Słowacja to jeden z naszych sąsiadów. Dla mnie ciągle terra incognita. Żeby to zmienić, pojechałam tam właśniew ostatni ciepły, jesienny weekend. To miały być trzy dni z winem i winiarzami ze słowackich Małych Karpat. Przygoda zaczęła się jednak wcześniej, bo w Bratysławie.

REKLAMA
Bratysława mnie zaskoczyła. Kameralna, pełna zabytków i wielu kultur. Węgrzy, Austriacy, Żydzi i Polacy zostawili tutaj mnóstwo swoich śladów. Idąc droga królów, czyli tą, którą przebywali królowie Węgier w drodze na koronację (kilkunastu królów Węgier koronowano w bratysławskiej katedrze) uświadomiłam sobie, jak różne może być postrzeganie postaci historycznych. Bratysława to miasto, które uwielbia austriacką cesarzową Marię Teresę. Tą samą, która miała silny udział w rozbiorach Polski i jest dla nas symbolem najeźdźcy. Do Bratysławy natomiast cesarzowa przyniosła dobrobyt i pobudziła miasto do rozwoju. Często tu przyjeżdżała w odwiedziny do swojej ukochanej córki. Nie jedną noc spędziła na zamku wznoszącego się do dzisiaj dostojnie nad miastem. Dlatego jedną z bratysławskich pamiątek jest butelka ulubionego wina Marii Teresy z jej podobizną na etykiecie. Warto czasami się na chwilę zatrzymać i spojrzeć na świat z perspektywy kogoś innego.
Średniowieczne uliczki, dostojne secesyjne kamienice, pałace możnych z różnych wieków tworzą urokliwą atmosferę tego pełnego pogodnych ludzi miasta. Pieczone kasztany u ulicznego sprzedawcy, piwo w lokalnym browarze albo rogaliki z rodzinnej piekarni - tego wszystkiego można pokosztować w czasie niezbyt długiego spaceru!
logo
Brama św. Michała http://www.visit.bratislava.sk/
Janek Bosnovic ze Słowackiej Organizacji Turystycznej Tekst linka zaprowadził mnie w Bratysławie do niesamowitego miejsca. W starej, pięknie odrestaurowanej hali targowej. Ot pozornie kolejna perełka architektury, wykorzystywana teraz na różne imprezy np. cotygodniowy targ dobrej, lokalnej żywności czy koncerty. Natomiast na tyłach wielkiej hali czekało na mnie coś oryginalnego. Pozornie zwyczajna kawiarnia, których wiele w obrębie starego miasta. Śmieszna nazwa, ładne logo i stylizowane na okres przedwojenny ascetyczne wnętrze, czyli Dobre&Dobre Cafe Ale to tylko pierwsze wrażenia. Kolejne odkrycie, to lokalne produkty w menu. Słowackie (nie czeskie!) piwa z małych browarów, kultowe bratysławskie rogaliki i aromatyczna zupa z bryndzy dla bardziej zgłodniałych.
logo
Dobre&Dobre Cafe dorota minta

Po wzięciu menu do ręki dowiadujemy się co w tym koncepcie jest najważniejsze. Kawiarnię prowadzi fundacja Vagus Tekst linka, która wspiera ludzi w wychodzeniu z bezdomności. Terapeuci, nauczyciele zawodu i pracownicy socjalni przez kilka miesięcy pracowali z ludźmi ulicy. Uczyli ich odpowiedzialności i samodzielności. Tłumaczyli dlaczego nie jałmużna ale praca jest dla nich droga do wyjścia z bezdomności. Kawiarnia to dla nich pierwsze od wielu lat miejsce pracy, które pozwala im na godne życie. Będąc w kawiarni nie wiesz, czy to barman czy kelner jest byłym bezdomnym. Jesteś zwyczajnie dopieszczonym klientem przez troskliwego kelnera.
Wypiłam doskonałe espresso, zjadłam bratysławskiego rogalika, którego kształt upamiętnia wąsy polskiego króla Jana III Sobieskiego - tak mieszkańcy od wieków dziękują mu za ocalenie przed turecką inwazją. Zarejestrowane jako wyrób lokalny, delikatne, maślane z nadzieniem z maku lub orzechów. Do mojego stolika przysiadł się szef fundacji Sergej Kara. Opowiadał o działaniu fundacji, o tym jak powstała i skąd koncept kawiarni. Dynamiczny, młody i racjonalny człowiek. Zdecydowanie warto korzystać z jego doświadczenia. Dobre&Dobre był przystankiem w podróży do słowackich winnych piwnic, gdzie poznałam wielu interesujących ludzi, ale też piłam świetne wina. Wrócę jeszcze na Słowację!
Takie spotkania napełniają mnie zawsze optymizmem i energią, zmuszają do refleksji i zastanowienia się nad tym, co jeszcze mogę zrobić ze swoją wiedzą i czasem.