
Joanna Erbel jako pierwsza kandydatka na funkcję Prezydenta m. st. Warszawy ogłosiła swój program wyborczy. Program bardzo obszerny, prezentujący spójną wizję miasta i proponujący mnóstwo zmian wpływających pozytywnie na jakość życia w mieście nawet w ocenie największych oponentów Joanny. Razem z programem Erbel ogłosiła również początek konsultacji z mieszkańcami i mieszkankami Warszawy, co zdecydowanie wpisuje się w jej strategię oddawania głosu najbardziej zainteresowanym. Są jednak osoby, które nie czekając na ostateczny wynik prac programowych biorą się do punktowania kandydatki, często robiąc to nazbyt agresywnie i niedostatecznie konstruktywnie.
Kolejną dyskusyjną dziedziną okazała się edukacja. Pan redaktor nie odważył się napisać wprost, że należy oszczędzać na kształceniu i zdrowiu przyszłych pokoleń, natomiast odważnie krytykuje propozycję dodatkowej lekcji matematyki opłacanej przez samorząd. Nie wspomniał niestety, że wiele samorządów już dawno zdecydowało się na ten krok (np. Gdańsk czy Poznań), a motywacją nie jest w tym przypadku wysokość przychodów miasta, lecz coraz gorsze wyniki egzaminów z tego przedmiotu i braki na rynku pracy wśród specjalistów o umysłach ścisłych. Zapis o darmowych przejazdach dzieci i młodzieży na trasie dom-szkoła i szkoła-dom wynika z prawa krajowego, które nakłada taki obowiązek na gminy, a darmowe stołówki w szkołach wzięły się z wyobraźni Pana Redaktora, bo w programie nie ma o nich słowa. Krytyki przywrócenia opieki medycznej w szkołach pozwolę sobie nie skomentować.
Spokojnie, plan na teraz też jest, a tyczy się on wspomnianych „wielkich inwestycji”, na które miasto zaciąga kredyty. Otóż w naszym programie zapisana jest jedna – domknięcie obwodnicy Śródmieścia od Ronda Wiatraczna do Ronda Żaba. Jest to inwestycja priorytetowa dla Warszawy, a każda alternatywna propozycja (jak ostatnio „obwodnica przez Kijowską”) rzucana wyborcom przez Ratusz jak ochłap jest gwałtem na tym mieście i rozumach jego mieszkańców i mieszkanek. Przy czym nie chcemy, aby była to inwestycja „wielka” – zamiast drogi szybkiego ruchu chcemy normalnej miejskiej ulicy bez ekranów akustycznych, która rozwiąże wiele problemów komunikacyjnych centralnej części prawobrzeżnej Warszawy, a jednocześnie może kosztować o 200-400 mln mniej niż obecny projekt forsowany przez władze stolicy. Dzięki niej zaoszczędzimy również na budowie Trasy Świętokrzyskiej, która w obecnej formie i bez istnienia obwodnicy wewnętrznej zupełnie nie ma sensu. W ten sam sposób należy zweryfikować wszystkie inwestycje transportowe zapisane w strategiach rozwojowych miasta. Oszczędności należy również poczynić przy remontach każdego jednego parku, skweru czy placu, rezygnując z najdroższych elementów „rewitalizacji”. Warto spojrzeć na przykład Parku Polińskiego na Grochowie, który z braku środków czeka od 6 lat na renowację. W tym roku rozpocznie się realizacja okrojonego projektu, w którym nie znalazło się miejsce dla wielu udogodnień dla użytkowników, za to ¼ kwoty prac pochłonie budowa fontanny i ogrodzenia. Z mojego podwórka mogę wymienić jeszcze Park Znicza, park OPAK, skwer przy Paca i oczywiście Plac Szembeka, czyli kilka-kilkanaście milionów wydanych na kampanię PRową tylko na niewielkim fragmencie Grochowa.
