Polska stacza się na samo dno nie ma już czasu. Polacy zapłacili za wysoką cenę. Nie chcą mieć na utrzymaniu „Misiewiczów”, nie chcą być wpędzani w kompleksy, nie chcą wstydzić się już za PiS. Chcą zapomnieć o politycznych kłótniach. A tyle właśnie kosztuje święty spokój.
