
Cześć. Mam na imię Tadek i mam 14 lat. Interesuję się łucznictwem tradycyjnym. Trenowałem kajakarstwo, a obecnie jestem piłkarzem ręcznym w drużynie MKS Truso Elbląg. Lubię fotografować przyrodę, myślę o skończeniu studiów medycznych. Niestety, 14 sierpnia 2013 zdiagnozowano u mnie ostrą białaczkę limfoblastyczną.
REKLAMA
Tadek dowiedział się o chorobie zaledwie dwa dni przed wyjazdem na obóz sportowy w góry. Chłopca zaczął bardzo boleć brzuch, czuł się osłabiony. Po badaniach nastolatek od razu trafił na oddział szpitalny. 14 sierpnia - w dniu, w którym miał jechać na obóz - rozpoczęto leczenie onkologiczne. Na początku września przebadano dwóch młodszych braci Tadka: 11-letniego Mateusza i 8-letniego Tymoteusza licząc, że któryś z nich będzie mógł oddać szpik bratu. Niestety, okazało się, że żaden z nich nie może być dawcą. Tadka uratować może tylko dawca niespokrewniony.
Niestety, ostatnio stan chłopca się pogorszył. - Dopadło go obustronne, bardzo ciężkie zapalenie płuc. Było prawie pewne, że będzie go trzeba podłączać pod respirator. Tak się szczęśliwie udało, że na razie tego uniknęliśmy i Tadek oddycha przez maseczkę tlenową - mówi pani Małgorzata, mama Tadka.
Kiedy do niej zadzwoniłem, żeby porozmawiać o synu, pani Małgorzata jechała właśnie do szpitala oddalonego od rodzinnego domu o około 100 kilometrów. Każdego dnia pani Małgorzata, na zmianę z mężem, pokonuje tą trasę, aby być blisko syna. - Do momentu kiedy Tadek trafił na OIOM, byliśmy z nim dzień i noc. Jedliśmy w szpitalu, spaliśmy w szpitalu, mieszkaliśmy w szpitalu. Szpital stał się naszym drugim domem. Obecnie możemy przebywać z synem wyłącznie w godzinach od 13 do 19 - tłumaczy pani Małgorzata.
Mimo ciągłych wizyt w szpitalu, rodzice Tadka nie zrezygnowali z pracy. - Nasi pracodawcy w fantastyczny sposób nas wspierają. Nie rozliczają nas z godzin wysiedzianych za biurkiem, a wykonanej pracy. Mało tego. Moja szefowa zorganizowała sama, bez niczyjej prośby i namawiania, dwie akcje rejestracji potencjalnych dawców dla Tadzia. Udało się wówczas zarejestrować prawie 500 osób. Takie podejście pozwala mi lepiej funkcjonować psychicznie, bo nie muszę się o nic martwić. Mam ogromne wsparcie i poczucie bezpieczeństwa - wyjaśnia pani Małgorzata.
Obecnie "cała rodzina żyje w dwóch równoległych światach", jak mówi pani Małgorzata. Jeden to ten w szpitalu, drugi w domu, w którym na powrót Tadka czekają Mateusz i Tymoteusz. Choć chłopcy bardzo przeżywają, że od ponad dwóch miesięcy nie mieli zbyt wielu okazji, aby być z razem całą rodziną, rodzice dokładają wszelkich starań, aby mieli normalne dzieciństwo.
- Codziennie jesteśmy z chłopakami. Zawsze zdążymy sprawdzić zeszyty, porozmawiać z nimi, wysłuchać ich problemów. Uważamy, że mają prawo do dzieciństwa i nie muszą chodzić smutni i markotni. Kiedy nadarza się okazja, idziemy razem do kina czy na zakupy. Oczywiście chłopcy wiedzą, że choroba Tadka jest bardzo ciężka i przeżywają to na swój sposób. Staramy się jednak, aby ich świat, mimo całej tej sytuacji, wyglądał zupełnie normalnie. Oni mają do tego prawo i nie możemy im tego odbierać. Oni nie są niczemu winni... - mówi pani Małgorzata.
Rodzice Tadka dbają o "normalność" nie tylko w domu, ale także w szpitalu. Doskonale zdają sobie sprawę z tego, jak ważne w leczeniu ich syna są komfort i poczucie bezpieczeństwa.
- Na oddziale onkologicznym każdy szybko uczy się żyć normalnie. Musimy jeść, wypić kawę, zjeść kawałek ciasta, pośmiać się. Mało osób wie, że dzieci przebywające na oddziale onkologicznym bardzo szybko zauważają zmiany w wyglądzie i zachowaniu rodziców. Kiedy widzą, że mama czy tata zaczynają wyglądać gorzej, mają zapłakane twarze, są zaniedbani, zmęczeni, od razu zaczynają się bardziej przejmować, przeżywać, a każdy, nawet najmniejszy stres, bardzo niekorzystnie wpływa na leczenie. Najlepszym przykładem jest to, że przez dwa i pół miesiąca, po bardzo agresywnej chemioterapii, Tadek nie stracił ani jednego włosa. Dopiero, gdy okazało się, że ma jechać na OIOM, na którym nie będziemy mogli z nim spać, nasz syn stracił wszystkie włosy... My, dorośli, tak naprawdę nie zdajemy sobie sprawy z tego co czują nasze dzieci - mówi pani Małgorzata i dodaje: Co będzie dalej? Nie wiadomo. Nikt nie jest w stanie tego powiedzieć, ale jesteśmy bardzo dobrej myśli. Najważniejsze jest to, żeby nie przestawać wierzyć... I nie przestajemy. Tadek cały czas ma marzenia, ma plany na "po chorobie". Nie ma u niego takiej opcji, że coś się może nie udać.
Aby Tadek mógł wrócić do zdrowia i spełnić swoje marzenia, potrzebuje Twojej pomocy. Tylko dzięki dawcy niespokrewnionemu może pokonać białaczkę. Aby dać szansę na życie Tadkowi lub innym chorym, wystarczy, że zostaniesz potencjalnym dawcą szpiku. Będziesz to mógł zrobić m.in. w najbliższy poniedziałek i wtorek w aż 78 oddziałach Banku Zachodniego BZ WBK w kilku miastach Polski. Wszystkie lokalizacje znajdziesz tutaj. Zarejestrować się możesz także na stronie www.dkms.pl.
Tomek Kamil Lipiński/DKMS
