Na przełęczy pod Fugleberget
Na przełęczy pod Fugleberget fot. Piotr Andryszczak

Po przeszło trzech miesiącach nocy polarnej, wczoraj, 12 lutego, nad naszym fiordem pojawiło się Słońce.

REKLAMA
To był piękny i długo wyczekiwany dzień – na nasze szczęście, pogoda dopisała i byliśmy świadkami wspaniałego wschodu Słońca. Ze względu na szerokość geograficzną (dla Hornsundu to 77° N), zjawisko świtu i zmierzchu trwa tu dłużej, niż to, do którego przywykliśmy w Polsce.
Już od rana niebo zaczęło przybierać różowy kolor, a jasności przybywało coraz bardziej. Ponieważ z poziomu Stacji trudno byłoby zobaczyć Słońce ze względu na obecność gór po obu stronach fiordu, pojechaliśmy skuterami na lodowiec Fuglebreen, a stamtąd wyszliśmy na przełęcz pod szczytem Fugleberget (569 m n.p.m.), który wznosi się nad Stacją. Tam podziwialiśmy spektakl trwający kilkadziesiąt minut, na który nie mogliśmy się napatrzyć.
Pojawienie się Słońca po okresie nocy polarnej zawsze jest uroczyście świętowane – przykładowo w odległym o 136 km Longyearbyen z tej okazji odbywa się festyn. U nas było trochę skromniej, ale równie wesoło – pierwszy wschód Słońca uczciliśmy grillem przed Stacją.
Tak więc noc polarną mamy już za sobą – jest to niesamowite doświadczenie, które pozwala zrozumieć magiczną moc Słońca, którą ludzie czczą od wieków. Przed nami kolejny etap zimowania w Hornsundzie.