
Bahnhofstrasse w Zurychu to najdroższa ulica w Europie i trzecia na świecie. Metr kwadratowy wynajętej powierzchni kosztuje tu rocznie ponad 15 tysięcy franków szwajcarskich, czyli jakieś… 5 tys. zł miesięcznie. A to, co rzekomo kryje się pod powierzchnią ulicy, działa na wyobraźnię.
REKLAMA
Bahnhofstrasse, czyli po polsku “ul. Dworcowa”, to najsłynniejsza ulica w Zurychu, a może i w całej Szwajcarii. Znana jest przede wszystkim z funkcjonujących na niej luksusowych sklepów i, co za tym idzie, z tego, że jest tu koszmarnie drogo.
Pod względem ceny najmu lokalu Bahnhofstrasse znajduje się na pierwszym miejscu w Europie. Na świecie wyprzedzają ją tylko 5th Avenue w Nowym Jorku oraz Causeway Bay w Hong Kongu. 3 lata temu za metr kwadratowy powierzchni trzeba było tu zapłacić ok. 12,5 tys. CHF – obecnie jest to już ponad 15 tys. CHF. Przy obecnym kursie franka oznacza to miesięcznie ponad 5 tys. PLN za metr kwadratowy.
Ale jak się okazuje, ten szalony czynsz może się zwrócić ze sporą nawiązką. Potencjalny przychód z jednego metra kwadratowego powierzchni szacuje się tutaj na 100-250 tys. CHF rocznie. Zapewne to właśnie dlatego chętnych na prowadzenie tu sklepu nie brakuje. Na Bahnhofstrasse pełno jest luksusowych sklepów z biżuterią i zegarkami (np. Tiffany & Co., Blancpain, Cartier), a także butików słynnych projektantów (m.in. Louis Vuitton, Gucci, Prada, Chanel).
Chociaż Bahnhofstrasse można nazwać centrum europejskiego luksusu, to na pierwszy rzut oka ulica ta wygląda relatywnie skromnie (więcej zdjęć znajdziecie TUTAJ). A przynajmniej ja miałam takie wrażenie, gdy wyszłam na ulicę z Dworca Głównego w Zurychu – miejsca, gdzie rozpoczyna się Bahnhofstrasse. Być może to wrażenie wynikało z tego, że dla mnie był to pewien dysonans: najdroższa ulica Europy jest jednocześnie miejscem tłocznym, po którym porusza się mnóstwo przyjezdnych, szurających po chodniku swoimi walizkami na kółkach. Trzeba przyznać – okolice dworca chyba w żadnym mieście nie są reprezentacyjne.
Oczywiście muszę przyznać, że dworzec w Zurychu i tak jest ładniejszy i jest lepiej zorganizowany niż inne dworce, na których bywałam. Jednak atmosferę luksusu można poczuć dopiero wtedy, gdy oddalimy się nieco od panującego na nim zgiełku.
Idąc Bahnhofstrasse niecały kilometr na południe, docieramy do prawdziwego serca Zurychu – dzielnicy bankowej. Przy Paradeplatz mieszczą się główne siedziby znanych szwajcarskich banków UBS i Credit Suisse (a także inna wizytówka miasta - słynna cukiernia Confiserie Sprüngli, o której wcześniej pisałam). Natomiast nieco dalej na południe, bliżej jeziora, znajduje się jedna z siedzib Szwajcarskiego Banku Narodowego (druga jest w Bernie).
W większości miast dzielnice finansowe są “miastami duchów”, w których jest gwarno tylko wtedy, gdy korpoludki przychodzą rano do pracy, wychodzą po południu na lunch albo wracają wieczorem z pracy. Ale w Zurychu wygląda to inaczej. Tu dzielnica finansowa to tak naprawdę centrum miasta, gdzie zawsze jest gwarno. No, może oprócz wieczorów – wtedy pustoszeją ulice praktycznie w całej Szwajcarii. To nie jest imprezowy naród.
No i jeszcze jedno – tutejsza dzielnica bankowa nie jest usiana szklanymi wieżowcami. Chociaż największe szwajcarskie banki zatrudniają tysiące pracowników, to przynajmniej z zewnątrz nie wyglądają jak typowe korpo – ich siedziby to kamienice wpisujące się w niską zabudowę całego miasta.
Luksusowa Bahnhofstrasse ma jednak jeszcze jedno fascynujące oblicze. To właśnie pod jej powierzchnią podobno znajdują się skarbce, w których przechowywana jest część szwajcarskiego złota. Podobno, bo ta informacja nigdy nie została potwierdzona oficjalnie - o mitycznych skarbcach wielu słyszało, ale nikt ich nie widział. Zwolennicy teorii skarbców w podziemiach Bahnhofstrasse mają jednak ważny argument – gdzie miałyby one być usytuowane, jak nie w sercu miasta bankierów?
Gdy przechadzałam się Bahnhofstrasse, czasem wyobrażałam sobie, że tu, kilka pięter poniżej zatłoczonego chodnika oraz poruszających się po ruchliwej ulicy tramwajów i luksusowych samochodów, mogą znajdować się skarbce wypełnione po brzegi cennym kruszcem. To interesujące, jak wielu przewijających się przez to miejsce turystów mogło nie być świadomych, że znajdują się tak blisko szwajcarskiego złota…
Nawet jeśli to tylko miejska legenda, to nadaje ona temu miejscu magii i tajemniczości. I mimo wszystko, robi na mnie większe wrażenie niż luksusowe sklepy.
