Za namową mego przyjaciela, sięgnęłam ostatnio po „Piekło kobiet” Boya Żeleńskiego. Choć minęło ponad 80 lat od chwili ukazania się tych tekstów, ich głębokie przesłanie nadal pozostaje aktualne. Pośród licznych zagadnień jakie porusza w nich autor, dla mnie istotny jest obraz polskiego kleru, kościoła,i wpływu religii na społeczeństwo polskie. Na tym aspekcie pragnę się skupić, i dowieść jednocześnie, że to właśnie kościół stał się przyczyną pogrążania się Polski w „mrokach średniowiecza”. Te skostnienie myślowe przedstawicieli kościoła, było i jest przyczyną wielu ludzkich dramatów.

REKLAMA
Ale zacznijmy od początku. W 1929 roku Żeleński opisywał obrady Komisji Konsystorskiej, obradującej nad uchwaleniem nowego prawa antyaborcyjnego w Polsce. Uchwalono wtedy karę pozbawienia wolności zarówno dla kobiety która przerywa ciążę, lekarza czy też akuszerki. I choć współcześnie nasze prawo wykazuje się większą w tym względzie liberalizacją, sposób myślenia Polaków o aborcji, ich hipokryzja i obłuda, wciąż pozostają nie zmienione. I tu pozwolę sobie zacytować autora: „Paragraf naznaczający ciężkie kary za przerwanie ciąży jest martwy. Na setki tysięcy razy ledwie w kilku lub kilkunastu wypadkach prawo przychodzi do głosu. I wówczas udowodnienie winy jest niezwykle trudne, najczęściej prawo nie działa.” „Prawo jest bezsilne, nie może niczemu zapobiec, ale istnieniem swoim wyrządza wiele złego, nie jest obojętne. Bo piętnując zabieg przerwania ciąży jako zbrodnię,wzbrania go lekarzom, którzy z kodeksem się liczą, ale nie przeszkadza go uprawiać wszelkiego rodzaju partaczom, a wreszcie i samym matkom nie przeszkadza doświadczać na sobie „domowych” środków. Nie przerwie lekarz ciąży (poza wskazaniami ściśle lekarskimi) ani w szpitalu, ani w Kasie Chorych. Zatem, podczas gdy bogaci znajdą w tym wypadku pomoc lekarską , ubodzy są jej pozbawieni. Ileż z tego powodu wypadków śmierci, ile ciężkich schorzeń?
Brzmi znajomo , prawda? Mimo upływu tylu dziesięcioleci, słowa te nie straciły nic na swym znaczeniu.
A teraz, zapyta ktoś, co ma z tym wspólnego kościół katolicki? Otóż wiele. Wiąże się to z tzw. „polityką obrotową” naszego kleru. Polityka owa, dotyczy ilości chrztów i pogrzebów. Kościół nigdy zatem nie opowie się za legalizacją aborcji, gdyż poważnie uszczupliła by ona jego dochody.
To przedkładanie ilości nad jakość, od dawna jest przyczyna wielu tragedii, ale przecież nie o dobro ludzkie tu chodzi, ani nawet boskie – bo to tylko bezduszna polityka właśnie...
W tym miejscu, warto wspomnieć, że stosunek Kościoła katolickiego, był kiedyś w kwestii aborcji bardziej liberalny niż dzisiaj. „Nie jest dzieciobójczynią ta,która sprowadza poronienie , zanim dusza wstąpi w ciało” – rzecze święty Augustyn. „Cnotliwa dziewica , która wbrew swojej woli została zgwałcona przez młodzieńca , może, jak wielu sądzi, usunąć płód przed wstąpieniem weń duszy , iżby nie postradała czci, która jest czymś więcej niż życie”( Arirault, Propositions dictees au college a Paris, 1644,s.332)
Z tych słów wynika jasno, że pojęcie moralności jest w kościele „płynne”. Zmienia się z duchem czasów i jego potrzeb wewnętrznych. Chciała bym, aby słowa te przeczytali nasi prawicowi posłowie, którzy niedawno pragnęli zmusić do rodzenia zgwałcone kobiety. Być może da im to coś do myślenia. Oto przodkowie nasi mieli w sobie więcej empatii i zrozumienia dla krzywdy ludzkiej, niż ma to miejsce obecnie, choć zdawać by się mogło, że przy rozwoju cywilizacji, tylu zdobyczy nauki powinno być zgoła odwrotnie... Porażające uwstecznienie myślowe, prawda?
Ale wróćmy na razie do Boya Żeleńskiego. Autor zastanawia się nad tym czemu Kościół z takim uporem przeciwstawia się regulacji urodzin i tzw „świadomemu macierzyństwu”? Oczywiście, chodzi o „rząd dusz”. Dusz, nad którymi panował by jak faraon nad niewolnikiem. Takich, które aprobowały by kościelne nakazy bez szemrania, i szczodrze wspierały go finansowo. A gdzie w takim myśleniu jest troska o dobro ludzkie? Troska o życie i zdrowie kobiety, która, jeśli by ją pozostawić jedynie „etyce chrześcijańskiej” mogłaby rodzić nawet i 20 razy w ciągu swego życia? Takie pytania zadaje czytelnikom Żeleński, i nie straciły one nic na swoim znaczeniu. W Polsce kobieta wciąż postrzegana jest przez dużą część społeczeństwa jako „samica rozpłodowa”, żywy inkubator na nogach, którego zadaniem powinno być dostarczanie państwu nowych podatników. Żyjemy w XXI wieku, a jednak czas jakby stanął w miejscu. Przynajmniej dla kleru i jego wiernych wyznawców. Może już czas aby zweryfikowali sw