Stan wojenny we Wrcoławiu
Stan wojenny we Wrcoławiu archiwum

40 lat od wybuchu stanu wojennego, 40 lat od dnia, w którym zabrano wielu z nas radość życia, 40 lat od dnia, w którym wrzucono nas w mrok strachu. Nie mam żadnego sentymentu dla tego dnia. Nie kojarzy mi się też z brakiem teleranka, a poczuciem zagrożenia i klęski. Przez decyzję Jaruzelskiego i jego koleżków straciłam ważny dla każdego z nas fragment życia. Zaczynałam studia i dorosłe życie w mroku zła. Nie byłam bohaterką, byłam dziewczyną, w której był sprzeciw wobec autorytarnej, lekceważącej ludzi władzy. Jestem kobietą, a ta niezgoda na odbieranie wolności we mnie została na zawsze.

REKLAMA
Wspomnienia 13 grudnia mają dla mnie wiele twarzy. Mojego młodszego brata Radka, który obudził nas przerażony, mówiąc, że jest wojna - nic nie mówił o teleranku. Twarz mamy pakującej do ukrycia nielegalną literaturę, ale też taty, który pobiegł do szkoły dla niesłyszących dzieci, bo paraliż komunikacji spowodował, że do pracy nie mogło dotrzeć kilkunastu nauczycieli (tak, tak mało kto miał wtedy samochód !) a dzieciaki zostałyby bez opieki. Na szczęście nie był sam, bo razem z nim przez przyszli ci mieszkający nieopodal. I wreszcie ja, która właśnie dobę wcześniej wróciłam ze strajku studentów. Po dyskusjach co dalej? Czy symboliczna zmiana nazwy (w ogólnouczelnianym referendum) imienia Bolesława Bieruta na Uniwersytet Wrocławski jest początkiem nowego, czy Może tylko symbolicznym gestem? Było nas tam wielu, czasami dziecięco naiwnych, wierzących w moc słowa i w dobro. Nie będę wymieniać nazwisk, bo dla mnie ten czas ma twarze zwyczajnych ludzi - Leszka, Krzysztofa, Lucyny, Magdy, Anki, Mirka, Jarka i wielu innych, niezaopiekowanych przez historię bohaterów. Jak to zazwyczaj bywa w życiu. Ich symbolem są spiżowe postaci wyłaniające się płyt chodnika wrocławskiej ulicy - szarzy ludzie, szarzy jak tamta rzeczywistość, ale nigdy bierni.
A ja w tym wszystkim? Osiemnaście lat, pierwszy rok psychologii, charyzmatyczny dziekan prof Wiesław Łukaszewski, który chciał nam pokazać nowoczesną psychologię i świat, który zaprosił nas do zrywania ze stereotypami i budowania nowego spojrzenia na psychikę człowieka. Razem z nim wielu pełnych pasji młodych uczonych. Mieliśmy wspólnie zmieniać oblicze psychologii. I nagle wielkie tąpnięcie. Agresja tchórzliwych ludzi, którzy chcieli nas zamrozić!
W moim życiu smutni faceci chowający się za plecami milicjantów z długa bronią, którzy zastukali do drzwi żeby złamać. Żeby zgnieść. eSBek opowiadający przy akompaniamencie karpia w wiadrze historię o swojej duszy rwącej się do wolności i solidarności, ale przecież „musi przesłuchiwać’, bo ktoś musi …
Zwyczajne życie dziewczyny z PRL’u. Co mnie uratowało? Pewnie kilka rzeczy … Rodzina, ale też nieznani ludzie, którzy pocieszali w celi aresztu, a może właśnie ta psychologia? To, że poszukałam wsparcia, psychoterapii i je dostałam, i że nie zapadłam się w mroki PTSD. To wszystko razem mnie zbudowało. Każdy kryzys można próbować przetrwać, ważne, żeby wokół był ten krąg, ci ważni, opiekuńczy i rozumiejący bezwarunkowo ludzie.
A dzisiaj myśląc o stanie wojennym, o zbrodni wyrządzonej wielu z nas wspominam nie tych z pierwszych kart historii, ale tych, którzy znaleźli w sobie siłę, żeby zwyczajnie żyć. Opowieścią o moim pokoleniu, o tych zakutanych w szare płaszcze Polakach jest książka - reportaż Anny Miszczanek „Dzień bez teleranka. Jak się żyło w stanie wojennym”. Kolejne dni, miesiące opisywane przez autorkę porzucają znaną martyrologiczną narrację na rzecz emocji i opowieści osób, które walczyły z systemem, ale też walczyły o zwykłe, codzienne przeżycie. O godność i wewnętrzną niezależność.
Poczytajcie historii o początkującej dziennikarce z młodzieżowej gazety, zaangażowanej w sprawy rolników Mari, goniecoxi sporego wydawnictwa, młodym filmowcu czy kapitanie „od zabójstw” z Komendy Stołecznej Milicji Obywatelskiej. To są właśnie zapomniani i pomijani przez historię bohaterowie. Poczytajcie o nas, bohaterach opowieści o najboleśniejszym i najdziwniejszym dla mnie momencie w historii mojego kraju. Formalnie stan wojenny trwał półtora roku. Dla wielu z nas była to wieczność i nieustający mrok.
logo
archowum
„Dzień bez teleranka” to oddanie głosu nam, w większości młodym, którzy wchodzili jesienią 1981 roku, podobnie jak ja, wchodzili w dorosłe życie. Wielu sympatyzowało z Solidarnością, choć nie byli jej działaczami, inni z różnych powodów działali w partii. Byli uwikłani w wybory rodziców, jak mój strajkowy kolega, którego ojciec był ważnym sekretarzem PZPR. Anna Mieszczanek uchwyciła to nasze życie, codzienność, towarzyszące tym momentom emocje czy nieznane historie rodzinne. Zestawiła to z dokumentami służb i partyjnych komitetów z ich peerelowska nowomową. To nie jest opowieść o tych co skakali przez mur, spali na styropianie i rozmawiali przy okrągłym stole. To powieść o pokoleniu młodych ludzi, którym zabrano wolność i radość uczenia się bycia dorosłym. Opowieść o moim pokoleniu.
Anna Mieszczanek – publicystka, redaktorka, animatorka społeczna, psychoedukatorka w konfliktach i kryzysach rodzinnych. Książka ukazała się nakładem wydawnictwa MUZA.