O autorze
Autorka jest menadżerką, blogerką, podróżniczką oraz współwłaścicielką serwisów wegańskich www.pureveg.pl i www.tempehmake.com.

Fascynuje się roślinna kuchnią, zbiera opowieści o miejscach i żyjących w nich ludziach. Spisuje je i podaje dalej.

Kraj, do którego może jeździć bez końca - Indie.  Składnik potraw, który zawsze ma w lodówce - tempeh. Najważniejszy moment każdego dnia - poranny spacer z psem.

Sinharaja Forest Edge - jest takie miejsce na Sri Lance, gdzie nie przeszkadza brak prądu i zimna woda.

Gajani i Prasad Jagoda z synkiem Onetem przed wejściem do prowadzonego przez siebie Guest House Singharaja Forest Edge, na skraju dżungli. Sri Lanka
Gajani i Prasad Jagoda z synkiem Onetem przed wejściem do prowadzonego przez siebie Guest House Singharaja Forest Edge, na skraju dżungli. Sri Lanka Foto:D. Jaworska
W Guest Housie na skraju lasu deszczowego pędzi się proste, bliskie naturze życie. Bez prądu i ciepłej wody. Dzięki temu poranny prysznic rzeczywiście ochładza, a światło czy dźwięk radia nie zakłócają ani widoku gwiazd na niebie ani kumkania żab w stawie. W Singharaja Forest Edge spędziliśmy 3 dni. Bez internetu, bez kontaktu ze światem. Wsłuchując się w okolicę, wpatrując w ciemność i spędzając czas ze sobą. Tak maksymalnie i bez ustępstw czyli bez zerkania jednym okiem w tablet.



Gajani i Prasad
Nasza stale uśmiechnięta gospodyni - Gajani, dogląda nas - jedynych gości, dyryguje w kuchni i nie spuszcza z oczu 2,5 letniego Oneta.
Gospodarza poznaliśmy dopiero drugiego dnia naszego pobytu. Prasad wcześniej odwiedzał swój hotel, nad morzem. Na codzień krąży pomiędzy Guest Housem w lasie i hotelem nad morzem. A jego aspiracje dotyczące hotelarstwa są jeszcze większe.
-"To jego hobby" - wzdycha z uśmiechem Gajani. Nie jestem pewna czy jest zachwycona tym, że hobby męża przywiodło ją wgłąb dżungli.
Jednak wątpliwości rozwiewają się, gdy siedzimy we czwórkę w nocy, na wyspie na środku rozlewiska, na skraju dżungli
Prasad rozpala ogień pod rusztem, Onet cicho śpi w domku nieopodal, a my rozmawiamy o życiu.
O tym, że gospodarze wyjechali z miasta, żeby zmienić swoje życie, żeby w lepszych warunkach wychowywać dziecko.
O wyborach, które zmieniają życie i powodują, że staje się wartościowsze, a ludzie bardziej uważni.


Blisko natury nie oznacza prymitywnie i prowizorycznie
Rozmawiamy tak długo, że ogień wygasa, a nad linią drzew zaczyna szarzeć.
Z latarkami wracamy ze środka rozlewiska, wąską groblą na brzeg.


Wchodzimy do naszego pokoju. Jednego z trzech w tym domu.
Każdy z nich został urządzony starannie, nowocześnie i ze smakiem.
Zdaniem Prasada prosto i bliżej natury nie oznacza prowizorycznie.
Meble są solidne, drewniane; stoliki, lustra, nawet ława na bagaże, łazienki wyposażone są w nowoczesną armaturę, całość jest wygodna i funkcjonalna.

O świcie trudno oderwać wzrok od mgły unoszącej się nad rozlewiskiem i koronami drzew. Z czasem mgłę zastąpi coraz bardziej błękitne niebo. Zacznie się robić coraz upalniej, zacznie wzrastać wilgotość powietrza.

Śniadanie jemy w domowej restauracji Gajani.
Zbudowana częściowo na podmurówce, częściowo na palach, ponad powierzchnią domu jest jeszcze jednym punktem widokowym.
Posiłki w restauracji są doskonałe. Lankańskie, domowe, chyba zbyt obfite na nasze żołądki.

Trudny wybór - z prądem czy bez prądu
Okolice śniadania i kolacji czyli czas przygotowywania posiłków oraz wieczór to jedyne momenty, w których gospodarze uruchamiają genarator prądu.
-"Mieliśmy kiedyś klientów, którzy wymusili na nas pracę generatora niemal całą noc. Nie chcieli być w nocy bez prądu. Z reguły jednak ograniczamy go do minimum i gdy wszyscy się położą - wyłączamy" - opowiada Prasad.
-"Dziś i wczoraj nie pracował niemal wcale" - dodaje Gajani.


Tak, my nie oczekiwaliśmy, że w lesie będzie prąd. Szukaliśmy ciszy, chcieliśmy obserwować świetliki i gwiazdy.
W Singharaja Forest Edge udaje się to odnaleźć.