Lila Fila
Lila Fila

Choroba nowotworowa krwi, to zwykle niespodziewany gość, który pojawia się znienacka, często bez żadnej zapowiedzi, bez względu na porę roku, stopień zajętości gospodarza czy jego styl życia. To drań, który przychodzi jak złodziej okradając gospodarza z planów na jutro, pojutrze i tę dalszą przyszłość. Burzy dotychczasowe życie gospodarza ale i najbliższego otoczenia – rodziny, która w panice i lęku przed konsekwencjami wizyty porzuca swój dotychczasowy tryb życie i bezwzględnie podporządkowuje się chorobie. Diagnozę – białaczka, ktoś słyszy w Polsce średnio co godzinę. Wśród zaskoczonych najbardziej, są młodzi ludzie, którzy właśnie weszli w swoje dorosłe życie – dwudziestolatki!

REKLAMA
Każdy kiedyś był lub będzie dwudziestolatkiem, wiemy jak piękny jest to okres naszego życia i jak szybko mija w zgiełku przygód, zadań, planów i marzeń. Wiemy, że trzeba go wykorzystać jak najlepiej, bo nigdy już się nie powtórzy, ten czas beztroski, energii, optymizmu, wiary we własne siły i nieograniczone możliwości. Dwudziestolatek to człowiek który nie liczy jeszcze godzin, nie myśli o trudach przyszłości i nie przewiduje katastrof. Wierzy, że świat leży u jego stóp i wystarczy tylko schylić się do niego, by zaznać jego dobrodziejstwa.
Dwudziestolatki to bohaterowie naszego dzisiejszego opowiadania. Smutnego opowiadania, które pokaże, że tegoroczne wakacje nie dla wszystkich dwudziestolatków są szczęśliwe i beztroskie. Paula, Dagmara, Lila, Damian i Mateusz właśnie teraz, gdy większość ich rówieśników może cieszyć się latem, zmagają się z niespodziewanym gościem, który odwiedził ich organizm – białaczką. Już wiedzą, że dla nich nie będzie to lato nowych możliwości, pięknych wspomnień, wzruszeń i innych młodzieńczych emocji. To lato pełne długotrwałych, pełnych bólu i lęku godzin spędzonych w szpitalnych gabinetach, na obcych łóżkach nie przypominających ani namiotowych materacy, ani hotelowych tapczanów, ani plażowych leżaków. Tego lata zdali sobie sprawę, że największym szczęściem, jakiego człowiek zaznaje jest zdrowie i normalne życie, bez względu na to jak bardzo jest skomplikowane i jakie trudy przed nami stawia w wędrówce do dorosłości.
logo
Dagmara
Tęsknota za normalnym życiem towarzyszy każdego dnia, od października 2013, dwudziestoletniemu Mateuszowi. Mateusz choruje na ostrą białaczkę limfoblastyczną T-komórkową. Dwudziestolatka Dagmara, od kwietnia tego roku każdego dnia walczy o kolejny, powtarzając sobie, że już niedługo będzie dobrze, że ostra białaczka szpikowa odejdzie w zapomnienie. Damian, dwudziestodwuletni pasjonat entomologii z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu w czerwcu tego roku znalazł się w szpitalu z dnia na dzień. Leżąc w zamknięciu izolatki zadaje sobie pytanie: dlaczego ja? Tego roku zdał sobie sprawę bardziej niż wcześniej, że nie warto niczego planować, bo życie płata figle w najmniej oczekiwanym momencie. Kiedyś mówił sobie :"co mogę zrobić dziś, zawsze mogę zrobić i jutro". Dziś zrozumiał, że musi przestawić priorytety : "co masz zrobić jutro, zrób dziś...bo jutra może już nie być."
logo
Mateusz
Choroba uczy pokory i tego, ze nic nie jest nam gwarantowane. Jedni chcą wierzyć, że ma ona sens, bo kształtuje charakter, daje możliwość przekonania się komu naprawdę na nas zależy, inni uważają ją za życiową niesprawiedliwość i obiecują, że się tej niesprawiedliwości nie poddadzą. Każdy szuka swojego sposobu na jej przetrwanie. Paula, dwudziestopięcioletnia mama małego chłopca, próbuje znaleźć w niej dobre strony. Mówi, że szpitalne łóżko traktuje jak czas urlopu od codziennych obowiązków, macierzyństwa. Do choroby podchodzi z pełnym optymizmem. I nie zakłada, że coś mogłoby pójść nie tak. - Musi być dobrze i wierzę, że tak się stanie – powtarza sobie i bliskim każdego dnia. Choruje dopiero od wiosny, więc jeszcze nie widzi zmian swej osobowości, bo nadal jest tą samą Paulą- uśmiechniętą i zwariowaną. Dziś już wie, jak śmieszne były jej marzenia sprzed czasu choroby.
- Najważniejszym moim marzeniem jest WYZDROWIEĆ! Nie ma nic ważniejszego niż zdrowie – podkreśla pytana o marzenia.
Dwudziestodwuletnia Lila zawsze miała zdolność cieszenia się małymi rzeczami. Zachwycała się pierwszym śniegiem, powiewem wiosny, kłębiącymi się chmurami. Kochała rozśmieszać ludzi. Dziś mówi, że wygłupianie się ma we krwi i nie może zrozumieć dlaczego ludzie tak bardzo chcą być poważni. Jej nastawienie do życia nie zmieniło się nawet gdy po powrocie z Kalwarii Zebrzydowskiej, gdzie odbyła drogę krzyżową w ostatni Wielki Piątek lekarze postawili jej diagnozę – ostra białaczka mieloblastyczna. - Uważam, że w życiu trzeba być trochę niemożliwym – przekonuje rodziców, którzy drżą nad nią i jej podejściem do choroby. I choć przyznaje, że po postawionej diagnozie, życie jej stanęło do góry nogami, to miewa gorsze i lepsze dni. Dziwi się, że tylko od czasu do czasu myśli o sobie, jako o chorej. - Tylko czasami do mnie dociera, że może mnie na przykład za pół roku nie być. Wtedy wypłakuje to, co we mnie siedzi, uspokajam się, wyśmiewam moją chorobę, łysą głowę i „jadę dalej z tym koksem” – mówi pół żartem pól serio.
Lila wspomina dziś, że jeszcze z początkiem nowego 2014 roku marzyła, że już niedługo skończy studia, zakocha się, będzie biegać, tańczyć, szaleć… . I nagle przyjechał ten niespodziewany gość, gość niechciany i nieproszony – choroba. Początkowo myślała, że nie da rady, że nie przetrwa chemioterapii.
- Pierwsza chemioterapia była koszmarna. Nie wiem skąd miałam tyle siły, żeby to wszystko przetrwać – opowiada dziś Lila, która wierzy, że wkrótce znajdzie się dla niej dawca i zapobiegnie nawrotowi choroby.
Tylko Pacjent wie jakie katusze, człowiek jest w stanie wytrzymać podczas leczenia białaczki. Dwudziestolatek to dla choroby pacjent taki jak każdy, choć jako gospodarz trochę bardziej niezłomny w odmawianiu gościny. Dwudziestolatek to pacjent, który choć często odczuwa niezrozumiałą niesprawiedliwość życia, walczy dzielniej i świadomiej niż każdy inny. Walczy zacięcie, bo wierzy, że to dopiero początek prawdziwego życia. Wierzy, że nadrobi stracony czas już w kolejne wakacje.
Pomóżmy mu wytrwać w tej wierze. Rejestrujmy się, nawet w wakacje, może ktoś z nas okaże się dawcą daru życia! A pomagać naprawdę nie jest trudno. Wystarczy poczytać o dawstwie, podjąć świadomą decyzję i zgłósić się do bazy. Można to zrobic nawet przez internet, wypełniając zgłoszenie na www.dkms.pl .