Nie od dzisiaj wszelkiego rodzaju organizacje próbują nawiązać współpracę z lokalnymi samorządami. Każdorazowo kończy się to z różnym skutkiem. Dlaczego ta współpraca nie należy do idealnych? Jakie negatywne skutki są z tym związane? Postaram się przybliżyć poniżej.
REKLAMA
Do głównych przyczyn braku porozumienia na linii urząd-ngo można zaliczyć: brak wiedzy ngo w tematach przepisów urzędowych, nieterminowość, nie zdawanie sobie sprawy przez ngo z odpowiedzialności, jaką niesie podpisanie umowy o dofinansowanie, brak planu pracy, brak stałego kontaktu z urzędnikiem oraz tzw. „słomiany zapał”. Pracownicy jednostek samorządowych zarzucają działaczom ngo, że ci mają do wszystkiego stosunek roszczeniowy – istnieje to mi się należy . Nie bez znaczenia jest również panująca w danej gminie/powiecie opinia o lokalnych politykach. Jeśli jest negatywna, również zniechęca ngo do współpracy z samorządami.
Istnieje to mi się należy
Większa część organizacji pozarządowych uważa, że obowiązkiem samorządów jest finansowe wspieranie ngo. Samorząd, zgodnie z ustawą o pożytku publicznym oraz odpowiednio ustawy o samorządzie gminnym/powiatowym/wojewódzkim, ma obowiązek współpracy z ngo. Akty prawne, określone w ustawach wymienionych powyżej, opisują współpracę z organizacjami pozarządowymi jako zadania własne gminy oraz powiatu, a także zobowiązują samorząd województwa do współpracy z organizacjami pozarządowymi przy formułowaniu strategii rozwoju województwa i realizacji polityki jego rozwoju. Powyższe nie oznacza, że samorząd musi wspierać finansowo lub rzeczowo, każdą organizację, która zwróci się z prośbą o pomoc. Każdy samorząd, corocznie, przyjmuje dokument, w którym określa plan współpracy z organizacjami na dany rok kalendarzowy. I na jego podstawie ogłasza konkretne konkursy decydujące o wsparciu ngo.
Nie szukają finansowania poza gminą/powiatem/województwem
Nie szukają finansowania poza gminą/powiatem/województwem
Organizacje ograniczają się bardzo często tylko do jednego źródła finansowania. I tak np. lokalny klub sportowy, jeśli osiągnie 100% zakładanego budżetu na dany rok, nie aplikuje już o środki do innych podmiotów. Oczywiście nie można generalizować, ale w wielu lokalnych przypadkach, szczególnie w małych gminach, powyższy proceder jest normą.
Dostają wsparcie, podpisują umowę, współpraca się kończy
Wiele lokalnych organizacji nastawia się jedynie na złożenie wniosku, otrzymanie dotacji, rozliczenie. Na tym współpraca z urzędem się kończy. Ngo nie uczestniczy fizycznie w lokalnych konsultacjach w np. kreowaniu planu współpracy z organizacjami na kolejne lata. Nie proponuje samorządom wspólnych projektów.
Brak konsekwencji działania i systematyczności oraz konkurencja
Zarzuca się ngo-som, że ich działacze nastawieni są jedynie na pozyskanie dotacji. Jeszcze innym problemem jest brak zainteresowania rozwojem organizacji i kompetencji jej członków i władz. Nie zawsze w parze idzie chęć dostosowywania się organizacji do zmian otoczenia, nowych przepisów i wymagań. Czasami działacze wolą rozwiązać organizację, niż poświęcić trochę więcej czasu aby odnaleźć problem w funkcjonowaniu. Z punktu widzenia pracującego w określonych godzinach urzędu problemem jest specyfika małych organizacji, opartych na zaangażowaniu osób na co dzień zatrudnionych gdzie indziej. Takie ngo działa zazwyczaj w godzinach, w których urzędy są już zamknięte. Coraz częściej zdarza się, że organizacje zamiast współpracować dla dobra ogółu konkurują ze sobą. Co w konsekwencji prowadzi do rozdrobnienia działalności.
Problemów na linii ngo-urząd jest zapewne wiele. Jeśli jedna i druga strona wykaże chęć porozumienia to może się to jedynie zakończyć z korzyścią dla samorządu i organizacj.
