Ostatnie wydarzenia na polskiej scenie politycznej z pewnością stanowią pożywny pokarm medialny, w sposób bardzo prosty angażują szeroko pojętą opinię publiczną. Te dosyć nieskomplikowane emocje, mnogość niewiadomych, rozmycie się dotąd przewidywalnych scenariuszy pochłonęło nasze społeczeństwo bez reszty. Powstała wręcz pewna zasłona dymna, która przysłoniła cały szereg problemów dotyczących naszej wspólnej przyszłości. Nie piszę tego z jakąkolwiek goryczą, po prostu to nie jest tak, że jak się o czymś nie rozmawia, to sprawy do załatwienia wyparowują. One zostaną załatwione, ale bez kontroli, nadzoru medialnego, niekoniecznie będą zrealizowane należycie.
REKLAMA
Zacznę od tego, że tam, za obłokami wspomnianego dymu toczy się zażarta dyskusja na temat budżetu Państwa Polskiego na rok 2022. Zapewne nie wiecie, że strona rządowa, owszem, ma założenia do budżetu, ale nie uwzględniają one dwóch kluczowych zmiennych - Krajowego Planu Odbudowy i idącego w ślad za nim Polskiego Ładu. Ten ruch, żeby dać do konsultacji społecznych projekt, który za moment ulegnie bezwzględnej dezaktualizacji nie jest moim zdaniem przypadkowy. Po pierwsze - Zjednoczona Prawica nie dogotowała ziemniaka w postaci spójnych propozycji dotyczących systemu podatkowego. On co prawda parzy, ale wszystko wskazuje na to, że w środku jest surowy, więc nie można go podać na stół. Po drugie, jak to w Polsce bywa, lepiej jest coś przekonsultować na zasadach odbębnienia, a potem robić swoje. I w końcu, nikt nie jest w stanie przewidzieć realnego zakończenia pandemii, o ile w ogóle do niego dojdzie w perspektywie kolejnych kilku lat. Każda kolejna fala to ogromny koszt dla budżetu. Ostatecznie mamy więc przed sobą papier, na którym ktoś coś napisał, zaplanował, wszyscy wiedzą, że to jest bujda na resorach. Tyle, że za kilka miesięcy żaden z urzędników, wiceministrów, ministrów najprawdopodobniej nie powróci do konsultacji z partnerami społecznymi. Czeka nasz rekordowy zastrzyk gotówki, który władza przyjmie bez większego nadzoru.
Wygląda na to, że Polski Ład będzie realizowany, o ile w ogóle, na zasadach pobieżnego, pospiesznego, chaotycznego uprzątania bardzo zabałaganionej rzeczywistości. Polski system podatkowy, ochrony zdrowia, emerytalny, wspominałam o tym na łamach NaTemat po wielokroć, wymaga długofalowych reform i tytanicznego wysiłku, który należy włożyć w dialog z kluczowymi partnerami. Tymczasem jedyną osobą (NIESTETY), która daje temu całemu przedsięwzięciu twarz, jest prezes PiS, Pan Jarosław Kaczyński. To jest jedyny polityk, który w typowym dla siebie stylu broni tych propozycji w odniesieniu do argumentów znaczącej, moim skromnym zdaniem, rosnącej części społeczeństwa. Premier Morawiecki może i jeździ po kraju, może i organizuje meetingi rodem z Amwaya, zachwalając nową koncepcje, jednak czyni to raczej w formule opartej na monologu, akwizycji, odśpiewywania pieśni ludowej! Ja bym naprawdę chciała, aby w końcu ktoś zorganizował debatę, np. w Radzie Dialogu Społecznego i powiedział ile i dlaczego. Może to być Pan Jarosław Kaczyński jeśli czuje się na siłach. Może to być Pan Patkowski. Niech to będzie ktokolwiek kto ma odrobinę wiedzy i trochę odwagi. Potrzebujemy dyskusji na temat progresji podatkowej, prawa pracy, emerytur i ochrony zdrowia. Generalnie ona musi się odbyć w wymiarze holistycznym, bo wszystkie te elementy całego systemu są ze sobą powiązane. To jest zresztą największa zaleta Polskiego Ładu jako substancji, na której można zacząć pracować, niekoniecznie ją wdrażać w zaprezentowanym brzmieniu.
Polski Ład miałby szansę, za rok, a może szybciej, stać się nową strategią transformacyjną. Skutki pandemii nakazują nam bowiem myśleć poza utartymi schematami. Powinniśmy chcieć zmienić na jednym boisku wszystkie elementy gier - politycznej, społecznej, rynkowej i monetarnej. One się muszą nanieść na te dziedziny życia obywateli, o których pisałam powyżej. To jest swoista lekcja o adaptacji, którą albo wspólnie przejdziemy, dostrzegając reformatywną rolę dialogu społecznego, albo nie, wówczas dystans pomiędzy władzą, a obywatelami i gospodarką stanie się barierą nie do pokonania. Wydaje się, że w tej chwili nie chodzi tylko o budowanie modelu pozornie zrównoważonego wzrostu. Gra toczy się o nasze przetrwanie w nowej rzeczywistości, w obliczu pokaźnej gromady zagrożeń - braku bezpieczeństwa energetycznego, niskiej wydolności systemu ochrony zdrowia, niskiej zastępowalności pokoleniowej, bańki rynku mieszkaniowego, deficytów kadrowych w szeroko pojętej sferze publicznej. Dlatego właśnie Polski Ład jest zaledwie, a może aż preludium do wyjścia z pułapek, które w wymiarze wad konstrukcyjnych polskiej struktury politycznej zasadzamy na siebie od dziesięcioleci. Teraz przychodzi nam się mierzyć z resztą świata będąc jednocześnie w w stanie ogólnego wyczerpania społecznego organizmu. I być może dlatego Rząd RP nie ma odwagi zmierzyć się z narastającym problemem inflacyjnym? Być może ten rodzaj społeczno - politycznego wycieńczenia. ta swego rodzaju dekompozycja naczelnej opowieści o Polsce solidarnej i sprawiedliwej doprowadziła do momentu, w którym praca przestaje być wartością i dlatego Rząd zamraża wskaźnik wynagrodzeń w Państwowej Sferze Budżetowej?
