Wiele razy słyszałam, że związki zawodowe są hamulcowym rozwoju gospodarczego. Prominentni politycy PO (a teraz również .Nowoczesnej) niejednokrotnie oskarżali nas o to, że jesteśmy nieodpowiedzialni, roszczeniowi, że nie rozumiemy pięknych, wolnorynkowych, neoliberalnych idei. Apogeum to oczywiście ustawa o podwyższeniu wieku emerytalnego. Wtedy, w 2012 roku, trzy centrale łącznie z Forum Związków Zawodowych wyszły na ulice protestować przeciwko….? No właśnie, przeciwko czemu?

REKLAMA
Przeciwko braku satysfakcjonujących konsultacji. Dialogu zwyczajnie nie było, choć zgodnie z prawem powinniśmy partnersko negocjować w ówczesnej Trójstronnej Komisji ds. Społeczno - Gospodarczych. Dlaczego do nich nie doszło? Z góry założono, że strona społeczna na propozycje duetu Tusk - Rostowski się nie zgodzi. Owszem, prowadziliśmy rozmowy, przekonywaliśmy, że istnieje druga strona medalu, przedstawialiśmy argumenty. Na nic.
Historia mogła potoczyć się zupełnie inaczej. Nikt nie miał wtedy wątpliwości, że system emerytalny wymaga reform. Tylko, że nie da się dokonywać zmian w systemie emerytalnym bez korekt jeśli chodzi o płace. To ile zarabiasz i w oparciu o jaką umowę pracujesz ma kluczowy wpływ na to jaką będziesz mieć emeryturę. Zapewne wielu z Was stwierdzi, że opowiadam bzdury. Podejrzewam, że ogromna część czytelników parsknęła w tym momencie śmiechem i pomyślała - co Pani opowiada, Pani Gardias. Ja tyram, a starczy mi może na przysłowiowy kilogram gruszek. W pewnym sensie racja, ale czy zastanawialiście się dlaczego doszło do takiej sytuacji?
Wiek emerytalny, staż pracy w gruncie rzeczy nie ma aż tak wielkiego znaczenia. Kluczowe jest to ile mamy pieniędzy do podziału na emerytury, a tych jest zwyczajnie za mało. Dlaczego jest ich za mało? Bo ZA MAŁO wpływa ich do systemu - to raz. Dwa - system ewidentnie wymaga restrukturyzacji. Możemy więc pracować nawet do 80 - ego roku życia i nic to nie da jeśli nie będziemy dbać o jakość rynku pracy.
Co przez to rozumiem?
Polska będzie musiała przeznaczać aż 1,5 % PKB na dopłaty do emerytur osobom, które dziś nie płacą składek emerytalno - rentowych albo płacą je bardzo niskie. A więc jeśli ktoś z Was zarabia duże pieniądze (ma umowę o pracę, a więc odprowadza duże składki) i dziwi się, że nie będzie mieć wysokiej emerytury niech w pierwszej kolejności ma pretensje do nieuczciwych pracodawców, którzy masowo zatrudniali i zatrudniają ludzi na umowach śmieciowych, choć zgodnie z prawem powinna być to umowa o prace. Od 2010 roku liczba osób pracujących jedynie w oparciu o umowy cywilnoprawne wzrosła niemal 3 - krotnie i według GUS sięgnęła 1,3 miliona osób. Jednoosobową działalność gospodarczą prowadzi kolejny milion z hakiem. Summa summarum około 2,5 miliona Polaków nie ma możliwości budowania wydolnego systemu emerytalnego. Dlatego właśnie czasem trzeba się ugryźć w język - mówienie o dobrodziejstwie elastycznego rynku pracy w sytuacji, gdzie sprzątaczka w szkole zarabiała 5 zł na godzinę w oparciu o umowę o dzieło, albo ochroniarz zarabiający 3 zł (był taki przypadek w Opolu), a z drugiej strony narzekanie na ZUS zalatuje hipokryzją.
Trzeba mieć świadomość, że wszyscy wrzucamy do worka pieniądze, a potem system je dzieli i wypłaca emerytury. To oczywiście ogromne uproszczenie, jednakże należy pamiętać, że dopóki nie uzdrowimy rynku pracy w takim wymiarze, w którym będziemy łączyć elastyczność z bezpieczeństwem dopóty będziemy płacić duże składki na ZUS i mieć niskie emerytury. Nasze pieniądze zamiast wrócić do nas w postaci zabezpieczenia na starość pójdą na wypłatę świadczeń emerytalnych osób w ogromnej części wyzyskiwanych przez nieuczciwych pracodawców.
Kolejna sprawa to oczywiście wysokość składek - osobiście uważam, że o wiele lepszym rozwiązaniem byłby model bardziej progresywny. Rozumiem ból małych przedsiębiorców, którzy płacą takie same składki jak osoby prowadzące wielkie biznesy i uzyskujące większy dochód. Popieram również „ozusowanie” umów o dzieło (nawet minimalna składka mogłaby poprawić jakość systemu).
Zniecierpliwionych tym, że jeszcze nie podjęłam wątku wieku emerytalnego - jeśli państwo chce, abyśmy systemowo pracowali dłużej powinno zadbać w większym stopniu o nasze zdrowie. Coś za coś. Praca po 60 - tce bardzo często wiążę się z ryzykiem występowanie chorób zawodowych. Kolejki do specjalistów są zabójczo długie, opieka w szpitalach marnieje ze względu na starzejącą się kadrę pielęgniarską. Mówienie o konieczności podwyższenia wieku emerytalnego bez oferty w postaci osłon uważam za niesprawiedliwe. Kolejny element, bez którego debata o wieku emerytalnym nie może się odbyć jest kwestia czasu pracy. Mamy pracować dłużej? Pracujmy krócej w ciągu tygodnia.
Największy błąd jaki popełniono kilka lat temu polegał na wrzuceniu wszystkich do jednego wora. Stało się to, o dziwo, z wielką aprobatą przedstawicieli części klasy średniej. Każdy zawód ma inną specyfikę - założenie, że wszyscy powinniśmy pracować do 67 - ego roku życia nie dość, że jest przejawem całkowitego braku empatii to na dodatek mógłby doprowadzić do katastrofy. Nie wyobrażam sobie 67 - letniej pracującej pielęgniarki, policjanta, strażnika więziennego czy górnika. Oczywiście, zawsze znajdzie się wyjątek, uosobienie amerykańskiego snu. Zejdźmy jednak na ziemię - w wieku 67 lat trudno jest zajmować się pacjentami, zapewniać bezpieczeństwo czy wydobywać węgiel. I nie chodzi tu o przywileje, a o zdrowy rozsądek. Wszystkim tym, którzy mają wątpliwości zapraszam na jeden dzień na kopalnię, do szpitala, bądź na posterunek.
Teraz rozumiecie dlaczego protestowaliśmy? Tych wszystkich ważnych społecznie kwestii nie wzięto pod uwagę. Mogliśmy wspólnie zbudować sprawiedliwy system emerytalny. Niestety, wtedy potraktowano nas jako zagrożenie, zupełnie niepotrzebnie. Mieliśmy kilka lat na dialog w sprawie emerytur. Zmarnowano ten czas. Teraz wracamy do tego co było, ale nie dlatego, że ten system jest dobry. Robimy krok w tył, aby rozpocząć nowy rozdział w debacie.
Jako Przewodnicząca Forum Związków Zawodowych nie jestem zadowolona z tego co w sprawie emerytur robi Prawo i Sprawiedliwość. Owszem, obniżono wiek ze względu na ogromny sprzeciw społeczny wobec poprzedniej reformy, ale to nie powinien być koniec historii, lecz jej początek. PiS jak zwykle wykonuje chaotyczne ruchy, bez strategicznego myślenia. Ciągle nie ma woli, aby przebudować system gruntownie. Resort pracy robi dla rządu dobrą robotę w wymiarze komunikacyjnym, ale nic ponadto. Emerytury to nie rower, w którym dłubie się każdej wiosny. Tak samo zresztą jest z systemem ochrony zdrowia.
Pewne sprawy powinniśmy załatwiać ponad podziałami politycznymi, dla dobra naszych dzieci. Niestety, w tej sprawie POPiS jest wiecznie żywy.