O autorze
Finansistka i przedsiębiorca. Analityk rynków surowcowych w Domu Maklerskim BOŚ, wydawca i redaktor naczelna magazynu o inwestowaniu TREND. Regularnie wypowiada się w mediach na tematy związane z rynkami finansowymi. Pasjonatka podróży i poznawania świata, certyfikowany nurek i żeglarz. Swoje dwie największe pasje - finanse i podróże - łączy na blogu D-TOUR

Nowe spojrzenie na Pragę

Most Karola w Pradze.
Most Karola w Pradze. Archiwum własne.
W ostatnich dniach miałam okazję odwiedzić Pragę. To już moja trzecia wizyta w tym mieście, a czułam się tak, jakbym czeską stolicę odkrywała na nowo.



Pierwszy raz byłam w Pradze, gdy miałam 8 lat. Nie pamiętam z tamtej wycieczki nic oprócz Złotej Uliczki, słynnego astronomicznego zegara i paskudnych knedliczków w tłustym sosie (to chyba nie była najlepsza knajpa).

Drugi raz odwiedziłam Pragę podczas wyjazdu integracyjnego na studiach. Co z niego pamiętam? Pięciopiętrowy klub przy Moście Karola, rozczarowujący smak absyntu, zaskakująco dobry smak Becherovki i planetę Saturn widzianą przez teleskop w tamtejszym obserwatorium astronomicznym. Ale ogólnie to pamiętam głównie imprezowanie. Dużo imprezowania.


No i oczywiście z obu wycieczek pamiętam Most Karola. Zresztą, mówi się, że Most Karola pamiętają nawet ci, którzy w Pradze nigdy nie byli ;) (swoją drogą, więcej zdjęć z Pragi znajdziecie tutaj.)

W tym tygodniu zaglądnęłam do Pragi po raz trzeci. Służbowo, więc poważne zwiedzanie miasta nie wchodziło w grę. Zresztą, nawet mi na tym za bardzo nie zależało, bo przecież w wielu słynnych miejscach już byłam. Skończyło się więc na paru spacerach w okolicach centrum, podczas których obserwowałam tutejszą codzienność i chłonęłam atmosferę miasta.




Na wstępie muszę przyznać, że Praga widziana po raz trzeci nadal robi ogromne wrażenie. Uliczki Starego Miasta są piękne i klimatyczne, a zachód słońca obserwowany z Mostu Karola to naprawdę obłędny widok. Jednak gdy przyjrzałam się życiu na praskich uliczkach uważniej, to zauważyłam także parę czarnych plam na tym kolorowym obrazku.


Pozytywnie zaskoczył mnie fakt, że Praga tętni życiem nawet w środku tygodnia, do późnej nocy. Na rynku Starego Miasta praktycznie przez cały czas kręcą się tłumy osób. Minusem jest jednak to, że są to głównie turyści. Na praskich ulicach słyszałam język rosyjski, włoski, koreański... a okazjonalnie przemykała wycieczka ludzi w takich samych czapeczkach.

Wracając do pozytywów: kolejną kwestią, która wcześniej mi umknęła, jest muzykalność Czechów. Przechodząc się uliczkami Starego Miasta, raz po raz słyszałam fantastyczną muzykę na żywo, dobiegającą z pobliskich knajpek czy też graną przez ulicznych muzyków. To tworzyło świetną atmosferę i było miłym muzycznym podkładem do spaceru. Co ciekawe, królowały tu zespoły jazzowe, które mi osobiście świetnie pasowały do klimatu Pragi.

Ale z drugiej strony, na tych samych uliczkach widziałam też mnóstwo żebraków. Bezdomni ludzie snują się po nich jak cienie, ignorowani przez turystów jako element niepasujący do kolorowego praskiego obrazka. Na początku byłam zdziwiona sporą liczbą żebrzących tu osób, jednak już po krótkim czasie traktowałam ich jako integralny element tego miasta.

Miejscem, które wzbudziło we mnie mieszane emocje, były Hradczany. Zamek i jego otoczenie - katedry, dziedzińce, uliczki - to jedna z piękniejszych części miasta, warta wspinaczki po schodach. Rozciągający się stamtąd widok na Pragę jest po prostu fantastyczny.

Hradczany to absolutny numer jeden wśród obowiązkowych punktów do zobaczenia w niemal każdym przewodniku po Pradze, dlatego zawsze było tam dużo turystów. Ale uturystycznienie tego miejsca otarło się według mnie o absurd - bo czy naprawdę trzeba było wprowadzać bilety na Złotą Uliczkę? To oczywiście pytanie retoryczne. Biznesowo na pewno było warto.


Podsumowując, moje nowe spojrzenie na Pragę jest mniej wyidealizowane. Nie zmienia to jednak faktu, że wciąż uważam stolicę Czech za jedno z piękniejszych miast w Europie. Tym razem mogłam po prostu zobaczyć Pragę z innej perspektywy: nie byłam prowadzona za rękę przez przewodnika, nie goniłam też z miejsca na miejsce, w pośpiechu zaliczając kolejne turystyczne atrakcje. Po prostu pozwoliłam sobie na spokojne obserwowanie rytmu miasta i dzięki temu mogłam zauważyć detale, które wcześniej umknęły mojej uwadze.

Odwiedzając Pragę po raz trzeci, kolejny raz przekonałam się, że powracając po jakimś czasie w to samo miejsce można dostrzec zupełnie nowe rzeczy (pisałam o tym więcej w tekście o powrotach). Praska starówka w ciągu ostatnich lat prawdopodobnie bardzo się nie zmieniła - ale to ja się zmieniłam.