Ryszardzie Petru, ogarnij się! Ryszard Petru może i nie wie jaka obecnie panuje w Polsce konstytucja. Jego braki dotyczą również znajomości liczby państw na świecie, dokładnej nazwy święta, które katolicy obchodzą 6 stycznia każdego roku. Lider partii, która w swojej nazwie zawiera słowo „nowoczesna” zapewne ma spore braki logopedyczne i retoryczne. Jednakże jednej umiejętności nie można mu odmówić - ze szczególnym okrucieństwem, chirurgiczną precyzją potrafi doprowadzić człowieka do szewskiej pasji. Serio, można wyjść z siebie i stanąć obok.

REKLAMA
O skuteczności tej wyjątkowej, niespotykanej wręcz umiejętności przekonałam się niecałe dwa lata, gdy Petru wraz ze swoimi koleżankami z partii obmyślili plan reformy związków zawodowych. I nie chodzi tu o samą intencję, bo przecież politycy propozycję składać mogą, a nawet powinni. Sprawa tyczy się wątpliwej jakości ustawa i dna, którego sięgnął poziom organizacji jeśli chodzi o komunikację tychże postulatów. Ryszard Petru płynąc na fali hejtu wobec związkowców wysnuł pomysł, że należy wszelkimi sposobami ograniczyć uprawnienia central związkowych.
Po wysłuchaniu serii wystąpień medialnych liderów i liderek .Nowoczesnej doszłam do wniosku, że oni po prostu się pogubili. To w sumie są młodzi ludzie, wychowani na Balcerowiczu, może trzeba z nimi porozmawiać - wystąpiłam więc z apelem do Ryszarda Petru i zaprosiłam go do Słupska. Po co? Jestem Przewodniczącą Zakładowej Organizacji Związkowej Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych w tamtejszym szpitalu wojewódzkim. Pomyślałam, że najlepiej na własnej skórze przekonać się jak wygląda związkowa codzienność. Jaka była odpowiedź .Nowoczesnej? Cisza. Zresztą konsultacje z zainteresowanymi w tej sprawie były zerowe. To tak jakby reformować przepisy ruchu drogowego nie mając prawa jazdy i jednocześnie nie konsultując go z kierowcami.
Lider .Nowoczesnej postanowił przysłowiowo pomylić drzwi z oknem po raz drugi, gdy na stół debaty publicznej rzucono temat OGRANICZENIA handlu w niedzielę. I znów to samo - wolnyrynekwolnyrynekwolnyrynekwolnyrynek niczym płyta, która się zacięła.
Do brzegu:
- nie wprowadza się ZAKAZU handlu, a jedynie jego OGRANICZENIE, które w największym stopniu obejmuje sklepy wielkopowierzchniowe;
- najbardziej oburzeni propozycjami są ci, którzy w niedzielę mają WOLNE;
- nie bądźmy hipokrytami - albo naprawdę chcemy reprezentować wartości europejskie to znaczy takie, w których szanuje się godność człowieka i dojrzało się do świadomości, że ekonomizacja wszystkich i wszystkiego prowadzi do kryzysów społecznych, albo proeuropejskość to tylko zabieg PR - owy mający służyć doraźnym celom politycznym. W większości krajów Europy Zachodniej niedziele są wolne od handlu - dojrzałe, nowoczesne państwo rozumie, że ludzkie życie nie może się składać wyłącznie z pracy;
- niedzielne zakupy jako krajobraz kulturowy polskiej rodziny - mniej więcej tak sprawę stawia posłanka Lubnauer. W jej mniemaniu spędzanie niedzielnego czasu w hipermarketach to super pomysł na wychowanie dzieciaków. Przykro mi - co dwa tygodnie trzeba będzie inaczej zagospodarować ten dzień. Mam kilka pomysłów - można iść z dzieciakami na spacer, pojeździć z nimi na rowerze, pójść na basen, poczytać z nimi książki, wybrać się na przejażdżkę krajoznawczą. „Biedne” dzieci, nie będą miały wystarczająco dużo okazji, aby zrozumieć, że najważniejsze w życiu jest gromadzenie i konsumpcja;
- nastąpią zwolnienia pracowników - bzdura na kółkach. W ocenie Petru zwolnienia mają następować zawsze wtedy, gdy podnosi się płace minimalną, stawkę godzinową, stosuje się mechanizmy ograniczające stosowanie umów cywilnoprawnych. Dziwnym trafem ostatecznie do katastrof nie dochodzi. Ponadto, sama wielokrotnie wyrażałam obawę o zwolnienia, ale żadnego sygnału ze strony związków zawodowych zrzeszających pracowników hipermarketów jako FZZ nie otrzymaliśmy.
Miało być nowocześnie, a wyszło tak jak zwykle, czyli zawiało stęchlizną nieopierzonego kapitalizmu z pierwszej połowy lat dziewięćdziesiątych. Ryszard Petru ma złych doradców lub nikogo nie słucha, jedno z dwóch. Założył partię, która miała nowocześnie patrzyć na rynek pracy, wypychać Polskę na zachód, koncentrować społeczeństwo wobec innowacyjnych rozwiązań gospodarczych. Jest zupełnie odwrotnie - cała machina programowa (podkreślam - mam tu na myśli kwestie gospodarcze) w wydaniu Petru przypomina mentalny skansen, który ogranicza się do prymitywnej kalkulacji ekonomicznej.
Produktem, który w pełni potwierdza DNA tej partii jest akcja „kupuję kiedy chcę”, która na 100 procent zakończy się klęską. Narracja tej kampanii jest przepełniona pogardą wobec wszystkich dotychczas pracujących w niedzielę, na zasadzie - Wy, tam na kasie, zachrzaniajcie dzień i noc, siedem dni w tygodniu, bo ja, ten lepszy, co mam wolne w niedzielę, będę se robić zakupy kiedy chcę. Czekam, aż Petru w przypływie mocy napisze kolejnego bezmyślnego tweeta z apostrofą do pracowników hipermarketów w stylu „nająłeś się na burka to teraz szczekaj”. Dla „nowoczesnych” to przecież jest jasne - jest wolny rynek, a my jesteśmy panami swojego losu. Narzekasz na pracę? Miej pretensje do siebie, nieudaczniku. Zabrakło Ci odwagi, żeby zaryzykować i zostać PRZEDSIĘBIORCĄ.
Równie dobrze uczennice i uczniowie powinni się zbuntować i zorganizować akcję pod tytułem - uczę się kiedy chcę! Mamy przecież wolny kraj - państwo nie powinno ingerować w to ile czasu poświęca się na naukę. Liczyć powinny się tylko zdane egzaminy. W końcu każdy odpowiada za siebie. To przecież bardzo wolnorynkowe rozwiązanie - uelastycznijmy czas pracy nauczycieli - w wyniku „zdrowej” konkurencji wygrają ci, którzy będą pracować dzień i noc, bo przecież dzieciaki mają prawo do nauki kiedy im się to żywnie spodoba!
To by się przecież kalkulowało. Powstaje tylko pytanie - jakie pokolenie byśmy wychowali?
Ryszardzie Petru, ogarnij się!