Droga przez Polskę ciągle nie jest najłatwiejsza. Z Warszawy do Krynicy trzeba jechać pociągiem i autobusem. Jednak cel dodaje energii. Pierwszy etap podróży spędziłam z moimi towarzyszkami w moim ulubionym Warsie – przyłożyłam rękę do nowego menu, więc lubię tam być. Podróż Warsem to zresztą moje ulubione bardzo tradycyjne rozwiązanie, jako alternatywa dla tłoku w pełnym przedziale. W podróży zawsze głodnieję i nie ma znaczenia, czy jadę autem, samolotem czy pociągiem. Tym razem, ponieważ pora była śniadaniowa, skorzystałam z nowości w menu, czyli granoli. Naprawdę domowo smaczna. Dobry jogurt, chrupiące ziarna i do tego aromatyczne, świeże owoce.
Lubię bardzo od czasu do czasu leniwie zamieszkać w hotelu, gdzie troskliwe, niewidzialne ręce ścielą mi łóżko i kładą na szafce apetyczne jabłko na dobry sen. Ten wyjazd to jednak nie było leniuchowanie. Po wczesnym śniadaniu pojechaliśmy na kulinarną wycieczkę. Najpierw wjazd kolejką na Wierchomlę, a potem zejście ze stromego szczytu do bacówki. W dymie czekał na nas pan Baca.
Okolice Krynicy to rodzinne strony Janusza Myjaka, szefa kuchni restauracji hotelowej i Domku w Dolinie. Spotkanie z nim to było kilka godzin ciężkiej, ale bardzo ciekawej pracy.
Wszystkie dania miały korzenie w rodzinnej kuchni Mamy I Babci Janusza, przefiltrowane przez jego doświadczenie profesjonalisty. Lekkość łączenia lokalnych produktów i technik wykwintnej kuchni francuskiej naprawdę imponowały. Starałam się podpatrywać jego gesty, pytać o wszystko. Porządne kulinarne warsztaty, z dużą porcją pracy i wiedzy.
Jak zawsze w czasie takich spotkań to człowiek jest dla mnie najbardziej interesujący. Pytałam Janusza o jego pomysł na bycie szefem kuchni i o to jak zaczynał. Jedna kwestia mnie zafascynowała w jego opowieści. Otóż na samym początku swojej kariery i pracy w hotelu Dr Ireny Eris w Krynicy, kiedy miał niewiele więcej niż dwadzieścia, lat zaproponowano mu objęcie stanowiska szefa kuchni! Oczywiście bardzo mu to zaimponowało i przyjął propozycję. Po dwóch tygodniach podjął decyzję o rezygnacji, uznał że ma za małą wiedzę, też tę menedżerską. Dyrektor hotelu rezygnację Janusza przyjął, ale nie zatrudnił nikogo na jego miejsce, czekał. Dał Januszowi szansę na rozwój, szkolenie i pogłębianie kompetencji. Po pewnym czasie mógł już zaproponować ponownie stanowisko szefa Januszowi. To była dobra decyzja, a Janusz Myjak jest doskonałym, otwartym i kreatywnym szefem.
Zastanawiam się ilu z nas ma odwagę zrezygnować z atrakcyjnej posady z powodu zbyt niskich kompetencji? Obawiam się, ze niewielu. Odbieramy atrakcyjną propozycję jako dowód naszej wielkości i jeśli nawet zdajemy sobie sprawę z własnych niedociągnięć, to podpisujemy umowę w nadziei, że "jakoś to będzie". A przecież praktycznie każda praca to nie tylko odpowiedzialność za samego siebie, ale też za innych. Za skuteczność, rozwój i radość pracy całego zespołu. Dotyczy to nie tylko pracy. Spójrzmy wstecz i zastanówmy się przez moment ile razy braliśmy się za przerastające nas w domowe obowiązki. Obiecywaliśmy, że coś zrobimy, że weźmiemy na siebie odpowiedzialność. Ćwiczmy ten specyficzny rodzaj asertywności, który pozwala nam mierzyć się z rzeczami, które nas nie przerastają i nie przytłaczają.
Jak z każdej podróży przywiozłam przepis, tym razem pyszna zupa jagnięca Janusza Myjaka:
Składniki na 6 porcji:
Jagnięcina 300 g
Cebula 40 g
Olej 50 ml
Seler 70 g
Marchewka 70 g
Pietruszka 70 g
Bulion 2 litry
Śmietana 18% 100 ml
Mąka 1 łyżeczka
Kasza pęcak ugotowana 100 g
Czosnek 3 ząbki
Posiekana natka pietruszki
Świeżo mielony pieprz
Gałązka tymianku
Liść laurowy
Ziele angielskie 2 szt.
Sól
Drobno pokrojoną cebulę i czosnek zeszklić na oleju.
Dodać jagnięcinę pokrojoną w drobną kostkę i chwilę smażyć.
Po kilku minutach dodać marchewkę, pietruszkę i seler pokrojone w drobną kostkę, jeszcze chwilę smażyć.
Zalać wszystko bulionem, dodać ziele angielskie, tymianek i liść laurowy i gotować na wolnym ogniu, aż mięso będzie miękkie.
Śmietanę połączyć z mąką, zahartować 200 ml gorącej zupy, całość połączyć.
Dodać pęcak. W razie potrzeby przyprawić do smaku.
Podawać z dużą ilością posiekanej drobno natki pietruszki.
Taka zupa wymaga cierpliwości i spokoju. Przygotowując ją można przez chwilę zastanowić nad sobą, a potem usiąść z grupą przyjaciół żeby zaplanować jakąś wspólną wyprawę.
