Ostatnie kilka dni spędziłam na Kongresie Europejskiej Konfederacji Związków Zawodowych. Wspólnie z delegatami z FZZ (Wiolettą Janoszką, Rafałem Jankowskim, Markiem Mnichem) wzięliśmy udział we wspaniałej, bogatej w ważne rekomendacje debacie na temat przyszłości ruchu związkowego i jego roli w budowaniu bardziej sprawiedliwej Europy.

REKLAMA
Wysłuchaliśmy wypowiedzi Michaela Ludwiga, Burmistrza Wiednia, Luci Visentiniego, Sekretarza Generalnego EKZZ, Jean’a Claude’a Junckera, Przewodniczącego Komisji Europejskiej, Josepha Stiglitza, Lauerata Nagrody Nobla, Antoniego Costy, Premiera Portugalii i wielu innych. Co warto zapamiętać po Kongresie EKZZ?
Europa wcale nie dzieli się na demokratów i populistów. Te różnice są o wiele bardziej złożone, chociażby ze względu na specyfikę państw narodowych. W każdym z nich linia podziałów ideologicznych przebiegająca pomiędzy neoliberałami, konserwatystami, populistami, a lewą stroną sceny politycznej przebiega inaczej i jest zbudowana w oparciu o inne doświadczenia historyczne oraz odmienną geopolitykę. Polska jest najlepszym przykładem, że przykładanie czarno - białej matrycy na polskie podwórko nie pozwoli na uzyskanie obrazu zgodnego z realiami. O ile łatwo stwierdzić, która z liczących się sił politycznych jest proeuropejska, o tyle ten euroentuzjazm z hasłem „Europa bardziej sprawiedliwa dla pracowników” ma niewiele wspólnego. Nie oznacza to jednak, że po drugiej stronie stoi PiS jako demon populizmu czy partii głęboko antyunijnej. Tyle, że oferta PiS wobec pracowników, poza obszerną narracją jest uboga. Wystarczy przytoczyć przykład strajku nauczycieli. Transfery socjalne made by PiS mają zgoła inny cel - chodzi przede wszystkim o uzyskiwanie korzyści politycznych. Sprawiedliwa Europa jako idea prezentowana przez prelegentów podczas Kongresu EKZZ nie jest zbieżna z polityką partii rządzącej w stopniu, z którego ruch związkowy mógłby być zadowolony.
Historia wyraźnie pokazuje, że architektami kryzysów ekonomicznych są głównie środowiska skupione wokół partii neoliberalnych, a nie socjaldemokratycznych. Polityka zmniejszania nierówności, wzmacniania roli związków zawodowych, dialogu społecznego, czynienia systemu podatkowego bardziej progresywnym jeszcze w żadnym państwie europejskim nie doprowadziła do kryzysu. Oczywiście, że za chwilę larum podniosą ci, którzy w każdym propracowniczym programie widzą scenariusz grecki. Trzeba jednak wyraźnie rozgraniczać model oparty o konkretną umowę społeczną od takiego, w którym widzi się jedynie własny czubek nosa. Europa stoi u progu wielkiej transformacji - energetycznej, przemysłowej, podatkowej, a ta z kolei będzie w ogromnym stopniu zmieniać warunki na rynku pracy. Stąd już dziś należy przyjmować o wiele bardziej efektywne formy pomiaru realnego wzrostu gospodarczego. Wzrost PKB nie mówi nam nic poza tym, że jednostki, które stoją na szczycie finansowej piramidy zarobiły jeszcze więcej. Joseph Steiglitz powiedział bardzo ważną rzecz - mylimy bogactwo poszczególnych ludzi z bogactwem całego narodu. Polska niewątpliwie należy do grupy państw, która będzie musiała w najbliższym czasie zdecydować o swojej przyszłości. Jak dotąd nie potrafiliśmy poradzić sobie ze stworzeniem stabilnego systemu opartego na długofalowych strategiach budowanych ponad politycznymi podziałami, a przecież w praktyce o to chodzi. Wciąż potykamy się o coraz bardziej niewydolny system ochrony zdrowia, raport NIK dotyczący stanu edukacji przyprawia o dreszcze, reforma emerytalna miała być zaledwie początkiem prac nad głębszą przemianą realizowaną w porozumieniu z centralami związkowymi - w tej sprawie również nie dolecieliśmy zbyt daleko. Na razie pozostajemy państwem o degresywnym systemie podatkowym, w którym pielęgniarka pracująca na umowie o pracę jest bardziej solidarna niż prezes niejednej dużej spółki z o.o.. Kolejek nie ograniczono, NFZ - u nie zlikwidowano, sieć szpitali okazała się być jedynie siecią pozamykanych oddziałów. Komisja Kodyfikacyjna, która miała dokonać konwersji Kodeksu Pracy na taki, który można byłoby nazwać kodeksem bardziej zgodnym z polityką flexicurity nie odniosła poważniejszego sukcesu, a to głównie za sprawą niechęci strony rządowej.
W końcu będziemy musieli zająć stanowisko ws. konwergencji płac, europejskiej płacy minimalnej, Europejskiego Filara Praw Socjalnych i wielu innych istotnych reform wpływających na życie Europejczyków. To ważne by polskie reprezentatywne centrale związkowe umiały w powyższych kwestiach mówić jednym głosem. Trudno sobie wyobrazić, że któraś z organizacji mogłaby się sprzeciwić integracji w zakresie wyrównywaania płac, systemu opieki społecznej czy równości płci. Niestety na dzień dzisiejszy takiego scenariusza wykluczyć nie można.