Szanowny Panie Premierze! Obejrzałam Pańskie expose. Wysłuchałam głosu przedstawicieli PiS i pozostałych klubów parlamentarnych. Dużo Pan mówił o normalności, rodzinie, polskości. Ogrom czasu poświęcił Pan na ilustrowanie rzeczywistości, którą jako wicepremier, a następnie premier Pan kreował.

REKLAMA
Szczerze mówiąc, poczułam się głęboko urażona tym wystąpieniem. Istnieje bowiem różnica pomiędzy wiarą w sukces, własne możliwości, w słuszność idei, którą się wyznaje. Nawet poprzednie Pańskie expose miało w sobie coś pasjonującego w tym sensie, że Pan za wszelką cenę usiłował zarażać innych swoimi pomysłami na świat. Jednego nie można było Panu zarzucić - na swój sposób emanował Pan przekonaniem w to, że Polska pod rządami PiS odniesie spektakularny sukces.
Tak się nie stało. Pomijam samochody elektryczne, tanie mieszkania na wynajem i inne projekty, które pozostały na pasie startowym. Pan po prostu przez kilkadziesiąt minut próbował wmawiać Polkom i Polakom jak mają myśleć o otaczającej ich rzeczywistości. Nie uważa Pan, że posunął się Pan trochę za daleko? Rozumiem, że czymś trzeba było ten speech zapełnić. Niewiadomo co będzie z gospodarką, Senat w rękach opozycji, w Sejmie dwóch wrogów więcej. Aż by się chciało zapytać - jak żyć, panie Premierze? W Pana przypadku to niemożliwe, współczuję. Za Panem trzy trudne kampanie. Nie ma się co dziwić, że zeszło z Pana powietrze. Tyle, że to żadne usprawiedliwienie. Nie ma Pan moralnego prawa do mówienia co jest normalnością, a co nią nie jest. Z punktu widzenia aksjologii tego wystąpienia, było ono niebezpieczne, szkodliwe i raniące wielu Pańskich rodaków. Jeśli coś jest normalnością w państwie opartym o standardy europejskie to na pewno nie to, że premier w swoim expose tak sztywno zarysowuje ramy, w których ma funkcjonować dane społeczeństwo. Powstaje oczywiste pytanie - w jaki sposób zamierza nas NORMALIZOWAĆ?
Opowiem Panu o normalności, której jako Przewodnicząca Forum Związków Zawodowych i obywatelka oczekuję.
Polska to kraj płynący umowami na czas określony. Im wyższy procentowy udział takich umów na rynku tym gorzej dla pracownic i pracowników. My mamy jeden z najwyższych w Europie. Czy chciałby Pan, aby Pańskie dzieci pracowały w oparciu o taką formę zatrudnienia, tkwiąc w nieustannym lęku o swoją przyszłość, swoich rodzin? Tacy pracownicy nie mają płatnych nadgodzin czy urlopów. Zastanawiał się Pan z iloma ludźmi pracującymi w ten sposób rozmawiał w ciągu tych trzech lat? Oni nie mają czasu chodzić na wiece i spotkania wyborcze.
Wyobraża Pan sobie taki scenariusz, w którym Pańskie dzieci, np. Pańska córka zostaje pielęgniarką, a syn nauczycielem? Czy normalne jest to, że nie będą mogli utrzymać się z własnej, w dodatku ciężkiej pracy? Taka jest Pańska miara normalności - system, który kształci, wymaga poświęceń, a następnie wyzyskuje - pachnie to Panu normalnością? O ironio, tym ludziom nie zaproponował Pan 4 tysięcy złotych brutto minimalnego wynagrodzenia. Pański rząd nie zechciał zainwestować w usługi publiczne. Tyle Pan mówił o wiarygodności i dotrzymywaniu słowa. Rola Państwa Polskiego w kontekście właśnie usług publicznych jest zapisana w Konstytucji RP i właściwych ustawach. Dlaczego Pan się miga od odpowiedzialności? Czy aby naprawa Rzeczpospolitej w wymiarze reform - służby zdrowia, systemu emerytalnego nie byłaby tym jednym z wielkich projektów, o których Pan w kółko powtarza?
Wciąż popełnia Pan ten sam błąd. Rozmawia Pan jedynie z tymi, którzy głosują na Pańską partię lub znajdują się w potencjalnej grupie wyborców. Dlatego nie odważył się Pan porozmawiać z pracodawcami i centralami związkowymi na temat 30 - krotności. Ta kapitulacja ma szerszy wymiar. Odseparował się Pan od Strajku Nauczycieli - na front wysłał Pan wicepremier Szydło. Pan jedynie, bez kompletnego zrozumienia sytuacji postanowił wezwać nas na Stadion Narodowy. To nie jest normalne, aby w demokratycznym państwie rozmawiać tylko z wybranymi.
Czy to normalne, że Polsce bliżej jest pod kątem nierówności do Rosji, aniżeli do krajów Europy Zachodniej? Otóż, nasz system podatkowy jest wciąż niewystarczająco progresywny. Pan, zamiast otworzyć na ten temat dyskusje, próbował przepchnąć kolanem zniesienie limitu 30 - krotności składek na ZUS. Oczywiście miało się to odbyć rękami posłów - taki tryb nie wymaga przecież konieczności prowadzenia konsultacji. A tak a propos - czy to normalne, że Pański urząd za normalne uznaje praktykę rozmowy wyłącznie z jedną organizacją w Radzie Dialogu Społecznego? Przecież to nie ma nic wspólnego z solidarnością - obojętnie czy napisałabym to słowo z dużej czy małej litery.
Niech Pan przestanie nam mówić jak mamy żyć i weźmie się do ciężkiej pracy na rzecz polskiego społeczeństwa. Tego oczekujemy od normalnego premiera.