Wczoraj minęły dwa lata odkąd Pani Beata Szydło objęła funkcję Prezesa Rady Ministrów. Oczywiście nasuwa się pytanie o podsumowanie tych 24 miesięcy. Tylko czy jest co podsumowywać? Odnoszę wrażenie, że na temat tego rządu już wszystko zostało powiedziane. Dosłownie wszystko. Język debaty publicznej nabrzmiał i zrobił się biały od nalotu radykalnych, niebezpiecznych słów. Brzmi niesmacznie? Z pewnością. Ogłoszono już zamach na demokrację, powiedziano o zdradzieckich mordach. Nienawiść sięgnęła zenitu.
REKLAMA
Nie powinnam politykować jako związkowiec? Ja nie politykuję. Dla mnie liczy się dialog społeczny. Fanką Prawa i Sprawiedliwości nigdy nie byłam i nie jestem. Rozumiem jednak dlaczego rządzą, skąd bierze się dla nich tak wysokie poparcie. Zdaję sobie również sprawę z tego jak ważne jest aby Forum Związków Zawodowych jako reprezentatywny partner społeczny osiągał kompromisy ze stroną rządową w Radzie Dialogu Społecznego. To właśnie nas odróżnia od polityków - my pomimo wszystko zawsze dążymy do porozumienia. Protestujemy, strajkujemy wtedy, gdy nie widzimy tej woli do konsensusu po drugiej stronie barykady.
Mogłabym tu oczywiście wyskoczyć z listą żalów i pretensji do PiS. Lista grzechów jest długa. Możnaby się rozpisać o nieudolności ministra Radziwiłła, o przewinieniach minister Zalewskiej, o wątłych wizjach wicepremiera Morawieckiego, o „pohukującym” na przedstawicieli RDS niczym surowy ojciec Prezydencie Andrzeju Dudzie, o Pani Premier, która mówi, że słowa dotrzymuje, choć bywa inaczej. Tylko po co? Wszystkie te punkty miałyby ten sam mianownik, a brzmi on - dialog społeczny o bardzo niskiej jakości. Niestety. A przecież miała być zgoda. Miała być biało - czerwona drużyna. Miała być pokora. A co jest? Samozadowolenie, buta i poczucie własnego autorytetu na niezdrowym poziomie.
Tylko, że ta władza jest na swój sposób aktywna. Oni prezentują postawę ludzi myślących do przodu, gotowych do realizacji wielkich projektów. Ponadto oni „mają” środki - w końcu są pieniądze. Co jakiś czas puszczają oko do pracowników. Mają całkiem niezłą sytuację gospodarczą, z której czerpią garściami. Powrócili do praw pierwotnie nabytych, tj. cofnęli reformę emerytalną. Wprowadzili stawkę godzinową dla umów cywilnoprawnych. Tak, wprowadzili program Rodzina 500 Plus. Jednakże to znów jest wyliczanka o wspólnym mianowniku, tym razem pod tytułem - robią porządek. Jest tylko jeden problem.
Polki i Polacy nie chcieli już polityków doraźnie gaszących pożary zgodnie z tezą Donalda Tuska, że jak ktoś ma wizje to powinien iść do lekarza. I dostali PiS - ruchliwy, dumny, na pozór ambitny, wszystkomogący i wszystkowiedzący, gotowy do wielkich reform, o horyzontalnej wizji naprawy Rzeczypospolitej. Całkowita odwrotność do „nie róbmy polityki, budujmy orliki”. I co by nie mówić - ten wizerunek się sprzedaje. To 45% poparcia dla Zjednoczonej Prawicy wzięło się z względnego zadowolenia, że jest inaczej, może nie zawsze udanie, ale inaczej. Dlatego właśnie dla PiS to były udane dwa lata. Jest tylko jeden problem.
Cały ten piękny obrazek może się sypnąć w momencie, w którym poszczególne grupy społeczne nasycone dominacją rządu będą chciały zacząć współtworzyć projekt tak zwanej dobrej zmiany. Będą one mieć swoje postulaty, będą się czuć reprezentatywne. Wówczas bardzo szybko się przekonają, że reformator jest tylko jeden i uważa, że ma zawsze rację. Z takim reformatorem nie ma dialogu. Wcześniej czy później PiS stanie się wrogiem dla wielu obecnie zaprzyjaźnionych partnerów, środowisk, organizacji - legitymizowane sondażami będzie odrzucać dialog społeczny jako narzędzie rozwiązywania problemów.
I wtedy zacznie tracić.
