Jako działaczka związkowa cieszę się, że kampania wyborcza nareszcie dobiega końca. Bez względu na to kto za kilka dni wygra wybory, pracownic i pracowników czekają ciężkie czasy. Ostatnie tygodnie pokazały nam, że w pewnym sensie nadal tkwimy w pewnego rodzaju lockdownie. Nie jest to już izolacja, wyłączenie całego systemu w rozumieniu fizycznym, dosłownym. Mamy do czynienia z lockdownem informacyjnym. Kwestie, które w moim głębokim przekonaniu powinny się znaleźć na piedestale debaty publicznej, znalazły się za niewidzialną szybą. Wszyscy widzimy te problemy, a jednak strona rządowa w żaden sposób nie chce lub nie umie ich dotknąć.
REKLAMA
Nie zamierzam wchodzić w dyskusje o kampanii w wymiarze personalnym. Od dawna powtarzam, że aktywny, bezpośredni udział ruchu związkowego w udzielaniu poparcia któremukolwiek z kandydatów czy partii jest niezdrowy i szkodliwy dla interesu pracownic i pracowników. Rolą polityków jest zdobywanie społecznego poparcia, a związki zawodowe mają zgoła inne zadanie - walczyć o prawa zatrudnionych, bez względu na ich wyborcze decyzje. Ruch związkowy w Polsce nie jest spójny ideologiczne, tak jak ma to miejsce w Europie Zachodniej. Cieszy mnie, gdy politycy wskazują na potrzebę rozwiązywania problemów poprzez dialog społeczny. Będę się cieszyć jeszcze bardziej, jeśli za obietnicami pójdą czyny. Na tym polu polska klasa polityczna ma ogromne pole do popisu, bez względu na partyjny rodowód.
Jakie problemy powinniśmy wspólnie rozwiązać? Rząd, jeśli chce być wiarygodny, musi przekazać opinii publicznej pełną informację na temat stanu polskiej gospodarki. Opinia publiczna musi się dowiedzieć o stanie faktycznym i prognozach. Nie możemy wiecznie trwać w tej beznadziei, zderzać się z wykluczającymi się informacjami. Premier Morawiecki miał w zwyczaju co róż ogłaszać rządowe sukcesy, karmić nas narracją o realizacji polskiego snu gospodarczego. A teraz, wraz ze swoimi rządowymi kompanami po prostu zamilkł. Umówmy się - wszyscy zdajemy sobie sprawę, że nie ma winnych nadejścia pandemii koronawirusa. Każdy myślący logicznie człowiek rozumie, że nie będzie nadzwyczaj kolorowo. Poniesiemy koszty tej sytuacji. Tyle, że jak na razie najbardziej kosztowne jest milczenie premiera, bo nie ma nic gorszego niż strata czasu. Wystarczyłoby szczerze opowiedzieć o stanie Państwa Polskiego. Zaproponować strategię. Niech ona się nawet nazywa Plan Morawieckiego 2.0. Mniejsza o leksykę. Umykają kolejne dni, Rada Ministrów się nie zbiera, mówi się o ukrywaniu miliardów złotych deficytu. Po co? Kłamstwo jest zawsze gorsze od prawdy.
A więc po pierwsze - jawność do do sytuacji społeczno - gospodarczej. Wtedy moglibyśmy merytorycznie porozmawiać o minimalnym wynagrodzeniu, zatrudnieniu w szeroko pojętym sektorze finansów publicznych, sytuacji w ochronie zdrowia, górnictwie, transporcie, turystyce, w systemie edukacji i oświaty. To nie są oczekiwania wyborcze czy uprawianie politycznej gry. To są naturalne wymogi, wynikające, brutalnie rzecz ujmując, z zakresu obowiązków urzędników administracji centralnej. Jestem w stanie nawet zaryzykować stwierdzeniem, że tu nie chodzi o jakieś wyższe pobudki, szacunek czy poszanowanie wolności i demokracji. Po prostu - politycy są od rozwiązywania problemów. Mogą to robić lepiej lub gorzej. Nie można jednak w kółko infantylnie chować głowę pod poduszkę licząc, że się będzie niewidocznym. Rząd, przebywając w takiej pozycji naraża nas, Polki i Polaków na niebezpieczeństwo. A my płacimy podatki po to, by czuć się bezpiecznie.
Rozmawiając o powyższych wyzwaniach wymagane są zmiany, albo inaczej, uporządkowanie stanu prawnego, który obecnie przypomina legislacyjne złomowisko. I tu znów - wzbijając się na najwyższe szczyty empatii można było tolerować, że Rząd RP się pogubił i stworzył przepisy, których nawet on sam nie rozumie. Ustawa „antycovidowa”, tj. synteza wszystkich osławionych Tarcz to w efekcie nowa ustawa zasadnicza. Powstaje pytanie o ciągłość tych zapisów, ich rolę w budowaniu tzw. nowej normalności. Kolejne - czy polskie społeczeństwo będzie skazane na życie w kraju, w którym przepisy kończą się na podpunktach „agzsshshshyzvsggdgshsgahzwtsyxbnx”? Nie sądzę, aby to był dobry pomysł. Skoro już weszliśmy na drogę naginania przepisów do rzeczywistości to należałoby nadal nad nimi pracować, upraszczać, planować, myśleć! Bowiem jeśli na dzień dzisiejszy coś stanowi zagrożenie dla stabilności naszej rodzimej gospodarki, to kompletny chaos prawny. On będzie hamować procesy rozwojowe, usprawiedliwiać nieprawidłowości, pozbawiać możliwości ubiegania się o prawa, zniechęcać do inwestycji. Wspólne planowanie zmian w systemie prawnym wiąże się również z nadejściem tzw. drugiej fali zachorowań. Pracownicom i pracownikom należy się informacja dotycząca planów Rządu RP dotyczących rozwiązań w zakresie szeroko pojętego bezpieczeństwa. Albo niech premier Morawiecki ogłosi, że tym razem mamy sobie radzić sami, bo koronawirus to przecież choroba jak każda inna.
Rząd milczy także w sprawie Europejskiego Planu Odbudowy, budżetu unijnego na lata 2021 - 2027. Mowa tu o ogromnych środkach, które mają podlegać redystrybucji, ratować miejsca pracy i wspierać polskie firmy. Kiedy świat nieustannie prowadzi debatę (ponad podziałami) na temat poukładania relacji społeczno - gospodarczych, przyszłości świata pracy, roli pracy zdalnej, cyfryzacji, kwestii klimatycznych, my Polska, lubujemy się w tematach zastępczych, a czasem nawet zastępujących zastępcze. Rząd wyłączył narzędzie do rozwiązywania problemów, a jest nim dialog społeczny. Najgorsze jest jednak to, że nie wskazał żadnego innego. W niedzielę niech każdy decyduje wedle własnego sumienia. Od początku przyszłego tygodnia czeka nas powrót do normalności. Razem zdecydujemy, przez które drzwi należy przejść.
