
Już koło czwartej rano autobus zaczął pustoszeć, a do Palitany mieliśmy dojechać dopiero około szóstej. Z grupy podróżnych, z ktorymi całą noc jechaliśmy z Bombaju, wkrótce zostaliśmy tylko my. Autobus przystawał od czasu do czasu w mijanych wioskach i zabierał lokalnych podróżnych z dziećmi i pakunkami. Dzieci biegały po autobusie i wskakiwały na dolne łóżka sleeping busa, chowały sie za zasłonkami i znowu wyskakiwały wprost na siebie. Dużo było przy tym krzyku i śmiechu. Za oknem płaski krajobraz z utkanymi gdzieniegdzie świątyniami. Większymi i mniejszymi, skromniejszymi i całkiem okazałymi. Nagromadzenie świątyń wskazywało, że zbliżamy się do Palitany znanej jako wegańska wioska, centrum dżinizmu, miejsce pielgrzymek dżinistów, gromadząca ponad 3000 dżinijskich świątyń.
Próbując znaleźć nocleg on-line jeszcze przed przyjazdem do miasteczka, trafiłam jedynie na fora, na których zainteresowani przyjazdem do Palitane doradzali sobie jak szukać noclegu na miejscu i ostrzegali się nawzajem, że jest to trudne, bo istniejące miejsca noclegowe udostępniane są z reguły tylko wyznawcom dżinizmu.
Szukałam uparcie, bo zależało mi, żeby jednak gdzieś spać i trafiłam na jedyną wzmiankę o miejscu noszącym nazwę Vijay Vilas Palace.
-"Finish" - kierowca potwierdził, że to koniec podróży.
Senna uliczka z zamkniętymi jeszcze sklepikami.
Od razu podbiegło do nas kilku rikszarzy owiniętych, z powodu chłodu poranka, w ciepłe chusty.
-"A, Vijay Vilas Palace, Adpur!" - zaczęli kiwać głowami - "Tu handred rupis" - jeden nagle przeszedł do interesów.
Vijay Vilas Palase znajdował się w wiosce Adpur, około czterech kilometrów od Palitany.
Po kilkunastu minutach minęliśmy stary, częściowo zburzony mur, za którym wybudowano willę Vijay.
Villa nie jest odnowiona. Jak wiele budynków w Indiach jest bardzo wyraźnie nadgryziona zębem czasu i corocznymi monsunami.
Jest jednak piękna i ma magiczny klimat. Pełna starych kolonialnych mebli, z kredensami pełnymi starej porcelany, miedzianych i srebrnych naczyń, świeczników i lamp.
Wchodzi się najpierw do pokoju dziennego, który jak zauważyłam jest wspólny dla dwóch sypialni, jednak teraz druga sypialnia stoi pusta więc mamy go do swojej dyspozycji.
Pokój jest wyposażony w duży kredens, otomanę i dwie ławy.
Dalej przechodzi się do sypialni, z niej do korytarzyka prowadzącego osobnym wejściem na taras oraz do łazienki.
Zarówno sypialnia jak i łazienka są ogromne.
W sypialni dwa łóżka na wysokich nogach i z wysokim wezgłowiem ustawiono niemal na środku pokoju.
Rozmach, z jakim go wybudowano, wielkość pokoi są warte zobaczenia i zamieszkania w nich.
Po zostawieniu bagaży i odświeżeniu się, schodzimy na śniadanie.
Posiłki są podawane w głównej jadalni prowadzącej na dolny taras i do ogrodu.
Poza duchem starego indyjskiego domu, pięknym ogrodem, to co nas tu zaskoczylo to kolacja i śniadania wliczone w cenę pokoju.
Wspaniała kolacja, godna wspaniałego miejsca. A wszystko w cenie pokoju.
Nocleg ze śniadaniem i obiadem, woda butelkowana na życzenie, 3700 rupii.
