Na co dzień szyby chronią nas przed zimnem, deszczem, wiatrem... Jednak dla wielu chorych na białaczkę oraz ich bliskich tafla szkła przestaje być ochroną. Staje się przekleństwem, które odbiera szansę na bliskość.

REKLAMA
logo
Cienka tafla szkła może czasem odebrać szansę na bliskość. www.loveit.pl
Kiedy dowiedziałem się, że moja serdeczna koleżanka Natasza ma białaczkę, jak najszybciej chciałem odwiedzić ją w szpitalu. Najszybciej przypadało jednak dopiero na drugi dzień. Natasza miała serię badań, a ja, niestety, byłem uziemiony w pracy.
Gdybym wówczas wiedział cokolwiek o chorobie i warunkach w jakich odbywa się leczenie osób z białaczką, nie zwlekałbym nawet minuty. Nie zważając na nic, od razu pobiegłbym do szpitala.
Po zaledwie kilku godzinach od postawienia diagnozy, Nataszę przeniesiono bowiem na oddział hematologii. Sterylne sale odizolowane są od „świata zdrowych” cieniutką taflą szkła, a napis na drzwiach wejściowych informuje „Wstęp tylko dla personelu medycznego”. Ni mniej, ni więcej oznaczało to, że Natasza trafiła na oddział, na który nie miałem wstępu i nasz kontakt – w tak trudnej chwili – został brutalnie, ale dla dobra i życia Nataszy, mocno ograniczony. Jedyne co pozostało mi oraz bliskim Nataszy to rozmowy prowadzone po dwóch stronach przeklętej szyby za pomocą specjalnego telefonu (coś na wzór popularnych domofonów).
Choć wydaje się, że to nic strasznego, osoby, które miały okazję odwiedzać swoich bliskich na tego typu oddziale, doskonale wiedzą, że to istne piekło.
Bo jak inaczej można nazwać sytuację, w której masz ochotę (ale nie masz możliwości) jak najmocniej przytulić bliską osobę i powiedzieć chociażby: Nie martw się. Wszystko będzie dobrze. Jedyne co wówczas pozostaje to słowa. Ale czasem słowa nie mają takiej mocy i siły, jak bliskość drugiego człowieka. Zwykły uścisk dłoni, podanie kubka z herbatą, otarcie łez czy poprawienie poduszki – wszystko to, co każdy by zrobił opiekując się chorym, staje się niemożliwe. Wszystko to, co dla osób „uwięzionych” za szybą jest w takiej chwili najważniejsze pod Słońcem, zostaje mu odebrane. Czułość, obecność obok bliskiej osoby, wspólne milczenie...
W przypadku Nataszy szyba odizolowała ją od nas i nas od niej na dziewięć miesięcy. Dziewięć cholernie długich, bardzo trudnych miesięcy. Był to okres, w którym Natasza została poddana chemioterapii i nikt z nas nie mógł przy niej być, kiedy pojawiły się skutki uboczne leczenia. Nikt z nas nie mógł wyściskać Nataszy w dniu jej urodzin. Nie mieliśmy możliwości ucałować jej z okazji Nowego Roku czy przytulić kiedy miała gorszy dzień. To był koszmar, który z miesiąca na miesiąc dobijał nas coraz bardziej.
Kiedy dziś myślę, o tym, jak wiele uniemożliwiła nam szyba, trudno mi sobie wyobrazić co czuły matki, dzieci, małżonkowie, którzy o chorobie swoich bliskich dowiadywali się będąc na urlopie, w delegacji służbowej lub mieszkający na stałe w innym mieście. Kiedy w końcu docierali do szpitala, nie mieli możliwości na bliskość. Pozostawały im jedynie słowa i przykładanie dłoni do szyby. Zimnej szyby...
Tomek Kamil Lipiński/DKMS