O autorze
Autorka jest menadżerką, blogerką, podróżniczką oraz współwłaścicielką serwisów wegańskich www.pureveg.pl i www.tempehmake.com.

Fascynuje się roślinna kuchnią, zbiera opowieści o miejscach i żyjących w nich ludziach. Spisuje je i podaje dalej.

Kraj, do którego może jeździć bez końca - Indie.  Składnik potraw, który zawsze ma w lodówce - tempeh. Najważniejszy moment każdego dnia - poranny spacer z psem.

Malediwy – ucieczka z raju

Malediwy
Malediwy Foto: D. Jaworska
Halhudhoo – wyspa na południowym atolu Malediwów, zwanym Addu Atol (atol - w języku divehi oznacza pierścień wysp koralowych), na której zajmują miejsce resort turystyczny i muzułmańska wioska Mahedhoo. Tylko dwie destynacje. Różne jak tylko mogłyby się różnić. Pierwsza – do szpiku kości komercyjna, na której nawet nie obowiązują rupie – oficjalna malediwska waluta, a zamiast nich króluje dolar amerykański. I druga - lokalna, malediwska wioska. Turyści i wieśniacy. Plan był taki, że każda z tych grup ma żyć swoim życiem. Nie mieszać się, nie interesować się sobą. Taki był plan. Aż przyjechaliśmy my, pomachaliśmy paszportami z wstemplowaną wizą Malediwską i zażądaliśmy przejścia z resortu do wioski.



Potrzebny Permit, bo to baaardzo niebezpieczna wioska.
Mapa resortu kończy się na jednej z nadmorskich willi, po której pojawia się tabliczka „Tylko dla Personalu”, dalej siatka i brama z wartownikiem.


Chcieliśmy przejechać rowerami tłumacząc, że wiemy, że dalej jest wioska i my właśnie do tej wioski, ale wartownik łamiącym się głosem powstrzymywał nas przechodząc od argumentów na temat niebezpieczeństwa czyhającego w wiosce, do tych obejmująctych prywatność terenu przez który właśnie chcemy przejechać.
Stanęło na tym, że musimy zwrócić się do dyrekcji resortu o zgodę na przejazd do wioski.
Zawróciliśmy do recepcji.
Każdy z kim rozmawialiśmy był poruszony, zaniepokojony i przestraszony, że chcemy opuścić resort. Wreszcie podpisaliśmy oświadczenie, że jesteśmy świadomi niebezpieczeństwa na jakie się narażamy i dostaliśmy zgodę na wyjazd.



Wypuścić Prezydenta Nasheeda
A wiosce – spokój. Skromnie i czysto. Zadbane, schludne domy.
Od bramy jedziemy prosto, mijamy boisko, na których chłopcy grają w piłkę, skręcamy w lewo i wjeżdżamy do wioski.

Mijamy sklepiki spożywczo-przemysłowe, mężczyzn siedzących na ławkach wzdłuż drogi, kobiety stojące grupkami i doglądające bawiących się w głębi dzieci. Jak to na wsi.
Kilka młodych kobiet, w asyście chłopaka wychodzi właśnie ze sklepu. O, te dziewczyny wyglądają szczególnie. Wystrojone, torebeczki zwisają z ramion na łańcuszkach, wszyscy liżą lody. Przygotowali się do wyjścia w to piątkowe popołudnie, dziewczyny starannie ubrały się i wszyscy razem wybrali się na spacer do sklepu.
Pomachaliśmy sobie, one przechadzając się zostały w tyle, my jedziemy rowerami dalej.
W oddali widzimy gęstniejący tłum ludzi, samochody, motory. Wszystko przystrojone żółtymi balonami.

Zbliżamy się. Zwalnia jeden z samochodów, na którym tłoczą się kobiety z żółtymi plakatami.
„FREE PRESIDENT NASHEED” można przeczytać na plakatach. Kobiety machają nam na powitanie, wyciągają ręce, każda chce uścinąć mi dłoń. Podjeżdżam i witam się z nimi. Z innych stron podchodzą do nas ludzie, pozdrawiają, robią sobie z nami zdjęcia, wręczają nam plakaty i zachęcają do udziału w wiecu.
-”Kim jest Prezydent Nasheed?” – pytam mężczyznę, który podał mi plakat i teraz pokazuje jak trzymać kierownicę roweru i plakat jednocześnie, idąc w pochodzie.
Prezydent Nasheed to założyciel opozycyjnej Demokratycznej Partii Malediwów. Był wielokrotnie represjonowany za krytykę władzy, a mimo to w 2008 został pierwszym demokratycznie wybranym prezydentem Malediwów. Objął prezydenturę po 30-letnich autokratycznych rządach poprzedniego prezydenta Abdula Gayooma. W trakcie sprawowania władzy został zmuszony do rezygnacji, a niedługo potem oskarżony o nadużycia i aresztowany.
Mohamed Nasheed studiował nauki morskie na Uniwersytecie w Liverpoolu. Był ekologiem, jako prezydent Malediwów, dużo uwagi poświęcał zagrożeniom jakie dla atoli Malediwów niesie globalne ocieplenie.

-”Malediwy zostaną zalane, jeśli poziom oceanów podniesie się tylko o półtora metra" - w 2009 roku, w Kopenhadze ogłosił swój plan ograniczenia emisji gazów cieplarnianych –„Zmiany klimatu nie są abstrakcyjnym i odległym niebezpieczeństwem, ale wkrótce mogą zagrozić naszemu istnieniu.”
Aby zwrócić uwagę świata na problem ocieplania się klimatu i związanego z tym podnoszenia się poziomu mórz i oceanów, jedno posiedzeń wraz z 11 ministrami odbył cztery metry pod powierzchnią wody.

Dziś prezydent siedzi w więzieniu. Uczestnicy wiecu w wiosce opowiadają, że zarzuty są wyssane z palca. Nie pierwszy zresztą raz. Już podczas wcześniejszych aresztowań za krytykowanie władzy, w czasach gdy jeszcze był dziennikarzem i działaczem ekologicznym, Amnesty International uznała go za więźnia sumienia.

Wiec był pokojowy. Manifestacja przeszła uliczkami wioski pilotowana przez dwóch policjantów, jedynych jakich widziałam w wiosce.
Po godzinie wydarzenie zakończyło się i zgromadzeni zaczęli się rozchodzić. Zbliżał się zmierzch. Czas żeby się pożegnać i wrócić przez most i wartownię do naszego resortu.
Z plakatem „Uwolnić Prezydenta Nasheeda” , dobrym wspomnieniem spokojnej gościnnej wioski, w której ludzie walczą o swojego prezydenta i myślami, że podniesienie wód oceanów zagraża istnieniu zarówno tej wioski, jak i wielu innych na 26 atolach Malediwów.