O autorze
Autorka jest menadżerką, blogerką, podróżniczką oraz współwłaścicielką serwisów wegańskich www.pureveg.pl i www.tempehmake.com.

Fascynuje się roślinna kuchnią, zbiera opowieści o miejscach i żyjących w nich ludziach. Spisuje je i podaje dalej.

Kraj, do którego może jeździć bez końca - Indie.  Składnik potraw, który zawsze ma w lodówce - tempeh. Najważniejszy moment każdego dnia - poranny spacer z psem.

Victoria I Midhun - nowożeńcy z Kerali o swoim życiu, ślubie i zwyczajach ślubnych w Indiach.

Victoria i Midhun Paniadima  - zdjęcie ślubne
Victoria i Midhun Paniadima - zdjęcie ślubne fot: Delvin (album ślubny państwa Paniadima)
W Indiach małżeństwa nadal są aranżowane. Jedynie 5% procent małżeństw zawieranych jest pomiędzy kastami. To niedużo biorąc pod uwagę fakt, że dziewczyny i chłopcy uczą się w tych samych szkołach, studiują na tych samych uczelniach, pracują w tych samych bankach czy szpitalach. Tylko 30% małżeństw zawierana jest z inicjatywy narzeczonych. Pozostałe to efekt działań rodziców, zabiegi krewnych czy przyjaciół Młodej Pary.



Midhun Paniadima – rykszarz z Kerali. Od niedawna żonaty. Rozmawiam z nim i jego młodą żoną Victorią o ślubie, zwyczajach ślubnych i ich planach na przyszłość.


Victoria, Midhun - kilka miesięcy temu wzięliście ślub. Jak doszło do tego ślubu? Poznaliście się, zakochaliście w sobie i postanowiliście się pobrać?

Midhun: Ha, ha, ha no, niezupełnie. Co prawda znaliśmy się wcześniej.
5-6 lat temu siostra Victorii wyszła za mojego kuzyna. Victoria odwiedzała czasem siostrę i wtedy się widywaliśmy. Rozmawialiśmy ze sobą, ale tak, po przyjacielsku.

No więc jak doszło do małżeństwa?

Midhun: Jakiś rok przed ślubem przyszedł do mnie kuzyn i zapytał czy mam dziewczynę. Przyznałem, że nie i wtedy spytał czy nie ożeniłbym się z siostrą jego żony. Oczywiście nie odpowiedziałem ani tak, ani nie (u nas chłopak sam nie wybiera sobie żony). Powiedziałem tylko, że jeśli rodzice Victorii omówią to z moimi rodzicami, a moi rodzice zgodzą się, to ja też powiem „tak”.
Pewnego wieczora rodzice spytali mnie czy chciałbym poślubić Victorię. Odpowiedziałem, że lubię ją i że tak, chcę się z nią ożenić.
Jednak do ślubu nie doszło od razu. Pobraliśmy się dokładnie rok później. Ale to wtedy wszyscy zaczęliśmy o tym myśleć, rozmawiać. To wtedy zapadały decyzje.


To Wasza historia. A jak to zwykle wygląda w Waszej kulturze? To właśnie rodzice przyprowadzają narzeczoną czy narzeczonego czy może proszą o pomoc swata? Kiedyś widziałam w gazecie ogłoszenia zamieszczane przez rodziców, opisujące wykształcenie i zalety córki.


Midhun: Mieszkamy w małej, rybackiej, nadmorskiej wiosce. Mamy swoje zwyczaje, u nas nie posyła się po swata. Mogą się zdarzyć dwie różne sytuacje.
Jeśli dziewczyna i chłopak znają się i kochają, to rozmawiają ze swoimi rodzinami i wtedy rodziny zaczynają aranżować małżeństwo. Jeśli młodzi nie mają narzeczonych, wtedy rodzice dziewczyny szukają dla niej chłopaka. Tutaj u nas przyjęte jest, że to rodzina dziewczyny szuka chłopaka, nie odwrotnie.


Victoria, dla każdej dziewczyny na całym świecie, wyjście za mąż to ogromne przeżycie. Jak wspominasz przygotowania do ślubu i sam ślub?

Victoria: Ha, ha, ha i tu się zdziwisz. Nie pamiętam nic z tego co działo się na tydzień przed ślubem.
To dlatego, że przed ślubem zachorowałam na dur brzuszny i leżałam w szpitalu, w gorączce.
Nawet w dniu ślubu byłam jeszcze rano w szpitalu, podawali mi leki, dostawałam zastrzyki. Prosto ze szpitala pojechaliśmy do kościoła.
Lekarz radził, żebym przez tydzień odpoczywała i oszczędzała się.
Ha, ha, ha wyobrażasz sobie odpoczywanie i oszczędzanie się w tym dniu?


No tak, wspomnienia panny młodej w gorączce z durem brzusznym to rzeczywiście rzadkość.
No a sam ślub? Jak celebrowane są śluby w Waszej wiosce?


Midhun: W dniu ślubu, gdy narzeczony jest już gotowy do wyjścia, czekają na niego starsi członkowie rodziny, krewni, rodzice. Wszyscy kolejno błogosławią go, a potem całą grupą kierują się w stronę domu narzeczonej. Pan Młody idzie na czele orszaku.
W tym czasie, w domu Panny Młodej odbywa się to samo. Starsza część rodziny, krewni, rodzice błogosławią Pannę Młodą.
Gdy orszak Pana Młodego podejdzie pod dom Panny Młodej, wychodzi do nich brat Panny Młodej i zaprasza narzeczonego.
W tym czasie siostra Pana Młodego wchodzi do domu rodziców dziewczyny i namawia ją do wyjścia na zewnątrz. Narzeczeni spotykają się, następnie dołączają do nich obie rodziny, a na koniec wszyscy razem idą kościoła.(Victoria i Midhun są katolikami i brali ślub w kościele katolickim-D. Jaworska)
Msza ślubna trwa około półtorej godziny.
Podczas ceremonii Panna Młoda daje mężowi obrączkę, a on jej – łańcuch ślubny.

No proszę, ozdobny łańcuch ślubny! To mi przypomina, że chciałam zapytać Was o posag. Bo rozumiem, że ślubom w Indiach towarzyszy dawanie posagu?

Midhun: Hmm, no tak.

No widzę Twój brak entuzjazmu gdy pytam o posag. Dlatego nie zapytam o WASZ posag, to chyba zbyt osobiste pytanie, ale jak to w ogóle jest z posagami w Indiach?
Midhun: Mówi się, że jak mąż jest zatrudniony na państwowej posadzie, to jego rodzice oczekują wyższego posagu. Jak jest wojskowym – to jeszcze większego, a wszystko po to żeby żona dostatniej żyła po jego śmierci, ha, ha, ha

A poważnie, czym jest posag w Indiach?

Midhun: Śmieję się, ale właściwie mówię całkiem poważnie. Wysokość posagu nie jest stała. Zależy od zamożności rodzin, od pozycji i przychodów Pana Młodego. Im wyższe dochody przyszłego męża– tym wyższy posag przekazują rodzice narzeczonej.
Na koniec, najważniejsze jednak zawsze jest to, co uzgodnią rodziny.

A co może być posagiem i co się z nim dalej dzieje?

Midhun: Czasem to są pieniądze, a czasem ziemia czy inne ruchomości lub nieruchomości. Wreszcie mogą to być też zarówno pieniądze jak i nieruchomości – znowu, wszystko zależy od uzgodnienia rodzin.
Część pieniędzy z posagu rodzice Pana Młodego wykorzystują na sfinansowanie uroczystości ślubnych. Resztę – dostają młodzi. Poza tym co zdołał zgromadzić narzeczony i co oboje dostali od rodziców czy krewnych w prezencie, to właśnie pieniądze, nieruchomości czy inne dobra z posagu są majątkiem ma start dla nowej rodziny.

Victoria, po ślubie przeprowadziłaś się do męża i jego rodziny. Jak ci się żyje? Czym się zajmujesz w domu?

Victoria: Jak już wiesz, znałam rodzinę Midhuna przed ślubem, nie byłam więc onieśmielona gdy zamieszkałam w ich domu.
Ponieważ nie gotuję najlepiej, uczę się od teściowej i siostry Midhuna kolejnych potraw. Poza tym sprzątam i pomagam przygotowywać posiłki.
Dobrze się tu czuję i lubię moje życie w nowym domu.

Victorio, jeszcze jedno pytanie do Ciebie. Wiem, że jesteś pielęgniarką i miałaś jakiś problem z rozpoczęciem pracy w Kerali. Pracujesz już?

Victoria: Tak, miałam problem z rozpoczęciem pracy ponieważ uczyłam się i zdobyłam dyplom poza stanem Kerala. Na terenie Kerali mój certyfikat nie był ważny. Nie mogłam rozpocząć pracy w okolicy.
Musiałam najpierw zarejestrować certyfikat na Uniwersytecie Keralskim. Ale już to zrobiłam i teraz pracuję jako pielęgniarka niedaleko Trivandrum, zaledwie 10 km od domu.

A co dalej z pracą? Myślałaś o tym czy po urodzeniu dzieci wrócisz do pracy?

Victoria: Oczywiście, że myślałam i wiem, że po urodzeniu dzieci nie wrócę do pracy. Będę wtedy przeciez pracować w domu. Dla męża i dzieci.



Midhun, opowiadałeś mi kiedyś jak spędzasz weekendy z kolegami, co zmieniło się w Twoim życiu po ślubie?

Midhun: Przedtem jak wiesz spotykałem się ze znajomymi, jeździliśmy na wycieczki, robiliśmy pikniki na plaży, oglądaliśmy filmy.
Teraz nie jestem sam – mam żonę, którą zabieram w różne miejsca. Mam rodzinę, próbuję więcej zarabiać i oszczędzać na rodzinę.

Ciężko jest w Indiach, w Twojej wiosce utrzymać się młodej, nowo założonej rodzinie?

Midhun: Na razie sobie radzimy. Nie mieliśmy większych problemów, ale wiadomo jakie jest życie (raz jest sezon, raz poza sezonem, ha, ha, ha ), kto wie co przyniesie przyszłość.

A właśnie, wspomniałeś o sezonie – właśnie trwa. Mieszkasz w pięknym, turystycznym regionie Indii, jeździsz rykszą, wozisz turystów. Co im pokazujesz w okolicy? Mi, jak pamiętam pokazywałeś domy do wynajęcia na wybrzeżu, w okolicach Kovalam.

Midhun: Tak, Kerala to niezwykłe miejsce. Właściwie jest tu wszystko co tylko chciałoby się zobaczyć: Backwater z którego słynie Kerala, ale też rybackie wioski, zabytki, świątynie i kościoły, ogrody, muzea, można odwiedzić latarnię morską w Kovalam, co krok są sklepy z przyprawami. Okolica jest naszpikowana spa i miejscami praktykującymi ajurwedę, oferującymi masaże ajurwedyjskie,
Kto lubi, może skorzystać z jazdy konnej, jazdy na słoniach......

Wygląda też na to, że jesteś po części rykszarzem, po części przewodnikiem i promotorem swojej okolicy. Pewnie nie ma takiego miejsca , którego byś tu nie znał.
Jak już ktoś przyjedzie do Kerali i zapuści się w okolice Trivadurum, Kovalam czy Chowary na południowo zachodnim wybrzeżu czy może się z Tobą skontaktować i prosić o pokazanie okolicy?


Midhun: Zawsze – zachęcam każdego do kontaktu. Chętnie pokażę bliższą i dalsza okolicę.

A jak można Cię znaleźć?

Kontakt ze mną jest bardzo prosty – wystarczy zadzwonić. Mój numer (+91) 9961443632. Mam też profil na facebooku. Zapraszam wszystkich.

Victoria, Midhun dziękuję za rozmowę. Życzę Wam dużo szczęścia na nowej drodze życia. Midhun – Tobie życzę wielu nowych turystów.
Victoria i Midhun: Dziękujemy i do zobaczenia w Indiach.