Wiele pisaliśmy już o przeszczepie szpiku, sposobach jego pobrania i osobach, które go potrzebują. Niewiele natomiast o następstwach jego oddania. I nie chodzi tu bynajmniej o skutki zdrowotne, a o więź jaką rodzi pomiędzy dawcą a biorcą ten zabieg. Poznajcie Łukasza i Sylwestra – dwóch facetów, których połączył szpik. Obaj twierdzą zgodnie, że są dla siebie jak bracia i czują jakby znali się od lat.

REKLAMA
Ponad 600 kilometrów – taka odległość dzieli Łukasza Soję z Koszalina od Sylwestra Wronowskiego mieszkającego w Lublinie. Oprócz kilometrów dzieli ich także wiek. Łukasz jest 12 lat starszy od Sylwka. To jednak braciom wcale nie przeszkadza. Regularnie kontaktują się mailowo, przez skype'a czy telefonicznie, aby dowiedzieć się co słychać lub po prostu pogadać. I „bracia” nie jest tu tylko grzecznościowym i utartym zwrotem po przeszczepieniu szpiku. Obaj po prostu czują, że są dla siebie jak rodzina.
- Łukasz dał mi nowe życie, najcenniejszy prezent jaki mogłem otrzymać. To naturalnie spowodowało, że traktuję go, jakbym go znał od lat. Nie mam przed nim barier. Na taki rodzaj braterstwa chyba nie ma przymiotników – mówi Sylwek, któremu Łukasz oddał szpik w 2010 roku.
Starszy z genetycznych braci bliźniaków poprawia mnie gdy pytam o nowego brata. - Ja traktuje Sylwestra nie tylko jako nowego, ale jedynego brata, z którym mentalnie jesteśmy bardzo podobni – mówi Łukasz.
logo
Po pierwszym spotkaniu, które odbyło się na gali DKMS w Warszawie pod koniec października 2012 roku, obaj wiedzieli, że nie skończy się jedynie na kilku wspólnych zdjęciach. Wystarczyło parę zdań i już czuli, że nadają na tych samych falach. - Łukasz jest wspaniałym człowiekiem. Przy naszym pierwszym spotkaniu, na gali Fundacji DKMS, nie potrzebowaliśmy wiele czasu, by rozmawiać całkiem swobodnie. Owszem, musieliśmy się otrząsnąć z emocji, ale chwilę później rozmawialiśmy we czwórkę z jego żoną i moją dziewczyną, jak starzy znajomi – mówi z uśmiechem Sylwek. A emocje były ogromne. Kiedy pojawili się na scenie, niewiele myśląc wpadli sobie w ramiona, jak dobrzy przyjaciele, którzy nie widzieli się od dłuższego czasu. - Jeśli mnie pamięć nie myli to pierwsze moje słowa powiedziane do Sylwestra brzmiały: "Fajnie, że jesteś!" - wspomina Łukasz.
logo

Następnego dnia chłopaki wraz ze swymi partnerkami mieli trochę czasu dla siebie. Po udzieleniu kilku wywiadów, wybrali się do kręgielni, aby porozmawiać już na spokojnie, poznać się lepiej, no i zmierzyć - para na parę - w rozbijaniu kręgli. Choć od tego dnia minęło dopiero kilka miesięcy, kontakt się nie urywa i bracia genetyczni myślą już o kolejnym spotkaniu. - Nie mamy jeszcze konkretnych planów, ale nie ma możliwości, żebyśmy mieli się nie spotkać w te albo kolejne wakacje- zapewnia Łukasz. Obaj podkreślają, że na te plany mają jeszcze mnóstwo czasu, bo Sylwek doszedł już do siebie i znów zaczyna żyć pełną piersią. - Na dzień dzisiejszy jest ze mną dobrze i wygląda na to, że tak już zostanie. Owszem, muszę na siebie uważać i się oszczędzać, ale najważniejsze, że funkcjonuję jak normalny człowiek – cieszy się młodszy z braci. Dodaje jednak natychmiast, że czas jest wartością, którą przez chorobę docenił najbardziej. - Jedno co na pewno się zmieniło to rola, jaką gra dla mnie w życiu czas. Teraz wiem, że ten czas może się w każdej chwili skończyć każdemu z nas i nikt z nas nie wie kiedy. Trzeba zatem doceniać każdą chwilę!
Każdy z nas może podarować chorej osobie ten bezcenny czas. Wystarczy zarejestrować się w bazie potencjalnych dawców szpiku. Być może ktoś czeka na cząstkę Was. Możecie to zrobić choćby przez internet – wystarczy wejść na stronę www.dkms.pl i zamówić pakiet rejestracyjny.
Artur Kowalczyk / DKMS
logo