Czy aby na pewno strajk nauczycieli mamy za sobą? Co oznacza w efekcie jego zawieszenie? Jak potoczą się losy setek tysięcy ludzi, którzy z największą determinacją walczyli o swoje prawa? Dlaczego strona rządowa nie wyszła naprzeciw nauczycielskim postulatom? W jaki sposób to trudne wydarzenie wpływa na Radę Dialogu Społecznego? To pytania, które nurtują większość opinii publicznej, związkowców, dziennikarzy i polityków różnych opcji.
REKLAMA
Zacznijmy od tego, że kurz wcale nie opadł. Nawet gdyby Forum Związków Zawodowych i ZNP podjęły decyzje o zakończeniu strajku to on w dalszym ciągu, w wymiarze emocjonalnym po prostu trwa. Coraz częściej pojawia się pytanie - co z reaktywacją we wrześniu? W mojej ocenie to nie ma znaczenia. Ta bomba finalnie i tak wybuchnie, jak nie na jesień to kiedy indziej. Strona rządowa nie ucieknie od tego problemu tym bardziej, że PiS w żaden sposób nie zmienił obranego kursu. Będą pojawiać się kolejne programy z „plusem”, następne kosztowne transfery socjalne.
Co do zasady nie jestem im przeciwna. Nie ma nic złego w czynieniu redystrybucji procesem bardziej sprawiedliwym. Dyskutując o problemach płacowych pracowników sfery publicznej, obojętnie czy chodzi nam o nauczycieli czy jakąkolwiek inną grupę pytanie brzmi dokładnie tak samo - czy sprawiedliwym jest uruchamianie kolejnych programów w tak trudnym dla milionów Polek i Polaków momencie? O skandalicznych problemach tzw. budżetówki mówimy jako związkowcy od dawna. Państwo Polskie, co wielokrotnie podkreślałam w ostatnich latach pełni również pośrednią rolę pracodawcy. Więcej, państwo poprzez politykę kształtowania wynagrodzeń pracowników sfery publicznej wpływa na jakość usług, za które płacimy poprzez podatki. Chcemy, aby były one wydawane w sposób bardziej efektywny? Jednym z elementów polityki zwiększania efektywności podatkowej są niewątpliwie podwyżki płac tych, którzy uczą i wychowują nasze dzieci, leczą i opiekują się chorymi, dbają o szeroko pojęte bezpieczeństwo czy wydolność wymiaru sprawiedliwości.
Przyjrzyjcie się doniesieniom medialnym. Mamy do czynienia z istną lawiną protestów pracowniczych. Można wręcz powiedzieć, że stają się one naturalnym tłem polskiego krajobrazu społecznego. Kto protestuje? Patrz wyżej. Wyprzedzam Wasze pytanie - winę za niskie wynagrodzenia tych grup nie ponosi wyłącznie rząd PiS. Zaniechania sięgają kilku, a czasem kilkunastu lat. To jednak w żaden sposób nie zwalnia rządu z odpowiedzialności. Ważny jest również kontekst narracji, którą stosowali rządzący mówiąc o płacach na europejskim poziomie, godności, potrzebie naprawy błędów swoich poprzedników.
Często spotykam się z głosami, że przecież z tych „plusów” korzystamy wszyscy. Pobierają je lekarze, inżynierowie i nauczyciele. Z punktu widzenia zasad politycznej gry jest to do przyjęcia. Polityka to przecież zdolność zdobywania i utrzymywania władzy. A co z działaniem na rzecz dobra wspólnego? Cieszyło mnie, gdy słyszałam, że dzięki programowi 500 plus rodziny mogły w końcu pojechać na upragnione wakacje. Kiedy jednak usłyszałam o kolejnych transferach zaczęłam zadawać sobie pytanie - czy przypadkiem nie stanie się tak, że z jednej strony rodzina Kowalskich będzie mogła wyjechać na wakacje nie raz, a dwa razy do roku, ale z drugiej strony dzieci Kowalskich będą chodzić do przeładowanych szkół z powodu braku nauczycieli? Dodatkowy urlop czy sparaliżowane sądy i prokuratura, brak pielęgniarek na oddziałach, niekończące się kolejki do lekarza?
Wytrychem wydaje się być jak zwykle dialog społeczny. W Radzie Dialogu Społecznego można byłoby rozstrzygnąć wszystkie powyższe problemy. Skoro to takie proste to dlaczego niewiele się zmienia? Otóż polska klasa polityczna działa wedle następującej zasady - dialog społeczny albo interes polityczny. Nie widzą, że można prowadzić dialog z prawdziwego zdarzenia zarazem działając w interesie politycznym. Dopóki tego nie zobaczą strajki się nie zakończą. Finalnie po dialogu zostaną zgliszcza, a polityczny interes trzeba będzie zamknąć.
