O autorze
Autorka jest menadżerką, blogerką, podróżniczką oraz współwłaścicielką serwisów wegańskich www.pureveg.pl i www.tempehmake.com.

Fascynuje się roślinna kuchnią, zbiera opowieści o miejscach i żyjących w nich ludziach. Spisuje je i podaje dalej.

Kraj, do którego może jeździć bez końca - Indie.  Składnik potraw, który zawsze ma w lodówce - tempeh. Najważniejszy moment każdego dnia - poranny spacer z psem.

Las deszczowy Sinharaja, Sri Lanka

Agama zielona, Sinharaja Rarainforest, Sri Lanka
Agama zielona, Sinharaja Rarainforest, Sri Lanka Foto: D. Jaworska
Długość wycieczek po lesie deszczowym Singharaja liczona jest wodospadami, do których można dotrzeć w określonym czasie. Dojście do pierwszego wodospadu i droga powrotna to spacer na około 2-3 godziny. Atrakcją pierwszego wodospadu jest kąpiel w rzece. -"Woda jest naprawdę zimna, wątpię, że wejdziecie"- kręcił głową przewodnik, który nigdy nie był nad Białką w Tatrach więc kompletnie nie wiedział co to znaczy zimna woda. Woda w tej rzece na pewno nie była zimna.



Drugi wodospad to wycieczka 5-7 godzinna. Z przystankiem przy wodospadzie i bezpładnym pedikiurem dla chętnych.
Wystarczy usiąść na kamieniu i włożyć nogi do wody, a już podpływają dziesiątki rybek skubiące naskórek na stopach.
Niektóre wcale nie takie małe, są trochę za duże żeby włożyć nogi do wody bez obawy.


Trzeci i czwarty wodospad to już wyprawa z nocowaniem w dżungli.
-"Mieliśmy turystów z Włoch, którzy chcieli pójść do trzeciego wodospadu."- opowiada nam Prasad, organizujący trekingi przez dżunglę. -"Szło z nimi dwóch przewodników, żeby było bezpieczniej i żeby łatwiej można było się zabrać z zapasem wody i prowiantem.


Już nie spacer, jeszcze nie wyprawa
Wybieramy 6-ciogodzinny trekking.
Przed wejściem do lasu, przewodnik zabezpiecza nas przed pijawkami nacierając najpierw skarpety, a potem wierzch butów roztworem soli.
Nogawki spodni mamy włożyć w skarpety lub jeśli ktoś ma, ściągnąć troczki nogawek tak, żeby pomiędzy nogą a nogawką nie zostawiać wolnej przestrzeni, w którą coś mogłoby się wślizgnąć.

Koszulki, włosy stają się mokre niemal od razu po wejściu do lasu. Nie jestem pewna czy to efekt zmęczenia forsującym marszem w górę i w dół ścieżkami pełnymi wystających korzeni czy też upałem i ogromną wilgotnością jakie panują w lesie.
Nie ma czasu myśleć o zmęczeniu i pocie, tak dużo dzieje się dookoła.

Wypatrujemy ptaków na gałęziach drzew. To, gdzie ich szukać, przewodnik odgaduje wsłuchując się w dźwięki.
Skradamy się do jaszczurek siedzących na drzewach, uważnie podchodzimy do węży, omijamy sieci pająków i zwracamy uwagę żeby idąc po śliskiej ścieżce nie przytrzymać się kolczastego pnia czy łodygi.


Rozpoznajemy żeńskie i męskie osobniki agam, fotografujemy i obserwujemy jak zaniepokojone naszą bliskością, syczą i nadymają się chcąc pokazać swoją wielkość.

Wsłuchujemy się w odgłosy małp siedzących wysoko na wierzchołkach ogromnych drzew i dopiero gdy dobrze zlokalizujemy dźwięki mamy szansę dostrzeć najpierw cień, potem ruch, a na końcu dopiero samo zwierzę.

Nasza wycieczka pełna jest przystawania, wpatrywania się w liście, wsłuchiwania w dźwięki.
I byłoby co oglądać i czego nasłuchiwać także dużo dłużej.


Park Narodowy Singharaja
Singharaja Rainforest (od singha- lew, raja- król) ma 11 tysięcy hektarów powierzchni. Od 1988 roku jest wpisany na listę dziedzictwa UNESCO.
Jest ostatnim pierwotnym lasem deszczowym na Sril Lance i jednym z ostatnich na świecie.

Chodzę po lesie i cieszy mnie, że jest jasno.
Że słysząc poruszenie w liściach, mogę spojrzeć w te liście i zobaczyć cień przemieszczającej się czarnej wiewiórki, a nie słyszeć dźwięk i w najlepszym razie zobaczyć oczy śledzące zza drzewa każdy mój ruch.

Las jest piękny, ale najlepsze w nim jest to, że to las za dnia.
Raczej wolałabym nie znaleźć się tu w środku nocy.