O autorze
Autorka jest menadżerką, blogerką, podróżniczką oraz współwłaścicielką serwisów wegańskich www.pureveg.pl i www.tempehmake.com.

Fascynuje się roślinna kuchnią, zbiera opowieści o miejscach i żyjących w nich ludziach. Spisuje je i podaje dalej.

Kraj, do którego może jeździć bez końca - Indie.  Składnik potraw, który zawsze ma w lodówce - tempeh. Najważniejszy moment każdego dnia - poranny spacer z psem.

Malediwy - kraina błękitnego nieba, turkusowej wody i soczystej zieleni palm.

Malediwy to błękitne niebo, turkusowa woda i soczysta zieleń palm. A i zapomniałabym - biały, drobniutki piasek. Raj!
Malediwy to błękitne niebo, turkusowa woda i soczysta zieleń palm. A i zapomniałabym - biały, drobniutki piasek. Raj! Foto: D. Jaworska
Nie da się przylecieć na Malediwy i już. Przylatuje się do Male - stolicy kraju, jedynego ośrodka miejskiego w Republice Malediwów z międzynarodowym lotniskiem, mieszczącym się na osobnej wyspie - Hulule. Stąd, w zależności od tego, na którym atolu (atol, z języka divehi - pierścień wysp koralowych) będziemy się zatrzymywać, można dotrzeć łodzią lub lecieć dalej korzystając z krajowego lotniska na Hulule. My jedziemy 260 km na południe, naszym celem jest Addu Atol z krajowym lotniskiem w Gan. Przed nami godzina lotu małym, śmigłowym samolotem, a następnie przeprawa motorówką z wyspy Gan, na naszą wyspę Hulhudhoo.



Male - najmniejsza stolica świata
Do Male przylecieliśmy wieczorem. Uznałam, że to nie jest dobry czas na dalszy transport. Po ciemku nie zobaczymy mijanych atoli. Dlatego zdecydowaliśmy, że spędzimy noc w Male, przy okazji poznamy tę najmniejszą stolicę świata, a do Addu Atol wybierzemy się dopiero rano.
Na kompleks Male składa się kilka wysp. Główna - Male City, wyspa Hulule, na której mieści się lotnisko i jeszcze kilka osobnych, stanowiących jakby peryferyjne dzielnice stolicy.


-" Skąd jesteście, pierwszy raz na Maledivach?"- to dwa standardowe pytania jakie zadaje tu każdy. Z reguły padają jednym tchem. Będziemy odpowiadać na nie przez tydzień pobytu, dziesiątki razy. Dziś, w odpowiedzi, na nasze -"Tak, pierwszy raz" - otrzymujemy od taksówkarza w Male lekcję geografii.

-" Wiecie, że Malediwy to 26 naturalnych atoli? A w ramach atoli można się doliczyć 1200 wysp. W zeszłym roku odwiedziło nas milion turystów.
Ponad 90% dochodu kraju pochodzi z turystyki, tylko 10% z rybołóstwa."


W Male mieszka ponad 1/4 mieszkańców całego 350-tysięcznego kraju.
Turystyka jest tak ważna, że dzieci uczą się w szkołach nie tylko języka lokalnego, urzędowego - dhiveri, ale także angielskiego.
Nauka angielskiego traktowana jest tu poważnie - do szkół ściągani są nauczyciele z Anglii, a naukę w podstawówce wieńczy egzamin organizowany przez British Council.


Lecimy do Gan

Poza samym pobytem na wyspie, właśnie ten lot ponad atolami jest dla nas największą atrakcją Malediwów. I było na co czekać i przesuwać transfer z nocy na dzień. Widoki są niepowtarzalne i imponujące. Przy trzecim dzikim i piątym zagospodarowanym - przestałam liczyć, które atole są bardziej, a które mniej turystyczne.


Są takie, na których nie widać śladów życia ludzi. Są takie, które są jedynie wioskami rybaków. Widziałam takie, które w całości mieszczą resorty, do tego wystają w morze wąsami kładek z willami dla turystów po dwóch stronach, zbudowanymi na palach, nad płytkimi wodami laguny.
A są też takie - jak nasza starannie wybrana wyspa Hulhudhoo, na której jest jeden resort i jedna wioska.


A samo Gan. Dziś mieści się tam lotnisko, w tym międzynarodowe lotnisko cargo, ale można też zobaczyć resztki fortów i zabudowań wojskowych. To pozostałości z czasów, gdy Gan był sekretną kryjówką Brytyjczyków.
Ukryta na morzu, daleko na południu, daleko od szlaków komunikacyjnych, a jednocześnie w odległości przelotowej od Sri Lanki i Indii, była w czasach Protektoratu Brytyjskiego, Brytyjską bazą wojskową.


W raju czyli na wyspie Hulhudhoo, na Addu Atol
Tę wyspę wybraliśmy nieprzypadkowo. Po pierwsze miało być daleko od Male czyli "na końcu świata". Po drugie szukaliśmy wyspy, która dzieliłaby powierzchnię na resort i lokalną wioskę.
Są spore wyspy, na których działa kilka hoteli w otoczeniu wiosek. Jednak chcieliśmy uniknąć takiej, gdzie turystyka miesza się z życiem lokalnym.

W takich miejscach, ze względu na islam panujący na Malediwach, nie można swobodnie korzystać z plaż. Są specjalnie wydzielone "strefy bikini" i poza tymi strefami turyści nie mogą chodzić po plaży w kostiumach kąpielowych.
A my oczywiście chcieliśmy wchodzić do wody z różnych stron (od morza czy od laguny) w poszukiwaniu atrakcyjnych miejsc do snorkelingu.
Hulhudhoo jest idealna. Jeden resort - jedna wioska.

Podłóżna, część południową w całości zajmuje resort. Tam gdzie kończy się mapka resortu, tam zaczynają się najlepsze spoty snorekelingowe na wyspie. Mapa już nie obejmuje tych obszarów, ale wyspa i plaże jak najbardziej są, więc i my tam bywaliśmy.


Resortowa część wyspy jest wąska. Tak wąska, że przejście z plaży po stronie morza na plażę po stronie laguny to miejscami kilkadziesiąt kroków.

Są miejsca, w których obie plaże można oglądać z piaszczystej drogi jednocześnie.
Stojąc na drodze wystarczy spojrzeć w lewo i już widać fale uderzające w kamienisty brzeg. Morze nie jest spokojne. Są w nim silne prądy. Trzeba pamiętać, że strona morska to ta zewnętrzna część atolu wychodząca na otwarty Ocean.
Ale tuż obok jest laguna. Z turkusową wodą, ciągnącymi się płyciznami i rafami koralowymi, łatwo dostępnymi z plaży. I spokojna tafla wody nie mącona falami czy prądami.
I woda ciepła.... i piasek biały i drobry jak pył.... No raj!

Ekstrimli dandżerołs
Północna część wyspy to spokojna muzułmańska wioska Mehedhoo z niedużym, ładnym portem.


Dostanie się do wioski, a wcześniej wydostanie się z resortu po stronie wioski nie jest proste. Wymaga zachodu i determinacji.
Resort i wioskę dzieli most zwodzony.
Żeby przejść przez most musisz mieć specjalny permit. I nie ważne, że masz wizę malediwską. Permit wydany przez menadżera resortu, z Twoim oświadczeniem, że ponosisz pełną odpowiedzialność za swoje bezpieczeństwo, jest niezbędny.
Bo jak mówił każdy z pracowników, którego pytaliśmy o wioskę, to "estrimli dandżerołs plejs."

Ale to już historia na inną opowieść.