Widok na Polską Stację Polarną od strony szczytu Fugleberget
Widok na Polską Stację Polarną od strony szczytu Fugleberget fot. Piotr Andryszczak

Tytuł jest nieco przewrotny, bo w Hornsundzie życia „dziennego” na razie nie ma, tylko noc polarna za oknem w pełnej krasie. Mimo to życie w Stacji toczy się swoim zwykłym trybem.

REKLAMA
Dzień zaczyna się śniadaniem o 8:30, które przygotowuje dyżurny – dyżury są rozpisywane między wszystkich pracowników. Każdy dyżur trwa dobę i w tym czasie wyznaczona osoba przygotowuje śniadanie, obiad, sprząta Stację oraz prowadzi nasłuch radiowy.
Po śniadaniu każdy zajmuje się tym, co mu przypadło w udziale – mechanik zaszywa się w warsztacie, geofizycy, informatyk, chemik i administrator w swoich laboratoriach, kierownik czuwa w swoim pokoju, geodeta, jeśli nie idzie w teren, na lodowiec, zazwyczaj czyta w mesie literaturę piękną, meteorolodzy na przemian śpią lub obserwują pogodę. Ten, komu wypadł dyżur, próbuje złapać ostatnie minuty snu na kanapie w mesie zanim zacznie przygotowywać obiad.
O 10:00 mała gimnastyka, czyli ładowanie śniegu do podgrzewanego zbiornika – inaczej nie mielibyśmy wody. Ale spokojnie, to tylko w zimie.
Pracujemy 6 dni w tygodniu, niedziela i święta są oczywiście wolne. Teoretycznie czas pracy to 8 godzin dziennie, ale praktycznie jest on nienormowany, więc pory pracy są przeróżne i zależą od fantazji zainteresowanego. Ważne, żeby dana praca została wykonana.
O godz. 14:00 jest obiad. Podobnie jak śniadanie, jest on obwieszczany dzwonkiem w mesie. Na tym posiłku obecność jest zawsze 100%. Po obiedzie przerwa na „sjestę” i znów do pracy, choć czasem wypadnie jakiś seans filmowy lub gra w gry planszowe czy brydża.
Wieczorem kolacja według uznania, zazwyczaj ok. 19:00. Dyżurny się cieszy, bo za godzinę jego obowiązki przejmuje kolejny „wybraniec”. Jeszcze tylko pieczenie chleba na jutrzejsze śniadanie i można przekazać dyżur.
Kto ma siłę i determinację, ten wieczorem ćwiczy na siłowni. Inni oglądają telewizję, czytają książki, koleżanka robi cuda na szydełku. Lub po prostu wypadnie kolejne święto, urodziny czy dzień dziecka. Rodzaj aktywności właściwie zależy od poziomu kreatywności, bo na zewnątrz wychodzi się teraz rzadziej, więc i wycieczek i badań terenowych jest mniej. Ale to się zmieni za jakieś, hmm, kilka miesięcy.
PS. Tymczasem w Hornsundzie...
(Filmik został, co prawda, nagrany dwa tygodnie temu, ale nie stracił na aktualności, bo już od paru dni taka pogoda nas nie opuszcza.)