
„Mam dla pani ofertę dotyczącą karty kredytowej” – „Ale ja wyjeżdżam do stacji polarnej. Tam nie ma bankomatów, sklepów…” – „Ale proszę się zastanowić, mam tu dla pani ulotkę”.
REKLAMA
Naprawdę nie żartuję, tak było. Podobną ofertę przedstawiono Piotrowi w jednym z punktów operatora znanej sieci komórkowej. Tylko, że tam na odpowiedź, że wyjeżdża w takie miejsce, gdzie nie działają telefony komórkowe, konsultant zmienił ofertę abonamentu z 12 miesięcy na dziewięć.
Inna historia – ponieważ na szczęście mamy dostęp do Internetu, skontaktowałam się z moim bankiem w sprawie rachunku, ponieważ coś się nie zgadzało; dołączyłam też prośbę o dalszy kontakt drogą internetową ze względu na obecne miejsce pracy. Oprócz odpowiedzi na moje pytanie, dalsza część wiadomości brzmiała: „Zachęcam Panią do skorzystania z pożyczki na dowolny cel w kwocie do x PLN”. I oczywiście, żeby skontaktować się z ich infolinią.
Faktycznym błogosławieństwem jest nie otrzymywanie ofert handlowych przez telefon. Jeden z banków zaniepokojony tym faktem wysłał Piotrowi przypomnienie, żeby zaktualizował swój numer telefonu, bo, w domyśle, tamten najwyraźniej nie istnieje.
Oprócz niedowierzania i zdziwienia czy też posądzania nas o strojenie sobie żartów, spotykamy się też ze zrozumieniem i zainteresowaniem – wczoraj pani księgowa z pewnego biura tłumaczeń z dużą wyrozumiałością przyjęła informację, że oryginał oświadczenia o identyfikatorze podatkowym będę jej w stanie przesłać dopiero w lutym lub marcu, bo wtedy spodziewamy się pierwszych gości w nowym roku, którzy dostarczą nam pocztę z Longyearbyen.
Przed nami rozliczanie PIT-ów – mam nadzieję, że uda się przez Internet i w związku z tym nie wystąpią jakieś problemy, bo wytłumaczenie się z tego będzie… hm, trudne.
PS. Z ostatniej chwili – odpowiedź z pewnego serwisu na zapytanie Piotra w sprawie problemu z aparatem fotograficznym: „Proszę dostarczyć sprzęt do serwisu”. LOL
