Obecna formuła dyskusji o Polskim Ładzie się wyczerpała. Każdy już chyba wie, nawet jego architekci, że to nie była i nie jest najlepiej realizowana reforma systemu podatkowego. Nie ma sensu się więc pastwić nad pokonanymi. A poza tym, wcale nie odczuwam satysfakcji z tego, że Forum Związków Zawodowych miało rację. Już na etapie założeń wskazywaliśmy, że proponowane zmiany nie mają nic wspólnego ideą z prezentowaną na rządowych bilbordach i plakatach. Zasadnicze pytanie brzmi - co dalej?
REKLAMA
Dwa elementy, a w zasadzie - dwie intencje wypływające z całego tego przedsięwzięcia mają sens. To oczywiście kwestia wprowadzenia w życie idei kwoty wolnej od podatku dochodowego oraz podniesienie drugiego progu podatkowego do 120 000 złotych. W tych dwóch sprawach strona pracowników i pracodawców zasadniczo mówiła jednym głosem. Od kilku lat wszyscy tego oczekiwaliśmy, tj. ulżenia słabiej zarabiającym i urealnienia progów. Czy to się rządowi udało? Nie do końca.
Po pierwsze, w Polsce nadal nie prawdziwej kwoty wolnej od podatku. Nie dajcie się nabrać na rządową narrację. Obecnie wprowadzono kwotę zwolnioną z podatku dochodowego do 30 000 złotych, którą należy traktować jako instrument amortyzujący, uwaga, WZROST podstawy opodatkowania. Intencją ustawodawcy nie było realne odwrócenie degresywnej istoty systemu, a zwiększenie wpływu do Narodowego Funduszu Zdrowia. Nie mam już dziś żadnych wątpliwości, że ośrodek decyzyjny najpierw wymyślił, ażeby uniemożliwić odliczenie części podstawy wymiaru składki zdrowotnej od zaliczki na podatek dochodowy a dopiero później, widząc co się może wydarzyć, postanowił ulżyć podatnikowi poprzez możliwość niepłacenia podatku dochodowego do kwoty 30 000 złotych. Nie ma więc mowy o „kwocie wolnej na europejskim poziomie” jak to sugerowały komunikaty lansowane przez stronę rządową. Tak czy inaczej, zapłacisz 9% podatku zdrowotnego plus składki na ZUS.
A ulga dla klasy średniej? Wydaje się, że to bardzo podobna historia. Ustawodawca nie przewidział realnych skutków reformy, ponieważ przypuszczam, że nie miał aktualnych danych dotyczących struktury zarobków i nie znał, o dziwo, ich specyfiki w poszczególnych grupach zawodowych. Z informacji, które nasza centrala otrzymała należy mniemać, że owszem, resort finansów waloryzuje dane o wysokości płac Polek i Polaków, ale te osławione 18 milionów (słownie: osiemnaście) ludzi mających skorzystać na reformie jawią nam się dzisiaj jako topniejąca w zastraszającym tempie góra lodowa. I stąd ta ulga, która podobnie jak „kwota wolna na europejskim poziomie”, ma amortyzować straty w stosunku do roku poprzedniego. Ministerstwo finansów popełniło rażące błędy nie tylko na etapie konstrukcji ale przede wszystkim w momencie ustalania kto zyska, straci, a dla kogo zmiany będą obojętne. Swoją drogą bardzo ciekawym jest, jak wprowadzone w ciągu ostatnich 40 dni 29 (słownie: dwadzieścia dziewięć) nowelizacji nowelizacji ustawy podatkowej „Polski Ład” zmieniło obraz wpływów do budżetu.
Minister Soboń zapowiada kolejne poprawki. Obawiam się jednak, że poprawki będą gonić poprawki. A każda kolejna wprowadza dodatkowy chaos informacyjny, niepewność i lęk. Szczególnie wśród dwóch grup - emerytów i osób, które wykonują swój zawód poprzez pracę w kilku miejscach. Ci pierwsi nie rozumieją dlaczego Państwo Polskiego sięgnęło do ich kieszeni. I co z tego, że premier Morawiecki jednak wypłaci 14 - stą emeryturę? To nie zmienia faktu, że ktoś kto chce dorabiać do emerytury jest narażony na straty. To po prostu nie w porządku. Ci drudzy z kolei obawiają się nie tyle strat co kompletnie nieprzewidywalnej przyszłości. Dodajmy do tego trwająca pandemię, inflację i podnoszenie stóp procentowych. Państwo Polskie zamiast „uładzić” to zamgliło sytuacje do reszty.
Rząd, o ile chciałby choć na chwilę rozstać się z wyborczym imperatywem, powinien czym prędzej poinformować ile do budżetu trafiło w wyniku zeszłorocznego wzrostu inflacji, choćby z tytułu wpływu z VAT. Ponadto, powinniśmy wiedzieć ile tych środków trafi do państwowego skarbca w tym roku. Dlatego, że jedynym słusznym rozwiązaniem jest dziś pozostanie kwoty wolnej od podatku z prawdziwego zdarzenia, podniesienie progów i w końcu - rozpoczęcie uczciwej dyskusji na temat docelowego systemu podatkowego. Takiego, który jest czytelny, sprawiedliwy i daje poczucie stabilności. W zakresie finansów publicznych i społecznym.
To się Polkom i Polakom po prostu należy.
