Kasia i Marco tuż po spotkaniu
Kasia i Marco tuż po spotkaniu

„Dawca...Dawca, to taka skromna osoba... Marzy o Nim każdy chory. Jest szansą na zdrowie, życie, uśmiech. Nie zdaje sobie sprawy, że jest BOHATEREM. Żyje sobie gdzieś tam, w swoim miejscu na Ziemi, robiąc to, na co tylko ma ochotę, bo może, bo jest zdrowy,. Gdzieś tam, w nie swoim miejscu na Ziemi jest też biorca. Jego świat to szpital, igły, chemia, tabletki, kroplówki, badania, ciągły strach, ciągła tęsknota i ogromna nadzieja. Chory, który tak bardzo chce żyć, który tak bardzo to życie kocha i pragnie wrócić do swojego miejsca na Ziemi. Dzięki Tobie Dawco jest to możliwe”.

REKLAMA
Takie myśli nie przestają towarzyszyć bohaterce naszej poprzedniej opowieści pt. Siostry Szalatki. O dnia, w którym dowiedziała się, że jej jedyną szansą na przeżycie jest dawca zgodny genetycznie, Kasia – jedna z sióstr Szalatek, modliła się o cud. W jej mniemaniu, cudem takim było znalezienie swojego bliźniaka genetycznego, który podzieliłby się z nią cząstką siebie oddając zdrowe komórki macierzyste. Kasia zachorowała 10 stycznia 2009 roku. W chwili, gdy lekarze postawili diagnozę: ostra białaczka szpikowa, całe dotychczasowe życie przewinęło się jej przed oczyma, jak film, który nagle miał się urwać. Od samego początku choroby wiedziała, że aby żyć będzie potrzebowała przeszczepienia. W jej przypadku przeszczepienie szpiku było jedyną szansą, choć nie gwarancją, aby żyła i wyzdrowiała. Szansą na to, by mogła wrócić do normalności, domu, rodziny, przyjaciół, szansą na to, aby mogła pójść na spacer nad morzem, i na spełnienie marzeń, choć w tamtych dniach jedynym marzeniem był Dawca. Mimo wsparcia rodziny i przyjaciół, którzy robili wszystko, co w ich mocy, aby ją wspierać, Kasia wiedziała, że do sukcesu w walce z chorobą potrzebny jest przede wszystkim ta właściwa osoba. Jej brat lub siostra bliźniaczka, zgodni genetycznie i chętni wykazać się tym aktem bezinteresownego człowieczeństwa, jakim jest oddanie komórek macierzystych.
logo
Kasia, Marco i siostra Kasi Agnieszka- która również podzieliła się cząstką siebie z potrzebująca osobą.
Tymczasem rozpoczęło przeszukiwanie baz. Spośród 22 milionów zarejestrowanych w nich dawców z całego świata, znalazł się jeden, ale w 100% zgodny w bazie DKMS. Dziewięć lat temu, licząc od dziś, podczas Dnia Dawcy na festiwalu w Chemnitz we wschodnich Niemczech, jako potencjalny Dawca szpiku i komórek macierzystych zarejestrował się Marco – 22 letni Niemiec. Czas mijał, a Marco prawie zapomniał o tym, że składał taką deklarację. Pewnego dnia, po 4 latach od rejestracji, zadzwoniono do niego z pytaniem, czy potwierdza chęć podzielenia się swoim szpikiem z chorym na nowotwór krwi pacjentem. Telefon był taką niespodzianką, że Marco na chwilę odebrało mowę. Kiedy pracownik DKMS Niemcy ponowił pytanie - czy podtrzymuje Pan wolę stania się dawcą faktycznym? - nie zastanawiał się długo. Szybko dotarło do niego, że robiąc tak niewiele może zrobić tak wiele. Dla niego, tak jak dla większości dawców, miał to być zwykły zabieg o niezwykłym skutku. Wiedział, że nadeszła chwila, by podzielić się swoim szpikiem z kimś, kogo jedyną szansą na wyzdrowienie były jego zdrowe komórki macierzyste. Do dnia, w którym pobrano od niego szpik nie wiedział komu stara się pomóc. Zastanawiał się, czekając na pobranie czy będzie to kobieta, czy mężczyzna, a może dziecko. Dzień po pobraniu lekarz przekazał mu informację, że jego szpik pojedzie do Polski, do dwudziestokilkuletniej dziewczyny z Gdańska. Tylko tyle i aż tyle. W głowie miał prawdziwy mix emocji: był szczęśliwy, że mógł pomóc, był zaskoczony, że jego bliźniaczka genetyczna jest w podobnym wieku, był ciekawy, jaka jest, co lubi, a czego nie…
W tym samym czasie, na szpitalnym łóżku, rozmowy z Bogiem prowadziła Kasia - Panie Boże dziękuję Tobie za Dawcę, dziękuję za tę szansę. Oddaję Tobie mój nowy szpik w opiekę. Jeżeli mam żyć to przetrwam wszystko, jeżeli mam umrzeć to spraw, aby ta śmierć nie trwała długo.
logo
Genetyczni Bliźniacy z os. towarzyszącymi podczas WBCD
Kasia wiedziała, że jej walka dopiero się zaczyna, że będą kryzysy, będzie bardzo ciężko i potrzebny jest czas. Obiecała sobie, że zrobi i przetrwa wszystko, aby być zdrową, aby nie zmarnować daru, jaki dostała od swojego bliźniaka. Kiedy zaczęła dochodzić do zdrowia, stale zastanawiała się, jaki jest ten jej dawca, kim jest, co robi i czy wraz z jego szpikiem mogła przyjąć jakieś jego cechy? Była ciekawa wszystkiego, jego głosu i zapachu, jakie książki lubi, jakiej muzyki słucha, czy jest uczulony na awokado, czy był kiedyś w Polsce i jakie ma marzenia? Każdego dnia zastanawiała się, kim była jego pierwsza miłość, jakie miał dzieciństwo, czy lubi kawę sypaną czy rozpuszczalną, czy jest szczęśliwy, jaki sport lubi, co lubi jeść, czy myśli o niej, jako o swojej genetycznej siostrze. Często wyobrażała go sobie i była pewna, że jest bardzo dobrym człowiekiem. Nie mogła się doczekać, kiedy go pozna, przytuli się do niego, będzie mogła pokazać mu swój świat, miejsca w które lubi chodzić na spacer nad morzem, miejsca gdzie smakuje jej kawa, gdzie jest szczęśliwa i gdzie powietrze tak ładnie pachnie...
Jednak, aby mogli się poznać, musiały upłynąć minimum dwa lata od przeszczepienia. Taki czas przewidują regulacje międzynarodowe dla ludzi, których połączyły, w dosłownym tego słowa znaczeniu, więzy krwi.
Minęły 1754 dni od dnia ZERO (tj. przeszczepienia) do dnia, w którym Kasia i Marco wreszcie mieli się spotkać. Na dzień przed obchodami World Blood Cancer Day (Światowego Dnia Raka Krwi) wyznaczonymi na 28 maja 2014 zostali zaproszeni przez DKMS do Berlina, gdzie podczas uroczystego spotkania dziewięciu innych par bliźniaków genetycznych z całego świata mogli wreszcie się zobaczyć. Było to miejsce uroczystego, pierwszego spotkania wszystkich dziesięciu par, które dzięki DKMS zostały odnalezione. Był zgiełk, zamieszanie, morze wzruszenia i ogromnych emocji. Oczy Kasi szukały Marco. Ze zdjęć przekazanych wcześniej wiedziała tylko jak wygląda jego twarz. Nagle, gdzieś z odległości około 30 metrów jej wzrok spotkał się z wpatrzonymi w nią, uśmiechniętymi oczami. Znieruchomiała. Zrozumiała, że to on, jej Dawca – Marco. Zaczęła podążać w jego kierunku, przepychając się miedzy ludźmi, którzy jak ona szukali swojego bliźniaka. Wpadli sobie w ramiona, oboje płacząc ze szczęścia. Marco, co chwila brał w swoje dłonie twarz Kasi i mówił - moja Kasia, czy jesteś zdrowa, czy Tobie pomogłem? Był bardzo ciekawy jak wyglądało leczenie Kasi, jej samopoczucie, a przede wszystkim czy już jest zdrowa. Gdy dziękowała mu za szansę na pełne zdrowie, nie krył wzruszenia i jak większość dawców upierał się, że tak na prawdę nic wielkiego nie zrobił, że przecież tylko oddał szpik…
logo
Kasia i Marco
Dla Kasi i innych pacjentów to „tylko” jest przecież „aż”. Dzięki przeszczepieniu żyją! Właśnie, dlatego tegoroczne obchody World Blood Cancer Day były niezwykłym dniem dla wszystkich, którzy w jakimś stopniu zetknęli się z nowotworem krwi. Zaproszone, z okazji inauguracji obchodów tego dnia, do Berlinie pary bliźniaków genetycznych cały czas instynktownie trzymały się blisko siebie, za rękę, pod rękę, w objęciach. Jakby chcieli być nierozerwalni.
Po powrocie do Polski Kasia napisała: Nie da się opisać słowami uczuć, które były we mnie podczas poznania osoby, która uratowała mi życie i która jest w 100% identyczna genetycznie. To jest po prostu metafizyczne. Jeszcze raz chciałabym bardzo podziękować wszystkim osobom zaangażowanym w organizację tego pięknego wydarzenia Słowo dziękuję za możliwość poznania i spotkania się z Marco to za mało.... Dziękuję za to, co dla mnie robicie, za spełniające się marzenia
Dziękuję, dziękuję, dziękuję!!!
Czy można lepiej oddać sens misji, jaką jest dla DKMS znalezienie bliźniaka genetycznego dla każdego chorego na raka krwi pacjenta?

Jeśli po przeczytaniu tej historii masz jeszcze jakieś wątpliwości czy warto zostać potencjalnym dawca komórek macierzystych, przeczytaj ją ponownie. Jeśli nie, zarejestruj się już teraz na www.dkms.pl. Pamiętaj, zrób to świadomie!