W Europie rozpoczyna się ważna dyskusja. Nie, nie mam tu na myśli kwestii dotyczącej praworządności w Polsce. Przed nami debata na temat europejskiej płacy minimalnej. Z punktu widzenia Forum Związków Zawodowych może mieć ona kluczowy wpływ na kierunek, w którym podążymy jako Europejczycy w kolejnych latach.
REKLAMA
Jeszcze niedawno, w kampanii wyborczej rząd obiecywał radykalną podwyżkę minimalnego wynagrodzenia. Docelowo pracownice i pracownicy mieliby otrzymywać minimum nawet 4000 złotych brutto. W trakcie walki o głosy wyborców można powiedzieć wiele. Związki zawodowe, w tym Forum, co do zasady, walczyły o podwyżkę dla najsłabiej zarabiających. Nie zgadzamy się jednak na zaproponowany przez stronę rządową system kształtowania najniższych wynagrodzeń. Strona rządowa, zgodnie z europejskimi standardami powinna w tej sprawie (w szczególności!) rozmawiać nie tylko ze związkowcami, ale również z organizacjami pracodawców. Tak się nie stało, co więcej - wyszło na to, że wysokość płacy minimalnej zamiast stanowić owoc dialogu, stała się narzędziem brutalnej gry politycznej. Nie o liczby tu chodzi, a o sam proces. Równie dobrze możemy założyć, że opłacalnym politycznie byłoby obiecać obniżkę minimalnego wynagrodzenia. Musimy się liczyć z warunkami gospodarczymi, sytuacją panującą na globalnym rynku. Bez wzięcia pod uwagę kwestii stricte merytorycznych wykrzyczana na politycznych konwencjach liczba nie będzie miała odzwierciedlenia w rzeczywistości. A przecież podwyższanie płacy minimalnej ma służyć poprawie jakości życia, a nie odwrotnie.
Od wielu lat Forum Związków Zawodowych proponuje, aby minimalne wynagrodzenie systemowo wynosiło 50% przeciętnej płacy w gospodarce narodowej. W tym roku to się udało. Jak będzie w kolejnych latach? Tego nie wiemy. I właśnie ta niepewność, wynikająca z problemów związanych z trójstronnym dialogiem społecznym powoduje, że skłaniamy się ku europeizacji. Nie dziwi fakt, że kilka państw na propozycję szefowej Komisji Europejskiej, Pani Ursuli von Der Leyen zareagowało negatywnie. Mówimy bowiem o krajach, takich jak Szwecja, w której kultura związkowa jest zupełnie inna. Tam kluczowe sprawy ustala się na drodze poszukiwania konsensusów.
Na forum europejskim padła propozycja, aby europejska płaca minimalna wynosiła 60% przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce narodowej. Dużo? Być może, ale to bardzo dobry wstęp do dyskusji. W efekcie moglibyśmy osiągnąć niebywały sukces. Minimalne wynagrodzenia podążałoby sprawiedliwie za tempem gospodarki. W końcu wybilibyśmy tą groźną broń z ręki polityków.
To nie koniec wyzwań. Jeśli naprawdę chcemy europeizować polski rynek pracy musimy pójść jeszcze dalej. Wyzwanie brzmi następująco - wszystkie zawody powinny zostać objęte waloryzacją względem wskaźnika płacy minimalnej. Na codzień nie zdajemy sobie sprawy ile jest w Polsce zawodów, które na sztandarach niosą postulaty podwyżkowe dotyczące zarobków na minimalnym poziomie. Minimum nie może być luksusem. Minimum jest niepodważalnym standardem. Wiele ostatnio mówimy o naszej obecności w szeroko pojętej Europie. Europejskie standardy dotyczące warunki pracy i płacy są jednym z najważniejszych elementów tej obecności.
