O autorze
Psychologia to nie czary, ani wiedza tajemna. W mojej pracy pomagam ludziom, nazywać rzeczy po imieniu i porządkować życie. Nawet jeżeli czasami jest to trudne. Zauważyłam, podobnie, jak wielu psychologów na świecie, że w kuchni, jak w soczewce, odbijają się obrazy naszego życia. Gotowanie może być doskonałą formą terapii. Stosuję ją w czasie moich warsztatów. Na tym blogu będę się dzieliła z Wami swoją wiedzą i spostrzeżeniami.

CUDOWNA MOC POCHWŁAY, CZYLI O TRUDNEJ SZTUCE MOTYWACJI

Nie będę oszukiwać. Najpierw były plany, że wykorzystam długi majowy weekend na napisanie zaległych tekstów, na porządki w domu itp. Taki był plan, a skończyło się na totalnym relaksie, byciu z Ważnymi dla mnie osobami, rozmowach, leżeniu na kanapie i spacerach. Były szparagi od Joli Majlert i wino. Było też oglądanie TV.


Jednym z programów, który mnie wciągnął był australijski Masterchef Junior Australia. Oczywiście zachwyca, jak gotują młodzi, bardzo młodzi kucharze, jak opowiadają o smakach i swoich koncepcjach. Moją uwagę zwróciło coś jeszcze, a mianowicie sposób w jaki jurorzy rozmawiają z dziećmi. Jak im przekazują wskazówki, które nie zabiją kreatywności. Jak przekazują krytykę, która pomimo łez kręcących się w oku, jest konstruktywna i wreszcie jak fantastycznie chwalą osiągnięcia każdego uczestnika. Nie wiem, czy dobrano jurorów z takim ogromnym zrozumieniem psychiki dzieci, czy może jest ktoś w zespole producenckim, kto wspiera ich w dobrej komunikacji z młodymi ludźmi. To tak naprawdę bez znaczenia. Liczy się efekt! Dzieci działają kreatywnie, czuja się doceniane i wierzą w swoje możliwości. W czasie oglądania jednego odcinka tego telewizyjnego show przyszła mi do głowy obrazoburcza myśl. Może by tak zalecić oglądanie tego programu nauczycielom zamiast kolejnego konwencjonalnego szkolenia.
Zamiast zachęcać uczniów do mechanicznego uzupełniania kolejnych stron ćwiczeń uczyliby poszukiwania alternatywnych rozwiązań problemów? Albo umieliby tak oceniać błędy popełnione przez ucznia by były dla niego wskazówką do zmian zachowania? A może zwyczajnie otwarcie by chwalili uczniów, zachwycając się ich samodzielnymi dokonaniami?
Skąd się bierze ten opór przed chwaleniem? Przed entuzjazmem wobec osiągnięć uczniów i własnych dzieci? Jakże często dzieci słyszą od nas, dorosłych: "czwórka, a dlaczego nie piątka"? "trzecie miejsce w konkursie, a kto zajął pierwsze? Dlaczego nie mówimy zamiast tego: "super , że dostałeś czwórkę, to wymagało dużo pracy" albo "rewelacyjny wynik, trzecie miejsce w konkursie przy 50 uczestnikach". To samo zdarzenie, a jakże inne słowa i jak inaczej mogą wpłynąć na zachowanie. Nie słyszymy w dzieciństwie pochwał ani zachęt do kreatywnego rozwiązywania problemów. Wypełniamy polecenia i powtarzamy formułki oczekiwane przez dorosłych ... a potem się dziwimy, że nie potrafimy poradzić sobie z ciągle zmieniającą się rzeczywistością, zamykamy się w skorupie niskiej samooceny.
Właśnie zaczął się majowy maraton maturalny. Tysiące młodych ludzi staje przed ważnym dla siebie zadaniem. Ilość zdobytych punktów pozwoli im na zdobycie wyśnionych miejsc na uczelniach, znaleźć się w najróżniejszych miejscach, które będą budowały ich dorosła przyszłość. Z jakim obrazem siebie to zrobią? Jacy ludzie stają do "egzaminu dojrzałości"? Myślę, że my dorośli powinniśmy zbiorowo paść na kolana i bić się w piersi przepraszając za to, że za mało chwaliliśmy i że zamiast towarzyszyć w rozwoju narzucaliśmy dzieciom swoją wizje świata. Zamiast prowokować do zadawania pytań, poszukiwania własnych dróg wtłaczaliśmy w koleiny sztampy i konwencji. Może zanim zaczną się wakacje, a potem kolejny rok szkolny spójrzmy krytycznie na siebie i nauczmy się chwalić nasze dzieci, wspierać je w wysiłku jakim jest odkrywanie własnych dróg życiowych. Pozwalajmy rozwijać się odważnym i samodzielnym ludziom.
A maturzystom (i nie tylko) zróbmy dobre śniadanie przy którym powiemy, jak jesteśmy zachwyceni ich mądrością, mobilizacją i chęcią zmierzenia się z dorosłym światem.
Na taki szczególny dzień może warto zrobić omlet cesarski? Polecam za moją córką Małgosią, autorką bloga MintaEats.com


Omlet cesarski – Kaiserschmarrn
(źródło: MintaEats.com)
Składniki (2 porcje):
4 duże jajka
4 płaskie łyżki mąki
2 łyżki cukru
2 łyżki masła
szczypta soli
dodatkowo (opcjonalnie): 2 łyżki sparzonych rodzynek; cukier puder, powidła śliwkowe, suszone płatki kwiatów (do użytku spożywczego)
[photo]223671[/photo]
Sposób wykonania:
1. Oddziel białka od żółtek.
2. Do białek dodaj szczyptę soli i ubij je na sztywną pianę.
3. Żółtka lekko rozbij, dodaj mąkę i dokładnie wymieszaj, tak, aby nie było żadnych grudek. Jeśli chcesz, dodaj odsączone rodzynki i wymieszaj.
4. Delikatnie połącz masę z pianą z białek.
5. Na patelni o grubym dnie rozgrzej masło, wlej masę jajeczną i smaż na średnim ogniu, aż brzegi będą zrumienione, a spód przypieczony.
6. Podziel omlet na kawałki szpatułką, posyp cukrem i poodwracaj, aby przysmażyć je z drugiej strony. Mieszaj, aby omlet się nie przypalił.
7. Omlet podawaj gorący, posypany cukrem pudrem i płatkami kwiatów (jeśli masz), z powidłami (jeśli chcesz).

Chwalcie swoje dzieci, nie tylko te maturalne. Chwalcie swoich bliskich za ich sukcesy i wspierajcie w rozwiązywaniu problemów :)

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
0 0Od dziś zupełnie nowe naTemat.pl 4.0. To największa zmiana w historii serwisu
0 0Grupa naTemat nigdy nie była tak popularna jak teraz. Dziękujemy!
0 0Ostatni przystanek twojego pupila: witamy w krematorium dla zwierząt
0 0Radziecki sprzęt i brak śpiworów. Żołnierz opisuje, co zobaczył w wojsku: "Nie wiedziałem, że jest aż tak źle"
0 0Hejterzy śmieją się z jego roli w filmie Tarantino. Jednak to Rafał Zawierucha "wygrał życie"