
Do "politycznej agonii"prezesa i PiS paradoksalnie przykładają rękę środowiska prawicowe popierane przez Kościół. Kaczyński spodziewał się protestów zwolenników projektu obywatelskiego ustawy liberalizującej aborcję, ale nie na taką skalę. Zapewne nie brał pod uwagę, że czarne protesty dodadzą odwagi reszcie narodu i Suweren wyjdzie na ulicę, walcząc o swoje sprawy. Z kolei wyrzucenie noweli antyaborcyjnej do kosza przez PiS spowodowało odwrócenie się elektoratu kościelnego od władzy. Obecnie Kaczyński jest w matni ideologicznej i sondażowej. 24 proc poparcia to do tej pory najniższy wynik, jaki odnotowało PiS po nie całym roku rządów.
REKLAMA
"Słaba" płeć nie odpuści
Polki pokazały, że potrafią błyskawicznie się zmobilizować i zewrzeć szybciej szyki niż niejedna armia. Bez względu na wiek i status społeczny zapełniły ubrane w czerń polskie ulice, protestując przeciwko restrykcyjnej ustawie aborcyjnej. Właściwie nikt nie był ich wstanie policzyć. Fotografia przy stołecznym Placu Zamkowym kobiet, chroniących się przed deszczem parasolkami przejdzie do historii. A to dopiero początek pospolitego ruszenia.
Kaczyński ugiął się natychmiast pod protestami w sprawie aborcji. Sejm RP odrzucił projekt ustawy zakazującej aborcji autorstwa środowisk prawicowych, tym samy sprzeciwiając się Kościołowi. Rykoszetem podczas głosowania dostała PO. Grzegorz Schetyna za ostro chciał wejść w zakręt w prawo i wypadł na pobocze z 13 proc. poparcia. Inicjatywa Polska zręcznie przeszła od haseł dotyczących przerywania ciąży i podmiotowego traktowania Polek do wolności, równości i decyzyjności aż po „walkę o lepszą Polskę”. Środowiska lewicowe już nie zatrzymają się nawet na złapanie jednego oddechu. Tym bardziej po słowach prezesa o pomyśle na ustawę aborcyjną, w zasadzie niewiele różniącym się od tej autorstwa komitetu „Stop aborcji”. Te słowa wywołały zapowiedzi kolejnych protestów i ogólnopolskich strajków. Kaczyński znalazł się w ideologicznym potrzasku, mając na głowie masę innych problemów gospodarczych, ekonomicznych czy na arenie międzynarodowej. W którą stronę nie zrobi kroku, wpadnie we wnyki. Z jednej strony czarne protesty, w których uczestniczą również ludzie głosujący na PiS, a z drugiej wierni Kościoła oraz środowiska prawicowe związane z Radiem Maryja czy kołami Gazety Polskiej. To bastion wyborczy oddelegowany do popierania PiS.
Pospolite ruszenie
Jeśli udało się „złamać” Kaczyńskiego w sprawie aborcji, to dlaczego masowe protesty miałby nie pomóc w innych kwestiach. Z tego założenia wyszli przedstawiciele służby zdrowia, nauczyciele, a za chwilę zaczną pojawiać się w stolicy inne grupy zawodowe. Prezes w końcu pogubi się, kto walczy o demokrację, a kto o podwyżki wynagrodzeń. Rząd Szydło składa ręce do Boga, żeby pod jej siedzibę nie przyjechali manifestować górnicy. Nie od dzisiaj wiadomo, że na rządowej liście do likwidacji jest już siedem z jedenastu kopalń. Na restrukturyzację PiS nie ma pieniędzy. Nie ma takiej możliwości, żeby odbyło się to bezboleśnie dla górników. O ile pogodzą się z utartą przywilejów, takich jak dodatki, „trzynastki”, to z utrata pracy już nie.
Aktywny stał się Sojusz Lewicy Demokratycznej. Wciąż zbierane są podpisy pod przeprowadzeniem referendum w sprawie aborcji. Włodzimierz Czarzasty jeździ po regionach, organizowane są konwencje. Przygotowywany jest program wyborczy nastawiony na socjal, ale jednocześnie na równomierny rozwój regionów, bez „zagłębi biedy” i skrajnego ubóstwa. Czarzasty wyraźnie podkreśla, że sojusz chce oddzielenia państwa od Kościoła bez żadnych zwad i waśni. SLD i IP nie wchodzą sobie w drogę. Nie muszą przecież tworzyć wspólnych list. Ich wyborcy mają inne oczekiwania. Idąc dwutorowo do wyborów i bezkonfliktowo, mogą o wiele więcej.
Rocznica na smutno
Przed PiS kolejny tydzień protestów. A jeśli po pierwszych Kaczyński skapitulował, to nie dlatego, że ma asa pod stołem. Prezesa najzwyczajniej sparaliżował strach. A lęk automatycznie wyłącza logiczne myślenie. Zaczynają się wewnętrzne spory, przerzucanie winy na siebie. Tworzy się chaos. W tym zakresie PiS jest sztandarowym przykładem.
Na ulice wyjdzie Nowoczesna, która dzisiaj ma 18 proc. poparcia. W Sejmie skuteczniejsza, chociaż jest mniej liczebna od PO. W domu zostanie Paweł Kukiz, którego ruch dostałby się do Parlamentu z 7 procentami. Kukiz’15 pikuje. W ławach sejmowych nie zasiedliby dzisiaj przedstawiciele PSL (2 proc.) Według ostatnich badań 21 proc. to osoby niezdecydowane, czyli „do wzięcia”.
Kaczyński i PiS na wzbicie się w powietrze nie mają co liczyć. Nie pomogą spektakularne obietnice, które mają zostać dotrzymane w 2020 roku. Brzmi to groteskowo skoro pod ręką są te świeże, nietknięte. W rocznicę wygranych wyborów przez PiS (25.10.2015), Kaczyński może otworzyć szampana, ale tylko po to, by upić się na smutno. W ciągu roku partia straciła 13,5 proc., mając na starcie 37,5 proc.
Źródło: Instytutu Pollster
