Śmigłowiec Gubernatora, którym we wtorek 4.12 przylecieli ostatni goście w tym roku.
Śmigłowiec Gubernatora, którym we wtorek 4.12 przylecieli ostatni goście w tym roku. fot. Piotr Andryszczak

Chociaż Polska Stacja Polarna znajduje się „na końcu świata”, to i tutaj czasem dociera cywilizacja w postaci korespondencji i… gości.

REKLAMA
Jak pisaliśmy w jednym z wcześniejszych wpisów, w Stacji zimuje tylko 10 pracowników. Jedynie w okresie wiosennym i letnim przebywa tu więcej osób. Mimo to w pozostałej części roku możemy liczyć na odwiedziny, nie mówiąc już o stałym kontakcie z resztą świata.
Jak często przyjeżdżają do nas goście (poza wspomnianym okresem wiosennym i letnim)? To oczywiście zależy od wielu czynników, również warunków pogodowych. Zimą goście przylatują śmigłowcem; kiedyś do dyspozycji były jedynie psie zaprzęgi. Ponieważ dopiero na wiosnę, a zwłaszcza w lecie jest możliwy transport drogą morską, wtedy też do Stacji dociera więcej osób.
Tradycyjnie 2-3 razy w roku śmigłowcem z Longyearbyen wraz z norweskimi gośćmi przylatuje polski ksiądz – jest wtedy okazja do uczestnictwa we mszy, która tradycyjnie odbywa się na Przylądku Wilczka. Otrzymujemy wtedy korespondencję i… trochę świeżych warzyw i owoców, których zimą zaczyna nam brakować. Te wizyty zazwyczaj odbywają się w okresie świątecznym – zarówno przed Świętami Bożego Narodzenia, jak i Wielkanocą.
Raz do roku Stację odwiedza Gubernator Svalbardu; ponieważ w tym roku nie pozwoliły mu na to obowiązki służbowe, gościliśmy jego zastępcę. Był uroczysty obiad, kolędy polskie i norweskie, a także świąteczne paczki i prezenty. Lepiej nie myśleć, że kolejna taka wizyta odbędzie się dopiero w marcu...
Oprócz tego, Stacja jest wyposażona w łącza satelitarne, dzięki którym mamy Internet, telefon i telewizję. Umożliwia to kontakt z bliskimi, pozwala być na bieżąco z wydarzeniami w Polsce i na świecie.
Specyfika miejsca pozwala też na powrót do bardziej tradycyjnych metod komunikacji – wiele z nas wysyła kartki i listy; przypominamy sobie również, co znaczy otrzymać od kogoś własnoręcznie napisaną pocztówkę. Określenie „paczka z Polski” nabiera tu nowego znaczenia i zawsze bardzo cieszy.
Jednak na wysłanie przygotowanej korespondencji trzeba trochę poczekać – zabierają ją goście, odwiedzający Stację, a następnie wysyłają na poczcie w Longyearbyen. Również zgodnie z niepisanym zwyczajem każdy, kto się do nas wybiera, odwiedza tę samą pocztę, żeby zabrać dla nas przesyłki. Wśród prywatnej korespondencji jest również służbowa; regularnie jest wysyłana prenumerata kilku czasopism o różnej tematyce.
PS. I pomyślcie tylko – przed wyjazdem musieliśmy kupić kartki na wszystkie okazje! Wyzwaniem było znalezienie w czerwcu tych o tematyce bożonarodzeniowej…