O autorze
Autorka jest menadżerką, blogerką, podróżniczką oraz współwłaścicielką serwisów wegańskich www.pureveg.pl i www.tempehmake.com.

Fascynuje się roślinna kuchnią, zbiera opowieści o miejscach i żyjących w nich ludziach. Spisuje je i podaje dalej.

Kraj, do którego może jeździć bez końca - Indie.  Składnik potraw, który zawsze ma w lodówce - tempeh. Najważniejszy moment każdego dnia - poranny spacer z psem.

Tysiąc mil autobusem po Indiach

Autobus z Palitana do Ahmadabad, Indie Foto: D. Jaworska
Mamy bilet na autobus, kiść bananów i dwa litry wody na drogę. Stoimi na skraju zakurzonej drogi, tuż przy baraku z dumnym szyldem "Travel Agency" gdzieś na obrzeżach Bombaju i czekamy na transport. Podjeżdża autobus. Wygląda przyzwoicie, jak zwykły, piętrowy sleeping bus. Wsiadamy do środka i zajmujemy miejsce w naszej własnej Komnacie Maharadżów z zaslonami w oknach i przy wejściu, dywanem na podłodze oraz telewizorem na ścianie. Tak, właśnie komnatę maharadżów przywodzi na myśl miejsce, w którym się znaleźlisśmy, i które przez prawie dobę będzie naszym domem.



Autobus, typu sleeping bus 2x1 jest wypełniony miejscami leżącymi. Pojedyńczymi po prawej stronie idąc w głąb od wejścia przy kabinie kierowców i podwójnymi po lewej.
Miejscówki rozlokowane są na dwóch poziomach: dolnym i górnym. Nasze górne mejsca nr 19 i 20 to zwykły podest, ot deska wyłożona chodnikiem, niebieskie zasłony przy wejściu i w oknach, półka na buty wiszącą na ścianie i ekran LCD zawieszony bezpośrednio nad półką. Na tym ekranie wieczorem, dla umilenia podróży zostanie centralnie puszczony film karate.


Zajmujemy miejsca. Lokujemy się, wyjmujemy śpiwory, własne podróżne poduszki (oczywiście podzuszki, śpiwory warto mieć).
Takie autobusy, znamy z poprzednich podróży.
Uwielbiam je. Są jak wlasny kamper. Z tym, że nie trzeba martwić się prowadzeniem, tankowaniem, opłatami drogowymi. Można sobie leżeć i z góry obserwować drogę.
A jest na co patrzeć!
Choćby ta ciężarówka wioząca gruz, jakieś narzędzia do prac drogowych i śpiącego robotnika. Teraz odpoczywa, śpi, bo jak dojedzie na miejsce, to będzie już tylko pracował.
Albo te slamsy ulokowane wzdłóż torów, niewidoczne z peronów mijanego dworca.
No a dzieci bawiące się pod wiaduktem, pomiedzy dwoma pasami ruchu. Całkiem same i bez opieki, bo rodzice pewnie gdzieś w mieście wykonując różne prace próbują zarobić na kolację.
- "Jak, same i bez opieki!" - zaprotestowałaby troskliwa matka -"Przecież są pod opieką starszej siostry!"
Tak, dwu i trzylatek pod opieką pięciolatki.



Podróż autobusem dalekobieżnym przez Indie to także postoje.
To ważne i trudne przystanki. Ważne, bo podróżni mają swoje potrzeby. Trudne, bo toalety w Indiach znane są ze szczególnych warunków estetycznych i sanitarnych.
Co 3-4 godziny autobus zatrzymuje się i gdyby nie świadomość, że kolejny przystanek będzie dopiero za parę godzin i zatrzyma sie w podobnym miejscu oraz desperacka myśl "ZA NIC NIE WYTRZYMAM!" to pewnie nie wysiadałabym.
A tak wysiadam. I idę w te miejsca, które pokazały mi, że potrafię naprawdę długo wytrzymać "na wdechu".

Z reguły toalety na postojach autobusowych są typu INDIAN STYLE tj. dziura w ziemi. Z czasem uczę sie, że oby tylko takie były, bo z reguły są czystsze niż WESTERN STYLE.
No i nie są takie złe w porównaniu z toaletami OPEN SPACE.
To naprawde mocne przeżycie, gdy wchodzisz do toalety damskiej a tam kucająca kobieta i obok miejsca na jeszcze kilka kucających kobiet.
Na szczęście w toaletach open space są także jedna-dwie kabiny z dziurą w ziemi.
Przy okazji i poza tymi toaletowymi postojami są dłuższe postoje na posiłek. Miejsca postojów wszędzie są podobne. Ciekawe, barwne, pełne podrożnych z wielu autobusów zatrzymujących się w tym samym miejscu i pełne aromatów przypraw podawanych tam dań.
Z reguły w takich miejscach jest jeden duży bar serwujący kilka prostych i szybkich dań, jakies samosy z sosami, pakory smażone w głębokim tłuszczu, sambar z ryżem i naany. Jest osobne okienko serwujace masala tea.
Są stoiska ze słodyczami, jakiś kramik, na którym sprzedawca praży orzeszki i sprzedaje je w rożkach z gazety czy inny, na którym sprzedawca miesza chrupki i soczewicę z sosami, drobno pokrojonymi pomidorami, cebulą i kolendrą. Czasem jest też stoisko z pamiątkami czy zabawkami.



Pamiętam jeden szczególny postój (nie podczas tej podróży, to było kilka lat temu), gdy w środku nocy podjechaliśmy pod ciemny, opuszczony budynek.
I jeszcz zanim autobus stanął, rozbłysły światła, z łóżek porozstawianych na zapleczu zaczęli wstawać ludzie i poprawiając koszule biegli do swoich garnków, rozpalali ogień, przelewali i filtrowali herbatę, przygotowywali się do obsługi podróżnych.
A podróżni od razu ustawili się w kolejce przy okienku, inni zajęli miejsca przy stołach. Po pół godzinie, zanim autobus odjechał z parkingu, obsługa już gasiła światła i wracała do łóżek na zapleczu.

Nie ma lepszego sposobu poznania kraju, ludzi, ich zwyczajów i zachowań jak wybrać się gdzieś korzystając z lokalnych środków transportu. Nie tylko autobusu. Wiem coś o tym. Piszę te słowa siedząc na górnej pryczy sleepera. Jadę właśnie nocnym pociągiem z Ahmabadadu do Jodhpuru i słucham melodyjnego "czaj, czaj" sprzedawców herbaty przechodzących przez wagony.
No ale jazda pociągiem po Indiach to już zupełnie inna historia.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
0 0O pracy w tym miejscu marzą setki osób. Tylko oferta dla stolarza wzbudziła drwiny
Bella Happy Pants 0 0Mniej powodów do zmartwień. 5 gadżetów – twoje dziecko będzie bezpieczniejsze
0 0Powiedzieli "sprawdzam". Oto, co się stało ze 100 obietnicami partii Kaczyńskiego
0 0Przestajemy wierzyć, że może być inaczej. Polacy wiedzą, kto wygra wybory
WYBORY2019 0 0Pozwolił powiesić plakaty kandydata PiS i teraz żałuje. "Popełniłem błąd i właśnie za niego płacę"
0 0Parodiował niepełnosprawnych? Pszoniak: Trzeba się puknąć w głowę!