O autorze
Autorka jest menadżerką, blogerką, podróżniczką oraz współwłaścicielką serwisów wegańskich www.pureveg.pl i www.tempehmake.com.

Fascynuje się roślinna kuchnią, zbiera opowieści o miejscach i żyjących w nich ludziach. Spisuje je i podaje dalej.

Kraj, do którego może jeździć bez końca - Indie.  Składnik potraw, który zawsze ma w lodówce - tempeh. Najważniejszy moment każdego dnia - poranny spacer z psem.

Make My Trip - jak wspomagać przedsiębiorczość w Indiach.

Przedsiębiorczość w Indiach ma własne, niepowtarzalne oblicze. I daje ogromne możliwości . Można  prowadzić agencję turystyczną nie majac komputera, dostępu do internetu czy drukarki. Wystarczy mieć nieco rozgarniętych klientów i przyjaciela w miescie.
Przedsiębiorczość w Indiach ma własne, niepowtarzalne oblicze. I daje ogromne możliwości . Można prowadzić agencję turystyczną nie majac komputera, dostępu do internetu czy drukarki. Wystarczy mieć nieco rozgarniętych klientów i przyjaciela w miescie. Foto: D.Jaworska
Make My Trip to portal, poprzez który można łatwo kupić bilety na połączenia lotnicze, kolejowe, autobusowe czy zarezerwować hotel w Indiach i innych krajach Azji. Korzystałam z Make My Trip już wcześniej rezerwując bilety na samolot. Także przygotowując się do obecnej podróży kupilam tu bilety na kilka połączeń lotniczych z Indii na Sri Lankę, na Malediwy i z powrotem do Indii. Gdy jeszcze w Warszawie sprawdzałam możliwości przedostania się z Bombaju do małej, nikomu nieznanej miejscowości Palitana, leżącej na skraju stanu Gujarat, trafiłam oczywiście także na Make My Trip.



I znalazłam, jest bilet którego szukałam! Teraz wystarczy tylko go kupić.
Niestety, nie było to takie proste jak w przypadku biletu na samolot.
Znalazłam połączenie, wpisałam dane podróżnych, wybrałam nawet miejsca, ale gdy przyszło do płacenia pojawił sie problem.
Próbowałam zapłacić kartą, przelewem walutowym, znalazłam nawet opcje PayU ( choć w wersji PayU India). W każdym przypadku dostawałam odmowę. Akceptowane były tylko płatności lokalnymi kartami czy przelewy z lokalnych rachunków bankowych.
To tym dziwniejsze, że w przypadku biletów lotniczych nie trafiałam na taką barierę.


W rezultacie, nie było innej możliwości jak starać się kupić ten bilet bezpośrednio w w Indiach.
Moje doświadczenia z próbami kupienia biletu w Internecie okazały się jednak przydatne.

Koło hotelu znaleźliśmy biuro turystyczne, które - jak mówił szyld - zajmuje się także rezerwacją biletów na autobusy.
Wchodzimy, a tam biurko i nic więcej. Žadnego komputera, żadnego telefonu. Za biurkiem siedzi młody mężczyzna i klika w komórkę.

Pytamy o bilety autobusowe. -"Oczywiście, a dokąd chcecie jechać, wszystkie bilety są"
-"Do Palitana w stanie Gujarat"
-"?"
-Jest autobus, wiem, z Make My Trip, że odjeżdża z Bombaju, chcemy jechać jutro.
Człowiek nerwowo postukał w klawisze komórki. -"Chwilowo nie mam internetu. A co to za autobus? - zaczął dopytywać.
Podaję mu wszystkie dane, które zapamiętałam z moich prób kupienia tego biletu. Nazwę firmy transportowej, godzinę odjazdu, miejsce odjazdu. Wystarczy kupić i zapłacić lokalnie.
-"Bilet kosztuje 900 rupii " - mówię na koniec.
-"1500" - proponuje
-"1200" -zbijam cenę
-"Dobra. 1200. Zapłaćcie mi teraz i wróćcie za pół godziny, będę miał dla was bilety.


Wychodzimy wszyscy razem. Mężczyzna wsiada na motor i odjeżdża.
Gdy wracamy po godzinie on już jest. Wręcza nam kartkę A4 z wydrukiem biletów. Sprawdzam. Wszystko sie zgadza, miejsce przeznaczenia, data, godzina.

Mężczyzna bierze kartke, delikatnie składa na trzy i wsuwa do koperty.

Potem, gdy kilkakrotnie wyjmuję bilet z koperty zanim wsiadziemy do autobusu (bo trzeba pokazać go rikszarzowi, żeby zobaczył miejsce odjazdu oraz pilotowi, który przewozi nas z naszego miejsca zbiórki do ostatecznego miejsca odjazdu autobusu, a potem kierowcy), orientuję się dlaczego z biletem trzeba obchodzić się delikatnie.
Został wydrukowany na drukarce z napełnianym ręcznie tonerem i kaźde wyjęcie z koperty i rozłożenie kartki powoduje osypywanie się tuszu i stopniowe znikanie biletu. Jeszcze jedno - dwa wyjęcia i zostałaby biała kartka.


Morał tej opowieści jest taki, że może właściciel przedsiębiorstwa turystycznego w którym kupowaliśmy bilet nie ma internetu, może nie potrafi sprawdzić biletów, ale ma za to klientów, którzy wiedza wszystko o bilecie i przyjaciela gdzieś tam w mieście, który nie tylko ma internet, ale też drukarkę i dzięki temu może prowadzić swój biznes i mieć nawet po 300 rupii czyli 30 procent marży na bilecie.