
Takich historii jak ta, którą dziś poznacie, nie byłby w stanie wymyślić chyba żaden scenarzysta. Poznajcie Paulinę, która chcąc ratować pacjenta chorego na białaczkę, poznała miłość życia...
REKLAMA
– Potencjalnym dawcą szpiku zostałam pod koniec 2010 roku podczas Dnia Dawcy w Gorzowie. Minęło zaledwie pół roku i zadzwonił do mnie pracownik z Fundacji DKMS Polska, który powiedział, że mogę uratować życie choremu na białaczkę. Od razu się zgodziłam, a po chwili się rozpłakałam ze szczęścia – wspomina Paulina.
Badania weryfikujące jej zdolność do oddania komórek macierzystych zaplanowano na maj. Miejscem badań było Drezno. W podróży Paulinie towarzyszył Maciek, tłumacz z Wrocławia, który miał ułatwić Paulinie kontakty z lekarzami.
Zaraz po zakończeniu wywiadu medycznego i zrobieniu wszelkich badań Paulina z Maćkiem wrócili do Polski. Korzystając z wziętego urlopu przyszła dawczyni postanowiła spędzić kilka dni we Wrocławiu. Chciała spotkać się z bliskim kolegą, z którym widuje się bardzo rzadko i pojechać w góry, które bardzo kocha. Podczas górskich podróży czas umilał Paulinie Maciek, który przy okazji załatwił im nocleg u swojego kolegi w Jeleniej Górze. Wolne dni minęły jednak jak szalone i wszyscy musieli wrócić do codzienności.
Po kilku tygodniach telefon znów zadzwonił. - Pani Paulino, czy wciąż podtrzymuje Pani chęć oddania komórek macierzystych osobie, która walczy z białaczką? - usłyszała w słuchawce Paulina. Jak się już powiedziało "a" to trzeba powiedzieć "b". Paulina bez wahania podtrzymała swoją decyzję. Termin pobrnia komórek macierzystych z krwi obwodowej ustalono na 29 sierpnia 2011 roku.
Niestety, w kolejnej podróży do kliniki Paulinie nie mógł towarzyszyć nikt z rodziny. Aby jednak nie jechać samej, Paulina zadzwoniła do kilkorga znajomych. Pomocną dłoń wyciągnął Kamil z Jeleniej Góry. To właśnie u niego kilka miesięcy wcześniej zatrzymała się Paulina z Maćkiem. Pobranie komórek macierzystych nie trwało długo i było bezbolesne. Przejęty Kamil dokładał wszelkich starań, aby zapewnić Paulinie wszystko, czego potrzebowała. Po trzydniowej wizycie w klinice Paulina i Kamil postanowili pojechać nad polskie morze.
– Można powiedzieć, że zaczęliśmy być razem właśnie 29 sierpnia, w dniu, w którym oddałam komórki macierzyste – zdradza Paulina. – Kamil bardzo przejął się swoją rolą. Nie mogłam wymarzyć sobie lepszego opiekuna – dodaje z uśmiechem.
W kwietniu 2012 roku Paulina wyprowadziła się z Gorzowa i przeprowadziła do Kamila. 29 września, czyli równo rok i miesiąc po oddaniu komórek, Paulina i Kamil powiedzieli sakramentalne "tak". Jedyne o czym marzyła nasza bohaterka było spotkanie z pacjentem, któremu pomogła. Liczyła na to, że odbędzie się ono już za kilka dni, dokładnie po dwóch latach od ofiarowania cząstki siebie.
– Jakiś czas temu się dowiedziałam, że półtora roku po przeszczepieniu 55-letni mężyczna, któremu oddałam szpik, zmarł – mówi Paulina.
Mimo to, Paulina wie, że zrobiła wszystko co w jej mocy, aby go uratować. Dziś wspominając wszystko to, co wydarzyło się przez ostatnie dwa lata mówi jedynie: - Może niedosłowanie, ale dzięki temu, że zdecydowałam się zostać potencjalnym dawcą szpiku, wygrałam drugie życie. Poznałam miłość mojego życia.
Tomek Kamil Lipiński/DKMS
