
Mały, uśmiechnięty od ucha do ucha brzdąc. Oto Bartuś - szczęście swoich rodziców. Nie chce się wierzyć, że los postawił ich przed straszną próbą, jaką jest białaczka limfoblastyczna zdiagnozowana u malucha. Choć szkrab trzyma się dzielnie i znosi leczenie jak przystało na twardego faceta, to potrzebuje Waszej pomocy. Pomóżcie znaleźć bliźniaka genetycznego Bartusia. Możliwe, że jest wśród Was drodzy Czytelnicy
REKLAMA
Dzwoniąc do Pani Marzeny Piotrowskiej, mamy dwuletniego Bartka, nie spodziewałem się tego co usłyszę w słuchawce. Kiedy odebrała telefon, w tle słychać było na przemian: śmiech, krzyki i głośne "mama!". To nasz młody, dzielny Bartuś, którego odwiedził w szpitalu starszy brat. Chłopcy stęsknili się za sobą. Bartek przebywa w klinice od lutego. Właśnie wtedy rodzice dowiedzieli się, że ich młodszy synek rozpoczyna walkę z bardzo groźną chorobą - białaczką limfoblastyczną.
Zaczęło się niepozornie. Rodzina Piotrowskich przebywała na krótkim urlopie w Zakopanem. Na skórze Bartusia pojawiły się czerwone plamki. Pani Pani Marzena początkowo nie brała ich za coś poważnego, bo malec miał atopowe zapalenie skóry. Kiedy wrócili do domu mama postanowiła jednak przebadać szkraba. - Gdy lekarz zobaczył ślady na ciele skierował nas na badania. Przeżyliśmy potworny szok, kiedy powiedziano nam, że Bartuś jest bardzo chory. Natychmiast zabrano nas do kliniki w Zabrzu, gdzie tak naprawdę przebywamy do dzisiaj - mówi Pani Marzena.
Mama malucha jest z nim niemal bez przerwy. Aby czuwać przy synku, poszła na zwolnienie. - Mąż przejął wszystkie obowiązki. Sprząta, pierze, gotuje dla starszego syna i przyjeżdża do nas po pracy. Kiedy opadam już z sił, zamienia mnie na dzień, lub noc - mówi Pani Marzena. Choć przebywanie w szpitalu i zmienne stany zdrowia syna, wycieńcza ją psychicznie, to w głosie słychać siłę i wiarę. - Były chwile bardzo ciężkie. Z Bartusiem było tak źle, że trafił do izolatki. Teraz na szczęście jest lepiej i wierzę, że tak już będzie. Musi tak być - mówi.
Na szczęście Piotrowscy nie są sami w tych ciężkich chwilach. Ludzie zaproponowali pomoc i robią wszystko, aby znaleźć bliźniaka genetycznego chłopczyka. Sprawę nagłośniła sama prezydent Rudy Śląskiej, a w organizację dnia dawcy połączonego z piknikiem zaangażowały się trzy dzielne mamy kolegów szkolnych starszego syna. - To są aniołki w ludzkiej skórze. Znałyśmy się tak naprawdę z zebrań szkolnych, a one spontanicznie, bez słowa, wzięły wszystko w swoje ręce. Przygotowują piknik 8 czerwca, podczas którego we współpracy z DKMS Polska odbędzie się dzień dawcy dla Bartusia i innych chorych. Są tak wspaniałe, że muszę je wymienić z nazwiska, to: Katarzyna Wróbel, Krystyna Pleban i Beata Głowacz. Nie potrafię wyrazić jak bardzo jestem im wdzięczna - mówi Pani Marzena.
Mama Bartusia dodaje na koniec rozmowy, że jest świadoma, że jeśli dawca dla jej synka się nie znajdzie, będzie to oznaczało wzmożony nawrót choroby, jednak natychmiast odgania złe myśli. - Cieszę się z każdego dnia spędzonego z synkiem. I nie zamierzam przestać, bo wiem, że dawca się znajdzie. Na pewno! - kończy.
Jak możesz pomóc Bartusiowi i innym chorym na białaczkę? Wystarczy, że zarejestrujesz się jako potencjalny dawca szpiku. Możesz to zrobić podczas Dni Dawcy organizowanych na terenie całego kraju (sprawdź lokalizacje Dni Dawcy). Potencjalnym dawcą możesz także zostać nie wychodząc z domu. Wystarczy kliknąć w obrazek na dole i zamówić specjalny pakiet rejestracyjny, który przyjdzie na wskazany przez Ciebie adres.
Artur Kowalczyk/DKMS
