
Zaledwie tydzień temu pisaliśmy o Ewelinie, która zmaga się z ostrą białaczką szpikową. Ewelina wciąż szuka dawcy. Podobnie jest z Beatą, sąsiadką Eweliny. Mieszkają zaledwie kilka domów od siebie w pięknej mazurskiej miejscowości Pisz. Poznały się jednak dopiero niedawno. Wszystko za sprawą białaczki.
REKLAMA
Kilka dni temu odwiedziłem moją rodzinę, z którą nie widziałem się od wielu lat. Podczas wieczornej pogawędki, dowiedziałem się, że siostra mojego wujka ma ostrą białaczkę szpikową. Nie widziałem innej możliwości, jak tylko ją odwiedzić.
Z Beatą spotkałem się w piątek - dwa dni przed Dniem Matki. Kiedy pojawiłem się w jej domu, dowiedziałem się od jej mamy, że zaledwie kilka minut wcześniej kurier dostarczył Beacie kwiaty. Przysłała je córka Beaty, która na stałe mieszka w Trójmieście. Ten zwykły i naturalny gest doprowadził do łez nie tylko Beatę, ale także jej mamę. Ale czy jest się czemu dziwić? Mam wrażenie, że te kwiaty miały o wiele większą wartość niż inne, które dostaje się przy podobnej okazji.
Beata - pamiętałem ją, jak przez mgłę. Widziałem ją po raz ostatni prawie 15 lat temu, kiedy byłem jeszcze dzieckiem. Owszem, z powodu choroby trochę się zmieniła, ale wciąż dało się zauważyć iskrę w oku. Już po pierwszym zdaniu wiedziałem, że rozmawiam z osobą, która twardo stąpa po ziemi i nie podda się bez walki. Szybko przekonałem się, że się nie myliłem. Już na samym początku leczenia Beata miała kilka bardzo poważnych komplikacji. Na szczęście chęć przetrwania była o wiele silniejsza i Beata wygrała z nimi, ale najważniejsza walka wciąż przed nią.
O chorobie Beata dowiedziała się na początku lutego tego roku. Okazało się jednak, że ostra białaczka szpikowa zaczęła siać spustoszenie w jej ciele kilka miesięcy wcześniej. W grudniu Beata była bardzo osłabiona. Zdarzało się, że miała problemy z wstaniem z łóżka o własnych siłach. Wydawało się, że to silne przeziębienie i osłabienie organizmu. Niestety z czasem objawy zaczęły się nasilać. Po wstępnych badaniach w miejskim szpitalu przewieziono ją do szpitala w Olsztynie. To właśnie tam usłyszała diagnozę...
Kiedy spotkałem się z Beatą była kilkanaście dni po drugiej chemii. Czuła się bardzo dobrze. Włosy, które utraciła wskutek leczenia, zaczęły powoli odrastać (mimo to Beata chowa je pod chustką). Jak się dowiedziałem leczenie przebiega pomyślnie, a organizm Beaty odpowiednio reaguje na leki. Takie informacje uskrzydlają. Nawet jeśli ma się świadomość, że niebawem znowu będzie trzeba poddać się chemioterapii. Beata znosiła je dobrze, choć nie ukrywa też, że najgorsze są tzw. zejścia po chemii. Mimo wszystko była walecznie nastawiona do trzeciej tury, którą zaczyna właśnie dziś.
Strach, śmierć, siła walki, pozytywne nastawienie, obawy - podczas naszej rozmowy poruszyliśmy chyba wszystkie kwestie, o których myślą osoby walczące z tym czy innym nowotworem. Bo nie ma się co oszukiwać, mimo pozytywnego myślenia i bojowego nastawienia każdy chory miewa gorsze dni, miewa chwile zwątpienia. Beata nie jest wyjątkiem. Jednak to, co daje jej siłę i pomaga toczyć codzienną walkę to nadzieja w drugiego człowieka. Tylko wielokrotnie przywłoywany we wpisach na blogu "bezimienny" jest w stanie uratować Beatę. Niestety, nikt z jej rodziny nie może zostać dawcą. Jedyna nadzieja w tych wszystkich, którzy zechcą zostać potencjalnymi dawcami szpiku.
W podobnej sytuacji jest również Ewelina, o której wspomniałem na początku. Świat okazał się na tyle mały, że osoba, o której pisaliśmy w ubiegłym tygodniu pochodzi z tej samej miejscowości co Beata. Mieszkają od siebie zaledwie kilkaset metrów. Odkąd się poznały, Beata i Ewelina mają ze sobą stały kontakt. Wspierają się ze wszystkich sił. I mam wrażenie, że nikt ich nie rozumie tak, jak one siebie nawzajem. Obie walczą o życie, obie żyją nadzieją, że w końcu znajdzie się dawca i wygrają z chorobą.
Ty też możesz pomóc! Wystarczy, że zarejestrujesz się w naszej bazie. Jak to zrobić? Kliknij na poniższą grafikę i dowiedz się wszystkiego. Zajmie to tylko chwilę, a być może pomoże uratować życie Beaty, Eweliny lub innego chorego walczącego z białaczką.
Tomek Kamil Lipiński/DKMS
