Od ponad dwunastu lat mamy w Polsce ministra, który zajmuje się prawami najmłodszych obywateli. W związku z przypadającą 23 lipca czwartą rocznicę powołania na urząd Rzecznika Praw Dziecka Pana Marka Michalaka postanowiłam napisać tekst o fantastycznym człowieku, z którym mam przyjemność i zaszczyt współpracować.
REKLAMA
Być może mignął Wam przed oczyma przy okazji komentowania jakiegoś zdarzenia dotyczącego dzieci. Nie pojawia się w szklanym okienku zbyt często. Po pierwsze media nie są specjalnie zainteresowane tematyką, której dedykowany jest Urząd RPD, po drugie, jest zwyczajnie zajęty pracą, do której został powołany. Po kolejne, sposób w jaki sprawy bieżące komentuje Rzecznik Praw dziecka nie jest modny. Jest on bowiem spokojny, merytoryczny i rzeczowy. Nie krzyczy, nie używa wulgaryzmów, nie grozi i nie robi tego w taki sposób, by jego wypowiedzi powtarzano co pięć minut. We WSZYSTKICH sprawach dotyczących dzieci Pan Rzecznik zabiera głos. Komentuje, a potem sprawdza, kontroluje, nadzoruje. Nie jest sądem, nie może więc wydawać wyroków, nie jest policjantem, nie doprowadza nikogo na komendę, nie jest opieką społeczną nie chodzi po domach.
My w Polsce mamy dość sceptyczny stosunek do urzędników i struktur biurokratycznych. Lata minionej i obecnej władzy nie przynoszą zmiany tego stanu rzeczy. Dlatego warto zwrócić uwagę na kogoś, kto nie posiłkuje się zastępami biurowych pretorian i nie zasłania kordonami sekretariatów.
Rzecznik Praw Dziecka w osobie Marka Michalaka to nie tylko przykład Ministra z „ludzką twarzą”, to również demonstracja skutecznej mediacji oraz pokojowych metod radzenia sobie z konfliktowymi sytuacjami. Sytuacjami, za którymi stoją konkretne osoby. Dzieci, którym dzieje się krzywda lub dorośli nie potrafiący sprostać roli rodzica czy opiekuna. Może powiecie, że to taki sam urzędnik jak każdy inny? Nie, nie taki sam. Wyjątkowy. Dla mnie jest to jeden z najważniejszych ministrów.
Minister Wszystkich Dzieci. Marek Michalak. Prywatnie 40-letni tata dwójki dzieci. W aktach prawnych czytamy, że Rzecznik stoi na straży prawa do życia i ochrony zdrowia, prawa do wychowania w rodzinie, prawa do godziwych warunków socjalnych oraz prawa do nauki. Część z nas oczekuje być może w ramach tego „stania na straży” wygłaszania ognistych mów i organizowania marszów poparcia lub potępienia, zależnie od aktualnej sytuacji.
Może - wzorem Supermana – Rzecznik powinien pędzić do każdego dziecka, któremu dzieje się krzywda i osobiście oraz doraźnie wymierzyć sprawiedliwość. Otóż nie. Bo nie na tym polega jego praca. W taki sposób nie mógłby pomagać tak wielu dzieciom.
Bardzo dużo podróżuję po Polsce, spotykam się z rodzicami, nauczycielami, dzieciakami – tymi młodszymi i starszymi. Mówię i słucham. Rozmawiam. Bardzo często są to dyskusje o dzieciach i ich prawach. Ponad 80% Polaków wie, że jest taki urząd jak RPD. Ponad 50% wie czym się zajmuje. Na szczęście lepiej ten egzamin zawsze zdają dzieci. Znają swojego Rzecznika, bo jest on obecny w codzienności polskich dzieci.
Sztuka skutecznego działania nie polega bowiem na reaktywności, czyli przesadnym reagowaniu na zaistniałe zdarzenia. O sukcesie lub porażce w walce o poprawę przestrzegania praw dzieci w Polsce decyduje umiejętność proaktywnego funkcjonowania w środowisku ładu prawnego i społecznego naszego kraju. Dlatego właśnie Rzecznik podejmuje inicjatywy w najlepiej pojętym interesie dziecka. Co do tego nie mam żadnych wątpliwości. Zawsze bowiem bezwzględnie działa na rzecz zapewnienia dziecku pełnego i harmonijnego rozwoju, z poszanowaniem jego godności i podmiotowości. Robi to wszelkimi dostępnymi temu Urzędowi metodami.
Rzecznik nie działa sam. Ma niewielkie biuro i grupę współpracowników oraz społecznych doradców. Do Biura RPD trafiają projekty ustaw i innych aktów prawnych, które wymagają opiniowania uwzględniającego ich wpływ na sytuację dzieci i rodziny. Rzecznik wnosi też projekty rozwiązań prawnych do odpowiednich ministrów. Poprzez swoje codzienne działania dba o to by dorośli, pod jego kontrolą, chronili dzieci przed wszelkimi przejawami przemocy, okrucieństwa, wyzysku, a także przed demoralizacją, zaniedbaniem i innymi formami niewłaściwego traktowania.
Pracownicy i współpracownicy Biura Rzecznika, a także on sam, odwiedzają przedszkola, szkoły, domy dziecka ośrodki wychowawcze. Przeprowadzają kontrolę i wydają odpowiednie zalecenia. Adresatami działań Rzecznika są wszystkie organy władzy publicznej: Sejm, Prezydent RP, Rada Ministrów, sądy, samorządy terytorialne, instytucje rządowe i organizacje pozarządowe.
Biuro i on sam osobiście zajmuje się przypadkami indywidualnymi, jeśli nie zostały one wcześniej rozwiązane we właściwy sposób mimo, że wykorzystano dostępne możliwości prawne. Warto pamiętać, że Rzecznik nie zastępuje wyspecjalizowanych służb, instytucji i stowarzyszeń zajmujących się ochroną dziecka, lecz interweniuje w sytuacji, kiedy dotychczasowe procedury okazały się nieskuteczne bądź ich zaniechano. Zawsze interweniuje, gdy zastosowane wcześniej procedury zawiodły.
Rzecznik troszczy się o wszystkie dzieci. Szczególną opieką otaczając dzieci niepełnosprawne, które nadal mają w naszym kraju utrudniony start życiowy. Do Pana Rzecznika można napisać: rpd@brpd.gov.pl
Można także poznać stronę http://www.brpd.gov.pl. Warto tam zaglądać nie tylko w sprawach interwencji, ale także po wiedzę. Wiem, że tworzy się nowy layout strony, by była nowocześniejsza i bardziej przyjazna.
Można także poznać stronę http://www.brpd.gov.pl. Warto tam zaglądać nie tylko w sprawach interwencji, ale także po wiedzę. Wiem, że tworzy się nowy layout strony, by była nowocześniejsza i bardziej przyjazna.
PS Wczoraj przeczytałam wypowiedź Pana Jerzego Owsiaka (dyrygenta WOŚP) i jestem zaskoczona. Po pierwsze treść listu otwartego, który Pan Owsiak rozesłał do mediów wskazuje na to, że nie ma on pojęcia, jakie kompetencje ma Rzecznik Praw Dziecka. Po drugie, świadczy ona o elementarnych brakach w kulturze osobistej nadawcy. Nie umniejszając w żaden sposób dokonań kierowanej przez Pana Owsiaka organizacji pragnę zwrócić uwagę, że nie dają one prawa do dyskredytowania pracy kogokolwiek. Takie zagranie można by określić „po sportowemu” faulem lub sprzecznym z zasadami fair play. Być może więc na tegorocznym Przystanku Woodstock Pan Owsiak sam sobie przyzna żółtą kartkę z logo piwnego koncernu. Jerzy Owsiak chciałby od Marka Michalaka "usłyszeć nawet brzydkie słowo“ – a ja nie chciałabym i nie życzę sobie, by jakikolwiek minister, a szczególnie TEN minister posługiwał się językiem, na który może sobie oczywiście pozwolić prezes Towarzystwa Przyjaciół Chińskich Ręczników, który ostatnio chyba zmierza w kierunku dawno zapomnianej Partii Przyjaciół Piwa.
