Piękny wrześniowy dzień, miękko padające promienie słońca i dobre towarzystwo pozornie nie skłaniają do tego, żeby rozmyślać o oszczędzaniu. Tylko pozornie!
REKLAMA
Wybrałam się w kolejną podróż kulinarną, tym razem do Kołudy Wielkiej na Święto Białęj Gęsi Kołudzkiej i warsztaty kulinarne z Arturem Morozem i Marcinem Sobólem. Wszystko w ramach kolejnej edycji akcji "Czas na gęsinę" organizowanej przez województwo kujawsko-pomorskie.
Najpierw posłuchaliśmy w sporej grupie uczonych wykładów, o tym jakie walory ma gęsina. To wiem od dawna, uwielbiam to mięso, tym bardziej, że kojarzy mi się z pięknym świętem. Nie, nie Dniem Niepodległości i Świętego Marcina, ale urodzinami kogoś mi bardzo bliskiego ;). Lubię celebrę przy przygotowywaniu tego ptaka, ale też to, że jest dla mnie kwintesencją wielkopolskiej gospodarności (bo dotąd gęś kojarzyła mi się tym regionem, zapewne warsztaty trochę to zmieniły).
Najpierw posłuchaliśmy w sporej grupie uczonych wykładów, o tym jakie walory ma gęsina. To wiem od dawna, uwielbiam to mięso, tym bardziej, że kojarzy mi się z pięknym świętem. Nie, nie Dniem Niepodległości i Świętego Marcina, ale urodzinami kogoś mi bardzo bliskiego ;). Lubię celebrę przy przygotowywaniu tego ptaka, ale też to, że jest dla mnie kwintesencją wielkopolskiej gospodarności (bo dotąd gęś kojarzyła mi się tym regionem, zapewne warsztaty trochę to zmieniły).
Przez ostatnie dwadzieścia lat zachwycaliśmy się nieograniczonym nieomal dostępem i wielością wszystkiego. Ubrań, sprzętów gospodarstwa domowego czy żywności. Rzecz jasna nie tęsknię za repasacją pończoch! Ale mierzi mnie, że tak lekko wyrzucamy wiele rzeczy, w tym jedzenie. Wyrzycamy kawałki bułki, które kiedyś się mieliło. Wylewamy resztki rosołu, zamiast zrobić z niego pomidorową. Ze starych jeansów szyłam powłoczki siedzisk w dziewczęcym pokoju, przemalowana meblościanka zamieniała się na designerski mebel na ukochane książki … dużo tego było. Motorem było oczywiście przaśność PRL'u, brak wszystkiego. Myślę jednak, że jeżeli chodzi o jedzenie to był też jeszcze głeboko pielęgnowany od pokoleń szacunek do wszelkich pokarmów.
W czasie długiego i pracowitego wieczoru w doskonałym towarzystwie dużo rozmawialiśmy właśnie o szacunku do jedzenia i jego niemarnowaniu. Pewnie wielu z nas może nauczyć się sporo od szefów kuchni. W restauracjach niczego się nie marnuje, być może z powodów ekonomicznych, ale efekt jest jeden. Nie wyrzuca się jedzenia, co nam zdarza się bardzo często w domach! Gęś pozwala na naukę gospodarności i rozsądku w kuchni. Może warto właśnie jesienią, przed zimową szarugą staranniej pochylić się nad rozsądnym gospodarowaniem jedzeniem. Paradoksalnie taki rozsądek ma jeszcze dodatkowe znaczenie, możemy nauczyć się lepszego planowania i nierobienia zakupów ponad miarę. Wszystko razem po jakimś czasie zmieni nasze nawyki żywieniowe, pozwoli cieszyć się różnorodnością, ale też zaoszczędzonymi pieniędzmi. Na świecie, który mocno dotknięty został kryzysem nie jest wstydem przyznawać się do braku zasobności i konieczności oszczędzania. U nas ciągle jeszcze do dobrego tonu nalezy rozrzutność. Paradoksalnie, bo przecież w większości nie jesteśmy krezusami, a na dodatek podobno bardzo bogaci ludzie z ogromnym rozsądkiem wydają każdą złotówkę. Zachęcam do chwili namysłu nad tym jak gospodarujemy dostępnymi zasobami. A jeżeli mieszkacie z dziećmi to pomyślcie, o tym że dzięki takim zachowaniom będą kiedyś lepiej gospodarować własnym życiem i własnym budżetem.
Nie wstydźmy się oszczędzania, rozsądnego gospodarowania jedzeniem i wykorzystywania nawet niewielkich resztek do zrobienia czegoś ciekawego. Ba! Kierując się rozsądkiem uruchamiajmy swoją kulinarną kreatywność! Gęś nie jest tanim codziennym produktem. Tym bardziej z dorodnej tuszki trzeba wykorzystać wszystko. W czasie warsztatów w Kołudzie Wielkiej wspólnie Arturem i Marcinem nie tylko robiliśmy luksusową pierś z gęsi, ale piekliśmy uda w kapuście, dusiliśmy skrawki z mięsa z kurkami, wytapialiśmy cudowny smalec ze skrawków i tłuszczu, robiliśmy omastę z z mięsa, które udało się odzyskać w czasie dokładnego filetowania korpusów, z których powstał złocisty rosół. Była jeszcze cieciorka ze smażonymi skrawkami mięsa. Nic się nie zmarnowało.
Wykorzystujmy to, co jest dostępne, bądźmy gospodarni, uczmy się i swoich bliskich oszczędności (ale nie sknerstwa!).
Takim daniem, z resztek, czegoś co w pierwszym odruchu chce się wyrzucić jest gęsi pipek (wersja z przedwojennej Łodzi). Zapisałam ten przepis i już się cieszę, że to proste danie zrobię moim listopadowym gościom.
Składniki:
1. gęsia szyja (sam skóra, najlepiej jeżeli jest w całości. Można ją też zszyć bawełnianą nitką) – 1 szt/2 osoby
2. skrawki gęsiego mięsa (z odrobiną tłustych kawałków) – ok. 1 szklanki na szyjkę
3. wątróbka gęsia – ½ szt
4. cebula -2 szt
5. czosnek – 2 ząbki
6. sól, pieprz oraz gałka muszkatołowa do smaku
7. opcjonalnie można połowę mięsa zastąpić tartymi, surowymi ziemniakami
1. gęsia szyja (sam skóra, najlepiej jeżeli jest w całości. Można ją też zszyć bawełnianą nitką) – 1 szt/2 osoby
2. skrawki gęsiego mięsa (z odrobiną tłustych kawałków) – ok. 1 szklanki na szyjkę
3. wątróbka gęsia – ½ szt
4. cebula -2 szt
5. czosnek – 2 ząbki
6. sól, pieprz oraz gałka muszkatołowa do smaku
7. opcjonalnie można połowę mięsa zastąpić tartymi, surowymi ziemniakami
Sposób przygotowania
1. Siekamy drobno mięso z gęsi i wątróbkę
2. siekamy i szkilimy na gęsim tłuszczu cebulkę
3. mieszamy starannie mięso, wątróbkę, cebulę, czosnek i przyprawy
4. ewentualnie dodajemy do mięsnej masy utarte ziemniaki
5. nadziewamy szyki masą
6. zawijamy każdą szyjkę w folię aluminiową
7. układamy szyjki na blaszce i wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 120 stopni i piec ok 40 minut
8. podawać pokrojone w plastry na gorąco lub na zimno np. z żurawiną albo powidłami śliwkowymi
1. Siekamy drobno mięso z gęsi i wątróbkę
2. siekamy i szkilimy na gęsim tłuszczu cebulkę
3. mieszamy starannie mięso, wątróbkę, cebulę, czosnek i przyprawy
4. ewentualnie dodajemy do mięsnej masy utarte ziemniaki
5. nadziewamy szyki masą
6. zawijamy każdą szyjkę w folię aluminiową
7. układamy szyjki na blaszce i wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 120 stopni i piec ok 40 minut
8. podawać pokrojone w plastry na gorąco lub na zimno np. z żurawiną albo powidłami śliwkowymi
Cieszmy się kreatywnością, która z „niczego“ pozwala wyczarować cuda. Nie tylko w kuchni. Szanujmy to co mamy do dyspozycji i nie marnujmy jedzenia
