Decydujesz się na ślub z miłości? Przemyśl to jeszcze raz. A przynajmniej taką radę daliby Ci ekonomiści oraz większość Azjatów. Według nich małżeństwo to transakcja jak każda inna.

REKLAMA
- Czy kochasz swoją żonę?
- Nie. A dlaczego miałbym ją kochać?
Taką prostą i intrygującą odpowiedź zaserwował mi i moim towarzyszom podróży po Turkmenistanie nasz przewodnik po tym kraju. Maksat dopiero po kilku piwach dał się wciągnąć w rozmowę na tematy osobiste, których skryci Turkmeni raczej unikają.
W Turkmenistanie obserwowanie życia codziennego mieszkańców jest utrudnione – to przecież kraj dyktatury, taka pustynna Korea Północna, w którym nic nie jest tym, czym wydaje się na pierwszy rzut oka, a turysta jest prowadzony za rączkę dokładnie tam, gdzie powinien pójść. Nawet spanie „u gospodarzy” w wiosce było wyreżyserowane. Dlatego o wiele aspektów codzienności musieliśmy podpytywać naszych przewodników.
Maksat ma niewiele ponad 30 lat, żonę i dwie córki – stwierdził, że na tyle dzieci go stać, aby zapewnić im teraz godziwe życie, a potem przyzwoity posag. Jego małżeństwo było układem, co w tym kraju jest regułą. Żonę wybrali mu rodzice, a on stwierdził, że jest ona OK. Jego żona nie pracuje –opiekuje się córkami. Natomiast on zarabia na życie jako przewodnik, spędzając większość czasu na jeżdżeniu z turystami po różnych zakątkach Turkmenistanu. Gdy wraca do domu, nie czuje obowiązku, aby rozmawiać ze swoją żoną, ponieważ uważa, że – ujmę to dyplomatycznie – nie jest ona dla niego odpowiednim partnerem do dyskusji.
Maksat o swojej żonie i córkach opowiada bez emocji. Założenie rodziny było dla niego realizacją społecznego obowiązku, nie zaś efektem uczuciowego zrywu. Zresztą, tak to tu wygląda. Turkmeni, podobnie jak mieszkańcy większości krajów Azji, mają świadomość faktu, że małżeństwo to biznesowy układ. O ile na Zachodzie okraszamy tę instytucję morzem emocjonalnych wynurzeń, słodkich obietnic i romantycznych wspomnień, to kolektywistyczne kultury Azji patrzą na to zupełnie inaczej. Żonę lub męża wybierają na ogół starsi, bardziej doświadczeni członkowie rodziny, oczywiście często biorąc pod uwagę stan zamożności rodziny potencjalnego małżonka. Jeśli małżonkowie potem zapałają do siebie uczuciem – to świetnie, mają szczęście. A jeśli nie – to po prostu godzą się z losem, nie robiąc z tego bynajmniej żadnej tragedii.
A co z romantyzmem? Nie jest on ważny – zresztą, wszelkie uczuciowe zrywy można załatwić „poza małżeńską strukturą”… Na nasze słowa, że w Polsce ludzie się żenią z miłości, Maksat odpowiedział jedynie ironicznym uśmieszkiem…
Patrząc na rosnącą liczbę rozwodów w krajach Zachodu, można byłoby dojść do wniosku, że miłość to faktycznie słaby powód do tego, by zawrzeć z kimś małżeństwo. Uczucia są ulotne i w żaden sposób nie gwarantują trwałości naszego związku. Z tego prawdopodobnie zdaje sobie sprawę większość dorosłych osób. Ale specjalistką od psychologii nie jestem, więc kwestią uczuć nie będę się tu zajmować.
Zwłaszcza, że ekonomia na ten temat też ma wiele do powiedzenia. Choć to niektórym może wydać się dziwne, małżeństwo zostało rozpisane przez ekonomistów na czynniki pierwsze i zaprezentowane w ujęciu matematycznym.
Ekonomią rodziny zaczęto się na poważnie zajmować już ponad pół wieku temu, a w latach 70. XX wieku amerykański ekonomista Gary Becker poszedł o krok dalej i sformułował swoją słynną teorię małżeństw. Becker, laureat ekonomicznego Nobla z 1992 r., w swojej pracy zaprezentował matematyczne wyliczenia, pokazujące m.in. dlaczego w ogóle decydujemy się na małżeństwo, z kim postanawiamy je zawrzeć i co ma wpływ na jego trwałość.
Jakie wnioski płynęły z jego badań? Intuicyjne – rynek małżeństw, jak każdy inny rynek, rządzi się prawami popytu i podaży. Analizując daną osobę jako potencjalnego małżonka, bierzemy pod uwagę korzyści i koszty związane z tym związkiem. Uroda, inteligencja, pieniądze, charakter – to nasze karty przetargowe, które wpływają na naszą cenę na małżeńskim rynku. Szukając partnera na życie, chcemy wymienić swoje cechy na jego cechy po jak najlepszym kursie.
Ekonomiści zresztą rozpisali związki międzyludzkie dużo dokładniej. Piszę o tym więcej TUTAJ. Klikajcie, jeśli chcecie wiedzieć, co trzyma ludzi przy sobie i dlaczego tak naprawdę cały czas funkcjonujemy na rynku małżeństw... nawet, jeśli jesteśmy już zajęci ;)