Calineczka – tak o 1,5-rocznej Jagódce mówią jej rodzina oraz wszyscy, którzy ją poznali. Niestety w tej historii bajkowe jest tylko przezwisko. Życie Calineczki wisi na włosku...
REKLAMA
Kiedy Jagódka przyszła na świat, nic nie wskazywało na to, że niebawem będzie musiała walczyć o życie. Kiedy dziewczynka miała 5,5 miesiąca przestała przybierać na wadze. Zatroskani rodzice od razu udali się do lekarza. Ale nie od razu udało się postawić diagnozę. Możliwe to było dopiero w siódmym miesiącu życia Jagódki. To właśnie wtedy na jej główce wyskoczyły niegroźnie wyglądające guzki, podobne do tych, które pojawiają się po ukąszeniu przez komara. Lekarz zajmujący się dziewczynką od razu skierował Jagódkę na szczegółowe badania do Akademii Medycznej w Gdańsku. Niestety, wyniki każdego kolejnego badania nie nastrajały pozytywnie, a z czasem lekarze ostatecznie postawili diagnozę. Dla najbliższych Calineczki, zabrzmiała ona jak wyrok: ostra białaczka szpikowa.
Sześć kolejnych miesięcy swojego życia Jagódka spędziła w szpitalu, gdzie została poddana sześciu chemioterapiom. Mimo ciężkich infekcji dziewczynka dobrze reagowała na leczenie i ostatecznie – bez koniecznści robienia przeszczepu - organizm Calineczki wygrał walkę z białaczką. Jagódka w końcu mogła wrócić do domu. Życie całej rodziny powoli wracało do normalności. Mimo że 1,5-roczna istotka musiała kontynuować leczenie tzw. chemią podtrzymującą i być pod ciągłą kontrolą lekarzy, była u siebie, wśród ludzi, którzy ją kochali i walczyli o jej życie z całych sił. Powrót Calinczeki do domu był także wielkim i bardzo ważnym wydarzeniem w życiu jej starszego brata – niespełna 7-letniego Filipa. Kiedy Jagódka przebywała w szpitalu, chłopiec musiał pogodzić się nie tylko z nieobecnością siostry, ale również mamy, która przez pół roku mieszkała z córką w szpitalu.
I żyli długo i szczęśliwie... - tak kończy się większość bajek. Jednak w tej historii na te słowa jest, niestety, jeszcze za wcześnie.
Kilka miesięcy po powrocie do domu Jagódka znów przestała przybierać na wadze. Mama dziewczynki zaczęła przeczuwać najgorsze. Pod koniec stycznia tego roku lekarze potwierdzili największe obawy całej rodziny – choroba znów zaatakowała organizm Calineczki. Dziś już wiadomo, że jedyne co może uratować dziewczynkę to przeszczep. Niestety, ani brat, ani rodzina nie mogą oddać szpiku Jagódce, dlatego rozpoczęły się poszukiwania bliźniaka genetycznego wśród obcych ludzi. Na domiar złego kilka dni temu okazało się, że Jagusia ma niedowład nóżek. Na razie lekarze nie są w stanie powiedzieć kiedy i czy w ogóle paraliż ustąpi. Wiadomo natomiast, że bez zgodnego genetycznie dawcy Calineczka może umrzeć. Rodzina dziewczynki nie poddaje się w walce i apeluje:
Bardzo prosimy wszystkich ludzi dobrej woli o to, aby rejestrowali się jako potencjalni dawcy szpiku. Być może to właśnie ktoś z Państwa pomoże nam uratować życie naszej córeczki. Wierzymy, że dawca się znajdzie, że ludzie nie są obojętni wobec takiego cierpienia, tym bardziej jeśli mogą je zakończyć. Wystarczy, że poświęcą trochę swojego czasu. Wierzymy, że nawet jeśli boją się pobrania komórek macierzystych czy szpiku, to idea w imię której to robią, wynagrodzi wszystko! My również rok temu myśleliśmy, że ten temat nas nie dotyczy… Ale to nie tak. Z dnia na dzień zmieniło się całkowicie nasze życie. Potrzebujących jest tak wielu, że każda zarejestrowana w bazie dawców osoba jest ważna. Codziennie w Polsce 24 osoby dowiadują się, że są chore na białaczkę, są rodzicami, dziećmi, wnukami…
Być może to właśnie dzięki Tobie Czytelniku ta historia zakończy się tak, jak większość bajek – happy endem. Wejdź na stronę Tekst linka i zarejestruj się jako potencjalny dawca szpiku. Być może to właśnie Ty okażesz się lekiem dla Calineczki.
Tomek Kamil Lipiński / DKMS
