Nikt tak jak Prawo i Sprawiedliwość nie żeruje na niskim kapitale społecznym. Polacy nie ufają sobie nawzajem - nie wierzą politykom, lekarzom, nauczycielom. Nie mamy zaufania do instytucji państwa. Obóz dobrej zmiany korzysta ile wlezie. Aby się o tym przekonać wystarczy wziąć pod lupę chociażby debatę o zmianach w systemie sądowniczym oraz zniesienie limitu składek na ZUS.
REKLAMA
Porażająco niski poziom kapitału społecznego zaufania to niewątpliwie sowity spadek jaki Zjednoczona Prawica otrzymała po rządach PO - PSL. To właśnie ich poprzednicy zbudowali system polityczny oparty o doraźne zarządzanie państwem. Liczba afer, niekonsultowane reformy, brak głębszej refleksji nad zmianami w systemie edukacji i oświaty, wykazywanie maksymalnej zachowawczości w każdej możliwej sferze życia publicznego to elementy składowe prezentu, który otrzymał Jarosław Kaczyński i jego podwładni.
Dlatego właśnie PiS jest tak cholernie skuteczne jeśli chodzi o tempo reform. Społeczeństwo obywatelskie nie funkcjonuje, bo niby jak miałoby działać w tak skonstruowanym systemie? Konsultacje społeczne, dialog rozumiany jako wartość sama w sobie zostały zamrożone. Co z tego, że prowadzimy rozmowy, piszemy opinie, ekspertyzy? Co z tego wynika?! Nic. Przepływ informacji, oczekiwań, obaw został całkowicie zatkany przez ego niektórych ministrów. W tym sensie PO i PiS różniło niewiele.
Powstaje pytanie, które jako związkowiec muszę obowiązkowo zadać - jak ten proces wpłynie na sytuację pracownic i pracowników? Fatalnie. Nawet jeśli całkowicie zlikwidujemy umowy śmieciowe, będziemy podnosić płace minimalną, zreformujemy kodeks pracy, ucywilizujemy definicję pracownika to bez wzrostu zaufania społecznego do instytucji państwa prawa pracownicze nie będą respektowane. Stanie się tak z prostego powodu - obywatele nie wierząc w praworządność poszczególnych organów stracą jednocześnie poczucie, że działają one w imię jakiegokolwiek poczucia sprawiedliwości. Wyzyskiwani, mobbingowani pracownicy i pracownice nie zwrócą się o pomoc do instytucji, którym nie ufają. Po co mieliby się do nich zwracać jeżeli nie wierzą, że spełnią należycie swoją rolę?
W efekcie może dojść do całkowitego zaburzenia równowagi interesów. Komunikacja społeczna może zostać sprowadzona do argumentu siły lub wielkości kapitału. Odbije się to na rynku pracy, relacjach pomiędzy pracownikiem a pracodawcą, w szczególności w małych miasteczkach i obszarach wiejskich.
Trudniej będzie nam również zarządzać politykami w strategicznych obszarach takich jak choćby system emerytalny. Zakład Ubezpieczeń Społecznych ma bardzo słabą reputację. Wizerunek ZUS jest koronnym przykładem niskiego kapitału społecznego zaufania. Wielokrotnie spotkałam się z deklaracją młodych pracowników, którzy woleli zostać zatrudnieni w oparciu o umowy cywilnoprawne ze względu na niechęć oddawania jakichkolwiek pieniędzy instytucjom państwa, w szczególności do ZUS. Młodzi ludzie nie wierzą, że państwo będzie zarządzać ich pieniędzmi w sposób efektywny. Przyzwyczailiśmy, że politycy zadłużają, marnotrawią, korumpują. Więcej tzw. śmieciówek to mniejsze wpływy do FUS, a więc ostatecznie niższe emerytury. Niskie świadczenia powodują frustracje, która przenosi się niczym choroba międzypokoleniowa. I w taki właśnie sposób koło się zamyka.
Wielokrotnie jako Forum Związków Zawodowych apelowaliśmy do strony rządowej, aby kwestie reformy systemu emerytalnego potraktować w sposób wyjątkowy. Po przywróceniu praw pierwotnie nabytych, tj. po obniżeniu wieku emerytalnego pojawił się idealny moment, aby zapytać - co dalej? Wbrew lansowanym przez niektóre media i polityków tezom związki zawodowe nigdy nie uważały, że wystarczy cofnąć reformę PO i PSL, usiąść wygodnie w fotelu i otworzyć szampana. Wręcz przeciwnie - od początku byliśmy gotowi na reformy systemu emerytalnego, ale w zgodzie z interesem społecznym, nie tylko rachunkiem ekonomicznym.
Co zrobił PiS? Zlikwidował limit składek na ZUS. Reforma została przeprowadzona bez właściwych konsultacji społecznych, wbrew opiniom związków zawodowych i pracodawców. Znowu potraktowano system emerytalny „kolanowo” - ustawa napisana na kolanie, kolanem dopchnięta w Sejmie. Skutki reformy będą katastrofalne - osoby dotknięte zmianami bedą masowo uciekać na samozatrudnienie. A podobno wszyscy chcieliśmy walczyć z nadużyciami.
Jestem daleka od karmienia się telewizyjnymi emocjami. Rozumiem potrzebę reformy organów sprawiedliwości, systemu emerytalnego, służby zdrowia. Nie dziwi mnie również opór opozycji - od tego jest. Od początku zresztą było wiadomo, że żadnej współpracy pomiędzy obozem Schetyny a rządem Premier Szydło nie będzie. Reformowanie powinno przede wszystkim wzmacniać reformowane instytucje, wyposażać je instrumenty umożliwiające dialog społeczny. Tak się po prostu nie dzieje.
