
"Kamienie na szaniec" to lektura obowiązkowa, która w tym roku została zekranizowana z wielkim rozmachem. W role głównych bohaterów wcielili się aktorzy młodego pokolenia: Marcel Sabat - Zośka, Tomasz Zientek – Rudy i Kamil Szeptycki - Alek. W filmie zagrali bohaterów walczących o wolność Polski, a w tegorocznym Tour De Pologne dla Amatorów wystąpili w roli ambasadorów Fundacji DKMS Polska, próbując swych sił w symbolicznym wyścigu o życie.
REKLAMA
DKMS: Panowie, już jutro przed wami symboliczny wyścig o życie, opowiedzcie swoim fanom oraz sympatykom Fundacji DKMS jak doszło do tego, że bierzecie udział w TDP dla amatorów w roli ambasadorów Fundacji.
Tomek: Po premierze naszego filmu „Kamienie na Szaniec” dostaliśmy telefon z Fundacji DKMS z pytaniem, czy nie chcielibyśmy przyłączyć się do propagowania idei dawstwa szpiku i komórek macierzystych. Zapytałem, w jaki sposób mogę to zrobić i usłyszałem, że biorąc udział w TDP dla Amatorów, jako ambasador Fundacji DKMS Polska.
Kamil: Zainteresowała nas ta idea, ale oczywiście, aby być wiarygodnymi ambasadorami, musieliśmy dowiedzieć się jak najwięcej, by sprawdzić czy sami chcemy się zarejestrować jako dawcy szpiku i komórek macierzystych.
Marcel: Ja już wcześniej o idei słyszałem i nawet myślałem, by się zarejestrować, więc uznałem, że mogę to zrobić i jeszcze być ambasadorem Fundacji DKMS.
DKMS:A jak często jeździcie i czy w ogóle lubicie jeździć na rowerze?
Marcel: Lubię jeździć na rowerze, ale ostatnie lata miałem dłuższą przerwę, nawet nie pamiętam gdzie stoi mój rower. Ale lubię jeździć, szczególnie po mieście. Przez 7 lat trenowałem kosza i 4 lata pływanie. Największym sentymentem darzę jednak koszykówkę.
Kamil: Dla mnie rower to podstawa. W zasadzie codziennie jeżdżę na rowerze od lat. Cały rok, jak tylko pogoda na to pozwoli.
Tomek: Ja regularnie uprawiam bieganie, ale jakoś szczególnie nie fascynuję się sportem. Te ostatnie tygodnie jazdy na rowerze sprawiły mi bardzo dużą przyjemność. Mógłbym porównać ten stan skupienia, jaki odczuwałem podczas jazdy, do pewnego rodzaju zen. Nawet w biegu tego nie odczuwam. Tu na rowerze, jak złapałem swoje tempo, miałem poczucie czegoś takiego harmonijnego. Wyłączałem się z myślenia, po prostu jechałem przed siebie. Chyba trochę się uzależniłem od tej jazdy.
DKMS:Czy nie boicie się takiego wyzwania? I czego najbardziej obawiacie się w tym wyścigu?
Marcel: Bez problemów robię 30-40 km, ale nie wiem jak mój organizm zareaguje, gdy przez 15 kilometrów będę musiał pedałować pod górę, szczególnie w miejscach, gdzie kąt nachylenia jest 12-20 stopniowy.
Tomek: Boję się, że nie dam rady przejechać całej trasy. Obawiam się też deszczu, bo zjazd z górki może być bardzo niebezpieczny, gdy nawierzchnia będzie mokra. Obawiam się zjazdów, również, gdy nie będzie padało, bo podjazd zrobisz wolniej albo szybciej, a zjazd jednak trudniej kontrolować. Zakręty też nie będą łatwe..
Marcel: A ja obawiam się jakiejś kolizji z innym kolażem, bo przecież startujemy w grupie ponad 1000 zawodników. Boję się, że ktoś kogoś zahaczy, przewróci, ale przerażają mnie też ostre podjazdy.
DKMS: Jakie widzicie szanse na wygranie?
Marcel, Tomek, Kamil: Wygramy! (śmiech)
Kamil: W taki cud chyba nie wierzymy.
DKMS: Ale przejedziecie tę trasę? I czego się spodziewacie?
Tomek: Ja jedynie tego, że przejadę trasę i ukończę wyścig.
DKMS: To opowiedzcie jak przygotowaliście się do wyścigu i od jak dawna?
Tomek: Ja jeździłem nieregularnie, szczególnie na początku dałem sobie czas, by się rozjeździć. Później wyznaczyłem sobie trasę 40 kilometrów spod domu, a mieszkam koło Feminy, do Truskawia. Co prawda trasa jest płaska, ale starałem się robić ją co kilka dni i zajmowało mi to 40 minut w jedną stronę. Nie można jednak przeciążać organizmu na długich trasach, dlatego robiłem sobie przerwy.
Marcel: Ja jeździłem regularnie od początku wakacji, może nie zawsze robiłem duże trasy, ale starałem się wszystkie sprawy na mieście załatwiać rowerem. Niestety jeździłem też raczej po płaskich trasach, ale przejechałem cały Hel w obie strony, co dało około 70-80 km.
Kamil: Postanowiłem potrenować w warunkach podobnych do tych, które spotkam na trasie. W pobliżu Wrocławia mamy tylko jedną górę – Ślężę, dlatego wybór był oczywisty. Po hektolitrach wylanego potu na podjazdach, byłem skłonny przypuszczać, że jestem w miarę przygotowany do wyścigu, ale znajomy, który zna dobrze trasy TDP dla amatorów szybko wyprowadził mnie z błędu twierdząc, że te nachylenia mają się nijak do nachyleń na trasie TDP. Bardzo lubię jeździć na rowerze, jednak jazda na szosówce jest zupełnie inna, niż na moim beach cruiserze. Najbardziej doskwierało mi siodełko (śmiech). Strasznie niewygodne maleństwo. Ale ogólnie dobrze się czuję, bo zanim wsiadłem na szosówkę i wyznaczyłem sobie trening, poćwiczyłem inne partie mięśni, pracowałem też nad wytrzymałością dużo biegając.
DKMS: Czyli zobowiązanie do udziału w TDP pozytywnie wpłynęło na wasze zdrowie?
Kamil: Oczywiście, że tak. Ja się o wiele lepiej dziś czuję po tych 3 tygodniach treningu. Narzuciłem sobie dyscyplinę, by jeździć bardzo wcześnie rano, nawet około 4.30. Wtedy ulice są puste i jest bezpiecznie, albo późnym wieczorem. Przemyślałem też swoją dietę. Co prawda, są pewne sprawy, na które nawet dieta nie ma wpływu, ale robię, co mogę.
Tomek: Na pewno dodatkowo skłoniło mnie to do refleksji, jakim jestem szczęściarzem, że jestem zdrowy i mogę cieszyć się takimi treningami.
Kamil: Ja od lat jestem bardzo świadomy tego, że o zdrowie muszę dbać. Staram się o tym pamiętać wybierając to, co jem i mobilizując się do jakiegoś sportu, do jakiegoś wysiłku fizycznego, który oczyści mój organizm z toksyn.
DKMS: Jak zareagowali na wiadomość o tym, że będziecie brali udział w TDP, wasi rodzice, przyjaciele i znajomi?
Tomek: Mama była zachwycona, przyjaciele powiedzieli – szacunek, a znajomi byli zdziwieni. Ale mój tata bardzo się tym zainteresował, zagłębił w kolarstwo i w TDP dla amatorów, a jak mi to wszystko streścił, to prawie zrezygnowałem.
Kamil: Mój tata też bardzo się zaangażował i nawet woził mnie na różne trasy, które najpierw zbadał pod każdym kątem. Znajomi poparli i dopingowali mnie.
Marcel: A moja mama, ciągle przypominała mi – załóż kask koniecznie! (śmiech)
DKMS: Dopytywali, co ma znaczyć kampania billboardowa i dlaczego występujecie w strojach DKMS?
Kamil: Tak, niektórzy pytali, co mam wspólnego z DKMS, a inni – bardziej rozeznani w temacie pytali, jak ja chcę wpłynąć na sytuację dawstwa szpiku w Polsce. Wtedy tłumaczyłem im, że moim zadaniem jest dać świadectwo poparcia tej idei, a być może nawet dostanę szansę uratować komuś życie, bo przecież sam jestem już zarejestrowany w bazie Fundacji DKMS Polska. Tłumaczyłem, że promując ideę dawstwa, chcę również pomóc obalić mity, jakie krążą wokół dawstwa szpiku.
Tomek: Moi również, wtedy opowiadałem im, że jakiś czas temu zarejestrowałem się do bazy DKMS i aby nie czekać biernie na to, aż okażę się czyimś bliźniakiem genetycznym, chcę zrobić coś więcej dla walki z rakiem krwi, choćby miało to być tylko symboliczne.
DKMS: A na ulicach budziliście zainteresowanie jeżdżąc w tych DKMS’owych strojach?
Tomek: Zauważyłem, że ludzie oglądali się za mną.
Kamil: Ja nawet raz usłyszałem – dobra robota stary, z żoną kibicujemy DKMS-owi.
DKMS: Dziś zrobiliście próbny przejazd trasą, jakie wrażenia?
Tomek: Było super, ale chyba jednak przeszło to nasze oczekiwania.
Kamil: Będzie bardzo trudno zrobić tę trasę, ale będzie też ogromna satysfakcja, jeśli się uda.
Marcel: To będzie niemałe wyzwanie. Są tam takie podjazdy, że trudno sobie wyobrazić jak będzie można wszystkie zrobić na raz. Ale podobno nie jest wstydem prowadzić rower pod górę w najcięższych punktach.
DKMS: Czego najbardziej się boicie na tej tej trasie?
Kamil: Boję się, że tak jak dziś pójdzie mi guma. To jednak wyprowadza z rytmu. Najbardziej boję się też tego tłumu, ale nawet nie od strony kolizyjności, a bardziej psychiki. Nie lubię towarzystwa na drodze. Lubię móc cieszyć się samotnoscią i cieszyć oko trasą. Dlatego boję się, że w tłumie psychika mi może jednak siąść.
Tomek: A ja dziś myślę, że ten tłum może mieć swoje zalety. Złapiesz się kogoś szybkiego i siądziesz mu na ogonie, wtedy on trochę cię swoim pędem podciągnie (śmiech). Będę musiał pedałować, pedałować i nie myśleć o tym. Patrząc jednak na tę trasę planuję zachować więcej siły na drugi podjazd. Wiem po sobie, że muszę na początku się oszczędzać, by później mieć siłę.
DKMS: Jesteśmy właśnie po wyścigu. Dokończyliście trasę. Da się przejechać? Jak było, podzielcie się wrażeniami?
Kamil: Było super! Udało mi się być pierwszym z trzyosobowej załogi naszego teamu. Szkoda, że wczoraj złapałem gumę, bo nie zrobiłem do końca trasy i nie poznałem ostatniego odcinka. Mam jeszcze wystarczająco siły na kolejne kilkadziesiąt kilometrów, a mogłem ją wykorzystać na finiszu. W przyszłym roku będę dużo lepszy. Kawałek odcinka z dwudziestostopniowym nachyleniem musiałem podbiec z rowerem, ale w przyszłym roku chciałbym móc pochwalić się tym, że ani razu nie musiałem zsiąść z roweru.
Marcel: To była wspaniała sportowa rywalizacja, wykańczająca, ale wspaniała. Jestem zafascynowany tym tourem.
Tomek: Oj było masakrycznie. Ten ostatni podjazd był okropny. Myślałem, że się wykończę, ale w przyszłym roku też startuję. Jednak trasa była bardzo trudna i było kilka wypadków, karetki jeździły ze 3 razy.
DKMS: To znaczy, że złapaliście bakcyla i kolarstwo stanie się waszym hobby?
Kamil: Na pewno!
Marcel: Absolutnie. Wcale mnie nie dziwią teraz te tłumy zainteresowanych udzialem.
DKMS: Wynieśliście jakąś lekcję z tego wyścigu?
Tomek: To była dla mnie bardzo pouczająca lekcja zmagania się z własnymi słabościami. Brakowało mi sił w nogach, ale i z oddechem miałem problemy, dlatego stosowałem technikę BEL CANTO, której nauczyłem się w studium muzyczno-aktorskim. Oddychałem tak, by zwiększać przestrzenie międzyżebrowe. Nauczyłem się, by nie oceniać po pozorach wieku. Starsi panowie wyprzedzali mnie na trasie, albo jechali, gdy ja prowadziłem rower pod górę (śmiech).
Kamil: Mnie zaskoczyły kobiety. Szacun dla nich, bo podjeżdżały pod Gliczarów, gdy ja schodziłem z roweru.
Marcel: Ja wyniosłem taką lekcję, że jednak nie znam własnych możliwości. Zatrzymywałem się wiele razy i opadałem z sił. Co chwilę miałem chęć zrezygnować, ale kibice dodawali mi takiej motywacji, że znajdowałem siłę i jechałem dalej. To było niesamowite. Te okrzyki – dasz radę, dalej! To było wspaniałe. Generalnie przypomniałem sobie znowu, jak to jest brać udział w rywalizacji sportowej.
Tomek: To bardzo wciągająca adrenalina. Na pewno ponowię start w przyszłym roku, tylko lepiej się do niego przygotuję.
Marcel: Taka zdrowa rywalizacja sportowa, w imię symbolicznej walki z chorobą, to niesamowite doświadczenie. Myślałem sobie w trakcie jazdy, że to, co przeżywamy tu na trasie, te męki walki z własnym ciałem, to nic w porównaniu z tym, co przechodzą ludzie chorzy na białaczkę. Przekonałem się też, że warto walczyć z własnym ciałem, warto przełamywać swoje słabości. Traktuję ten tour, jako moje bardzo ważne doświadczenie życiowe.
DKMS: Panowie, dziękuję za godne reprezentowanie Fundacji DKMS Polska, dziękuję za ciekawe wrażenia i życzę Wam, abyście w 72 Tour De Pologne stanęli na podium.
Jeśli i Ty chcesz pomagać innym, zarejestruj się jako potnecjalny Dawca szpiku i komórek macierzystych: www.dkms.pl/pl/zostan-dawca
Pomóż chorym na nowotwory krwi dostać drugą szansęna życie.
