REKLAMA
Z różnych miejsc: bilboardów, telewizji i internetu atakują nas reklamy egzotycznych podróży. Tunezja, Egipt i inne odległe kraje czekają. Kuszą te podróże, szczególnie po pół roku tęsknoty za słońcem. Ale czy zawsze trzeba jechać aż tak daleko, żeby poznać interesujących ludzi? Jestem przekonana, że potrzebne są i te dalekie, i te całkiem bliskie wyprawy.
Uwielbiam takie nieodkryte miejsca, w których siadam przy stole wspólnie z gospodarzami. Pomagam gotować żeby nauczyć się nowych rzeczy, ale też, by później było więcej czasu na długie rozmowy.
Oczywiście nie da się nie docenić poznawczych walorów zwiedzania zabytków, oglądania nieznanej przyrody, ale najważniejsi na końcu są zawsze ludzie i ich historie. Fascynujące jest to, że ktoś postanawia odnaleźć swój kawałek świata w miejscu dziecięcych wakacji, żeby zbudować tam przystań dla siebie i tych, którzy mają ochotę na medytację i ćwiczenia. Inni z kolei - gospodarze Mlecznej Drogi - zamieniają miasto na wieś, żeby wdrażać w życie steinerowską koncepcję życia. Łączy ich jedno, realizują swoje pasje i robią sery :)
W pierwszy wiosenny weekend wybrałam się nieznane mi rejony Beskidu Wyspowego. Zbierałam sie do tej podróży bardzo długo. Właściciela "Koziarni" Marcina Lorka poznałam podczas festiwalu serów w Sandomierzu. Degustowałam sery i rozmawiałam, rozmawiałam i degustowałam. Okazało się, że mamy wiele wspólnych tematów i oboje jesteśmy zakręceni na punkcie odkrywania nowych smaków i mieszania ich ze starymi. Koziarnia to nie tylko produkcja serów, to też jedna z polskich winnic. Nie wiem, czy nad polami Marcina unoszą się jakieś modlitwy osiedlonych w pobliskim Szczyrzycu Cystersów, kto wie ;). Marcin i Jadzia oraz ich dorosłe dzieci potrafią niesamowicie opowiadać o tym co robią. O produkcji wina, pierwszych eksperymentach z cydrem czy serach. Właśnie dla takich ludzi warto pojechać w podróż. Znaleźć się pośród nieznanych osób, powoli i czasami ostrożnie zadawać pierwsze pytania, które potem zmieniają się w wielogodzinną nocną rozmowę. Gospodarze zgormadzili nas, przybyszy z różnych regionów Polski.
Wygląda na to, że wiosna jednak przyszła. Za kilkanaście dni wielu z nas zrobi sobie majówkę. Warto zmienić swoje rytuały i pojechać w takie miejsce, gdzie będziemy mieli okazję spotkać wielu interesujących ludzi. Doskonałym pretekstem są wszelkiego rodzaju imprezy kulinarne. Degustacje potraw regionalnych, często z dodatkiem, jak w tym przypadku, dobrych napojów (nam o winach opowiadał Simon, winiarz z węgierskiego Egeru). Przy stole łatwiej zacząć rozmowę. Bez problemu prosi się obcą osobę o podanie pieprzu czy miski z sałatą. Potem już rozmowa toczy się dalej sama. Kolekcjonujmy wrażenia, przypominajmy sobie zapomnianą sztukę konwersacji. Każdy z nas na codzień żyje w określonym kręgu. Znajomi z pracy, rodzina, przyjaciele. Fantastyczni, potrzebni, lubiani. Ale czas od czasu warto przekroczyć granice. Uczymy się dzięki temu przełamywać opory, musimy włożyć trochę wysiłku w pokazanie siebie samych (któż nie słyszał o magii pierwszego wrażenia!) i co najważniejsze otwieramy się na poznawanie innych, nieznajomych. Tacy ludzie mogą stanowić dla nas doskonałą wiosenną inspirację. Żyją w innym otoczeniu, mają swoje, często zaskakujące pasje. Bywa też tak, że nagle na drugim końcu Polski spotkamy kogoś, kto podobnie jak moi towarzysze stołu w Koziarni potrafi godzinami rozmawiać o przyprawach albo o urokach starych Land Roverów. Po takim wyjeździe wracamy z pakunkiem wrażeń, często zmęczeni jazdą po polskich drogach, ale pełni energii. Dlatego poszperajcie przed majówką w internecie, popytajcie znajomych i wybierzcie się w nieznane miejsce. Jest ich mnóstwo. Pięknych, smakowitych i prowadzonych przez bardzo interesującyh ludzi. Czasami wystarczy wyjechać całkiem niedaleko. Zapewniam, warto!
A potem, wspominając swoją wyprawę można zrobić sobie jakieś nowoodkryte danie. Ja przywiozłam z ostatniej podróży podpłomyki z pstrągiem, które nauczyłam się robić od Jadzi Lorek.
Składniki:
Na ciasto:
1. Mąka pszenna – 0,25 kg
2. Drożdże (najlepiej świeże) - 2g
3. Ciepła woda – 125 ml
4. Odrobina soli i cukru
Na farsz:
1. Pstrąg – 2 szt
2. Cebula – 4 szt
3. Masło – 1/4 kostki (musi być zimne)
1. Pstrąg – 2 szt
2. Cebula – 4 szt
3. Masło – 1/4 kostki (musi być zimne)
Sposób wykonania:
1. Rozmieszać drożdże z cukrem i wodą, pozostawić na ok. 20 minut w ciepłym miejscu
2. Wymieszać z mąką, dodać wodę, sól.
3. Wyrobić ciasto – mikserem, albo silnymi rękoma
4. Odstawić do wyrośnięcia aż podwoi swoją objętość.
5. Obrać surowego pstrąga, wyfiletować i pokroić na kawałki
6. Cebule pokroic w plasterki
7. Uformować placki na blaszce wyłożonej pergaminem
8. Ułożyć cebulę, kawałki pstrąga i płatki masła. Lekko posolić
9. Włożyć do nagrzanego do 180 stopni piekarnika i piec przez około 20 minut
10. Pokroić na dwukęsowe kawałki i podawać na stół
1. Rozmieszać drożdże z cukrem i wodą, pozostawić na ok. 20 minut w ciepłym miejscu
2. Wymieszać z mąką, dodać wodę, sól.
3. Wyrobić ciasto – mikserem, albo silnymi rękoma
4. Odstawić do wyrośnięcia aż podwoi swoją objętość.
5. Obrać surowego pstrąga, wyfiletować i pokroić na kawałki
6. Cebule pokroic w plasterki
7. Uformować placki na blaszce wyłożonej pergaminem
8. Ułożyć cebulę, kawałki pstrąga i płatki masła. Lekko posolić
9. Włożyć do nagrzanego do 180 stopni piekarnika i piec przez około 20 minut
10. Pokroić na dwukęsowe kawałki i podawać na stół
Siadamy przy podpłomyku z lampką białego wina i możemy toczyć kolejną długą rozmowę o rzeczach ważnych i nie.
