Dharavi - jeden największych obszarów slumsów na świecie.
Dharavi - jeden największych obszarów slumsów na świecie. Wikimedia Commons

Europejska idea równości wszystkich ludzi nie znalazłaby poklasku w Indiach. To kraj, w którym bogactwo lub bieda to kwestia przeznaczenia.

REKLAMA
Czy czujesz, że jesteś kowalem swojego losu? Że możesz swobodnie zarządzać swoją karierą, a jeśli wystarczająco ciężko będziesz pracować, to masz duże szanse, aby osiągnąć sukces?
Jeśli na powyższe pytania odpowiedziałeś „tak”, to myślisz podobnie jak ja – i zupełnie inaczej niż większość mieszkańców Indii. Jedną z rzeczy, które odróżniają indyjski sposób myślenia od tego zachodniego, jest bowiem wiara w przeznaczenie.
Hindusi wierzą w karmę – w to, że otrzymują oni od Boga to, na co zasługują. Skoro bóstwa przeznaczyły im konkretne miejsce w życiu, to z pokorą przyjmują swój los. Oznacza to, że w Indiach przynależność do danej rodziny w istotnym stopniu definiuje naszą karierę i poziom zamożności.
Jeśli ktoś urodził się w rodzinie taksówkarzy, to prawdopodobnie zostanie taksówkarzem. Jeśli ktoś urodził się w najniższej warstwie społeczeństwa, np. w rodzinie „niedotykalnych”, to jest niewielka szansa, aby wyrwał się z tego otoczenia. Dzieci żebraków pozostają żebrakami. Jeśli natomiast ktoś urodził się w rodzinie kupców – to oznacza, że miał szczęście, bowiem na ogół są to rodziny relatywnie zamożne i kolejne pokolenia mają szansę kontynuować biznes.
Mimo że system kastowy w Indiach coraz bardziej się zaciera, relatywnie niewielka grupa młodych osób chce zmienić swoje przeznaczenie. To, co w zachodnich kulturach jest postrzegane jako brak ambicji, tu jest absolutnie zrozumiałe: jest bowiem wyrazem pokory i przyjęcia danej nam roli w życiu.
Można byłoby spytać: dlaczego więc na Zachodzie coraz więcej osób indyjskiego pochodzenia robi spektakularne kariery, staje się guru w świecie IT, zostaje mianowana na wysokie kierownicze stanowiska? Najczęściej dzieje się to dlatego, że te hinduskie rodziny, które mają wystarczająco dużo pieniędzy, wysyłają swoje dzieci do Europy lub USA, by tam kształciły się na najlepszych uczelniach świata. W przeciwieństwie do większości mieszkańców Indii, ludzie ci otrzymują więc pewną szansę od losu – i nie wahają się jej wykorzystać.
Pokorna akceptacja swojego przeznaczenia sprawia, że Indusi nie mają problemu z przyzwoleniem na społeczną nierówność. To zupełnie inna postawa niż ta powszechna w świecie zachodnim. W Europie hołubiona jest idea równości – tu miliarderów od lat obciąża się dużymi podatkami, a ci najbiedniejsi mogą liczyć na pakiet socjalny umożliwiający jako-taką, a czasem nawet całkiem przyzwoitą, egzystencję. W Stanach Zjednoczonych osoby zamożne cieszą się sporym szacunkiem społeczeństwa, ale dotyczy to tych, którzy do swojego bogactwa doszli własną pracą. W USA wciąż wierzy się w „American dream”, zakładający, że każdy może być zamożny, niezależnie od swojego pochodzenia – jeśli tylko wystarczająco się postara.
Tymczasem w Indiach bogactwo jest przekazywane w genach – najsłynniejsi indyjscy miliarderzy pochodzą z rodzin zamożnych, są dziećmi biznesmenów. Owszem, na ogół ciężko pracowali oni na swój sukces, jednak niewątpliwie sprzyjało im środowisko, w jakim się urodzili i wychowali. Są to więc osoby, które nieprzypadkowo wybrały biznesową ścieżkę kariery – było im to w pewnym sensie przeznaczone.
Indyjską tolerancję dla skrajnych nierówności doskonale ilustruje krajobraz miasta Mumbaj. To właśnie w Mumbaju znajduje się najdroższy dom świata, należący do miliardera Mukesha Ambani – Antilia, bo tak nazywa się ten budynek, miała kosztować ponad miliard dolarów, a do samej obsługi tej 27-piętrowej rezydencji zatrudnionych jest kilkaset osób.
Tymczasem kilkanaście kilometrów od Antilii znajduje się jeden z największym obszarów slumsów na świecie. Slumsy Dharavi zajmują obszar ponad 200 hektarów, są miejscem ogromnej biedy i brudu. To właśnie to miejsce służyło jako plan słynnego filmu „Slumdog Millionaire”.
Komu to przeszkadza? Przede wszystkim obserwatorom z Zachodu, których razi po oczach sąsiedztwo ogromnego bogactwa i skrajnej nędzy. Sami Indusi nie mają aż tak dużego problemu z akceptacją takiego stanu rzeczy. W końcu tam, niezależnie od tego, czy jesteś bogaty, czy biedny – najwyraźniej zasłużyłeś na swój los.
Więcej tekstów o Indiach (i nie tylko) można przeczytać na moim blogu.