
Pandemia zabrała nam wiele rzeczy. Jak zastanawiam się nad tym, czego najbardziej mi brakuje to siadania do wspólnej kolacji w naszym klubie kolacyjnym. Tęsknie za tym gwarem rozmów i ciszą kiedy na stół wjeżdża główne danie. Nie chcę już kolacji na zoomie i „lajfów” na Facebooku. Lato na moment oddaliło nas od pandemii, chcemy wierzyć, że jesteśmy bezpieczni i korzystać z tego co dookoła: słońca, lasu, morza i gór. Ale przede wszystkim z możliwości spotkań z ludźmi, pikników i spotkań przy grillu i w restauracyjnych ogródkach. Zachłannie pragniemy towarzystwa. Chcemy odpocząć od ekranów i spotkań online. Dlatego chciałabym Was zachęcić, żebyście zamienili social media na social stół.
O tym właśnie chcę opowiedzieć w połowie lata. O tym, co w nasze życie może wnieść zjedzona wspólnie czwartkowa kolacja, sobotnie śniadanie lub niedzielny obiad. Ale też o tym, że wokół stołu uczymy się swojej tożsamości kulturowej, budujemy wzajemne relacje, stajemy się mądrzejsi i zdrowsi.
Stół w moim życiu był zawsze ważny, zawsze w centralnym miejscu domu, czekający na to by przy nim usiąść. Bardzo odświętny, nakryty białym obrusem gotowy na rytualne dania Wigilii, kiedy indziej błyszczący słojami orzechowego drewna i zapraszający do zjedzenia codziennego śniadania czy podwieczorku i gry w scrable. Najważniejsze zawsze było to, że wokół niego zasiadali ważni dla siebie ludzie. Żeby zjeść, rozmawiać i być razem i dla siebie.
Być może przy stole właśnie pojawiły się moje pomysły na łączenie psychologii i jedzenia? Pewne natomiast jest, że wspólne posiłki nauczyły mnie wrażliwości, umiejętności obserwacji, ciekawości ludzi i zapraszania bliskich do wspólnego gotowania i jedzenia najróżniejszych posiłków: tych będących wspomnieniami z dzieciństwa, pocztówkami z podróży i manifestacją mnie samej, mojego rozumienia świata. Nie bez znaczenia jest, że nigdy nie nikt mnie nie zmuszał do jedzenia, zawsze dostawałam wolność wyboru. Dlatego chcę Wam przypomnieć ile dobrego dla Was i Waszych bliskich mogą dać przygotowane z czułością i zjadane wspólnie posiłki.
Siadanie do wspólnych posiłków ma nieomal znaczenie terapeutyczne. Dostajemy pretekst do rozmowy, do refleksji nad dniem i ostatnimi wydarzeniami. Często mówimy o rzeczach banalnych, meczu, nowym serialu czy zdarzeniach z dnia w pracy i szkole. Jednak są też takie momenty, zaczynamy mówić o rzeczach ważnych. O wartościach, problemach, polityce czy sensie tego co robimy w życiu. Stół dla mnie jest symbolem miejsca wspólnoty, a dzielenie się posiłkiem to wymówka, by porozmawiać. Codzienny wspólny posiłek, to zaledwie mały fragment naszego dnia, wymaga od nas 45 minut oderwania się od innych zewnętrznego świata. Jeden z nielicznych przypadków, w których chętnie odkładamy na bok swoją pracę i skupiamy uwagę na ważnych dla nas osobach. I powiedzmy sobie szczerze, że chociaż fajnie jeść domowe obiady, to nawet jedzenie na wynos, to dobrej jakości jest wystarczająco przyzwoitym posiłkiem, z psychologicznego punktu widzenia, o ile jemy je z rodziną lub przyjaciółmi. Nic nie powinno być robione na siłę. Jeśli zdarzy nam się nie znaleźć czasu na rodzinną kolację, nie czujmy się winni. Czasami lepiej usiąść z kubkiem kakao, herbaty albo lemoniady i porozmawiać przez kilka minut niż zmuszać się do wspólnego posiłku.
Ta wspólnotowość mnie ukształtowała, również w tym jakim jestem psychologiem.
Jest jednak kilka czynników, które mogą zniweczyć całe dobro płynące ze wspólnego jedzenia posiłków. Pierwszym, jakże często obecnym w naszych domach jest włączony telewizor. Jeśli rodzina je razem, ale ogląda telewizję zamiast ze sobą rozmawiać, większość korzyści z rodzinnych obiadów zostaje zniweczona. Nawet włączenie telewizora w tle powoduje, że nie koncentrujemy się na rozmowie i na sobie nawzajem oraz nie dostrzegamy pełni smaków tego co jemy. Wspólne posiłki budują więzi pomiędzy rodzicami i dziećmi, ale nie wtedy, kiedy są polem do karcenia i krytyki, zamiast dawać radość rozbijają więzi. Podobnie będzie, kiedy dzieci obserwują walczących, skonfliktowanych ze sobą rodziców, wtedy posiłek stanie się dla nich czasem niepokoju i zmartwienia. Jestem też przekonana, że wszystko, co sprawia, że zaczynamy unikać wspólnego posiłku jest sygnałem istnienia w naszym domu problemów, które mogą wymagać uwagi i pilnego zajęcia się nimi. Bo prawdziwą wartością posiłku jest tworzenie atmosfery pomagania sobie nawzajem, w budowaniu silnych więzi między sobą i budowaniu własnej akceptacji.
„Jeść to konieczność, ale inteligentne jedzenie to sztuka” — powiedział XVII-wieczny pisarz François de La Rochefoucauld.
Psycholog, Abraham Maslow w swojej legendarnej piramidzie pokazuje, że zaspakajanie głodu jest jedną z naszych podstawowych potrzeb, ale jeżeli spojrzymy na kolejne poziomy znajdziemy tam potrzebę przynależności, poczucia, że jesteśmy częścią jakiejś wspólnoty. I właśnie „jedzenie inteligentnie” jest połączeniem tych jakże różnych potrzeb. Wystarczy jeść razem, żeby obie potrzeby zostały spełnione. Oczywiście, nie zapominajmy o zdrowym jedzeniu, o różnorodności i emocjach towarzyszącym posiłkom zjadanym z rodziną i przyjaciółmi. Warto szukać smaków, które dobrze, żeby towarzyszyły od dziecka, bo jestem przekonana, że "co skorupka za młodu skosztuje, to na starość zje”. Bądźcie uważni, by nie dotknęło Was i Waszych bliskich zjawisko zaburzeń odżywiania, a jeżeli się pojawi świadomie szukajcie pomocy. To ogromny problem, kiedy jedzenie staje się karą, opresją i zamiast zachęcać nas do wspólnych posiłków izoluje nas od świata. Mierzymy się ciągle z pandemią, a raczej z tym co obnażyła: samotność, osłabienie relacji, pośpieszne sięganie po niezdrowe jedzenie.
Chciałybyśmy Was zachęcić do wspólnego jedzenia posiłków, do cieszenia się byciem razem, budowania relacji i dbania o siebie nawzajem.
A temu wszystkiemu niech przyświeca hasło:
jedz prosto - jedz powoli - jedz w towarzystwie.
Zamieńcie social media na social stół :)
